Śliz pożegna się z funkcją szefa klubu Polski 2050? "Nie mam z tym problemu"
Mimo że w Polsce 2050 już po wyborach, wojna nadal trwa. We wtorek doszło do próby odwołania przewodniczącego klubu partii Pawła Śliza. - Na każdym etapie, odkąd byłem przewodniczącym, broniłem każdej posłanki i każdego posła. Nawet jak były pewne ruchy, które były niewłaściwe - bronił się polityk na antenie TOK FM.
- Do dziennikarzy wyciekła kolejna informacja dot. działań polityków Polski 2050. Tym razem o zaplanowanych obradach członków Rady Krajowej. "Uważam, że nasze wewnętrzne sprawy powinny być rozstrzygane wewnętrznie" - skomentował poseł i przewodniczący klubu partii Paweł Śliz;
- Kilka dni temu próbowano przeprowadzić głosowania nad wnioskiem o odwołanie Śliza z funkcji przewodniczącego. "Jeżeli koledzy i koleżanki będą chcieli mnie odwołać, nie mam z tym problemu" - zadeklarował Śliz;
- Jak ujawnił Śliz w TOK FM, Szymon Hołownia może otrzymać funkcję honorowego przewodniczącego partii. "Jest to jedna z opcji" - powiedział.
W nocy ze środy na czwartek, o godz. 23.15, Karolina Lewicka otrzymała maila o mających się odbyć w sobotę przed południem obradach członków Rady Krajowej Polski 20250. W planie zapowiedzianego przez szefową partii Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz zdalnego spotkania są: wybór sekretarza posiedzenia, wystąpienie przewodniczącej, a także głosowanie uchwały dotyczącej funkcjonowania partii Polska 2050 oraz podmiotów ją reprezentujących.
Paweł Śliz - poseł i przewodniczący klubu Polska 2050 oraz przewodniczący sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, nie krył zaskoczenia, gdy dziennikarka TOK FM podzieliła się z nim tą informacją. - Nie wiedziałem, że pani redaktor jest członkiem naszej partii i że jest pani w mailingu - zażartował i "wyraził ubolewanie", że wieści rozeszły się tak szybko i w tak szerokim gronie. - Uważam, że nasze wewnętrzne sprawy powinny być rozstrzygane wewnętrznie - skomentował polityk.
Zaproszenie na obrady zostało rozesłane dwa dni po burzliwym posiedzeniu klubu Polski 2050 z 9 lutego, na którym - jak podał Onet - padł wniosek o odwołanie Pawła Śliza z funkcji szefa klubu. Tego dnia pod wnioskiem widniało 10 podpisów. Grupa obwiniająca Śliza o kryzys w partii jeszcze przed głosowaniem chciała zmodyfikować wewnętrzny regulamin, ponieważ obecnie do odwołania przewodniczącego klubu Polski 2050 konieczne jest poparcie 3/5 członków, czyli 19 parlamentarzystów. A zwolennicy zmiany nie dysponowali wtedy taką większością. Wniosek ostatecznie nie był głosowany, bo przewodniczący zamknął posiedzenie. 11 lutego - jak poinformowała posłanka Aleksandra Leo w TOK FM, podpisów pod wnioskiem było już 20.
To ostatnie dni Śliza jako przewodniczącego klubu? "Zwołałem posiedzenie na 25 lutego"
Jak przekonywał Paweł Śliz w "Poranku TOK FM", "to tak nie wyglądało". - To zostało przedstawione w sposób nie do końca zgodny z faktami. Powiedziałem: "Słuchajcie, nie ma problemu. Mogę poddać się weryfikacji naszego posiedzenia klubu, tylko chciałbym, żeby to byli wszyscy posłowie i senatorowie". Brakowało 25 proc. naszego klubu - wskazał rozmówca Karoliny Lewickiej. Jak podkreślił "nie uchyla się od odpowiedzialności" - Jeżeli koledzy i koleżanki będą chcieli mnie odwołać, ja nie mam co do tego problemu. Zwołałem następne posiedzenie klubu na 25 lutego - oznajmił.
Dlaczego tak późno? - Dlatego, że mamy kolejne posiedzenie Sejmu. Wpłynęły dwa wnioski od dwóch grup posłów, żeby przeprowadzić to posiedzenie. Wybrałem takie, na którym koleżanki i koledzy będą mogli zaznajomić się z tymi projektami zmian regulaminu, które zostały zaproponowane przez grupę posłów związanych z panią poseł Pauliną Hennig -Kloską, a także taki termin, który umożliwi tym posłom i senatorom, których nie było i nie ma dalej w Sejmie. Przedkładany projekt zmian w regulaminie można było wysłać dzień wcześniej, dwa dni wcześniej, a nie o godzinie 10.05 - tłumaczył Paweł Śliz.
Paweł Śliz: Szukałem kompromisu cały czas
Karolina Lewicka zasugerowała, że wniosek o odwołanie Śliza może być konsekwencją, chociażby jego wypowiedzi udostępnionych na początku roku, gdzie polityk deklarował, że jest gotowy na "czystkę w klubie". - Nie odżegnuję się od tych słów. Przykre jest to, że te osoby, które ujawniły te screeny, same nie ujawniły tego, co one pisały na tych grupach. Do mnie zwracali się redaktorzy, żebym ja ujawnił, co było pisane. Nie, bo uważam, że powinno się załatwiać sprawy wewnętrznie i to podwójnie boli. Po drugie - na każdym etapie, odkąd byłem przewodniczącym, broniłem każdej posłanki i każdego posła. Nawet jak były pewne ruchy, które były niewłaściwe, rozmawialiśmy z szefem partii. Powiedziałem: "Porozmawiajmy, poczekajmy". Naprawdę jestem człowiekiem, który szukał kompromisu przez cały czas - zapewniał gość TOK FM.
Jak zauważyła Karolina Lewicka, w obliczu wszystkich kryzysów, które mają miejsce w partii, " to po prostu dalej nie pojedzie". - Obojętnie, czy pan zostanie przewodniczącym, czy pana zmienią na kogoś innego, to są dwie frakcje (Katarzyny Pełczyńskiej- Nałęcz i Pauliny Hennig-Kloski - red.), które za sobą nie przepadają - zauważyła. - Ale najgorsze jest to, że jest to związane dalej z wyborami. I to jest przykre. Ja naprawdę staram się rozmawiać z koleżankami, próbuję im to wytłumaczyć i będę dalej próbował. Jeżeli mi się nie uda, to 25 lutego przestanę być przewodniczącym klubu - zadeklarował Paweł Śliz.
Wątkiem poruszonym w audycji była także przyszłość Szymona Hołowni w Polsce 2050. Jak ujawnił Paweł Śliz, jest pomysł, żeby Hołownia był honorowym przewodniczącym partii. - Jest to jedna z opcji. (...) Ale to są nasze wewnętrzne ustalenia, które będą związane ze zmianą statutu, które będą przeprowadzone - zaznaczył polityk w "Poranku TOK FM".
Źródło: TOK FM, Onet