"Ktoś doszedł do wniosku, że można na tym nieźle zarobić". Kwiatkowski: Będzie kontrola NIK ws. afery zbożowej
Zgodnie z zapowiedzią, rząd uchylił w piątek wprowadzony tydzień temu zakaz przywozu produktów rolnych z Ukrainy, o ile ich transport zakończy się w portach w Gdańsku, Gdyni, Świnoujściu lub Szczecinie, albo też - tranzytem - poza terytorium Polski. Przepisy, obejmujące w sumie 18 kategorii produktów, zostały opublikowane w Dzienniku Ustaw po godzinie drugiej w nocy. Oprócz zbóż, można wwieźć do naszego kraju między innymi: mięso, jaja, mleko, cukier i miód, pod warunkiem, że towary te pojadą bezpośrednio do portów albo od razu za granicę.
To kolejna odsłona próby zakończenia przez rząd afery, dotyczącej ton zalegającego w polskich magazynach zboża z Ukrainy. Gwałtownie spadające ceny towaru poskutkowały protestami rolników. Całkowite zamknięcie granic uderzało zaś w Ukrainę oraz było niezgodne z ustaleniami Unii Europejskiej.
"Ktoś doszedł do wniosku, że można na tym nieźle zarobić"
Jak zapewnił w TOK FM Krzysztof Kwiatkowski, Najwyższa Izba Kontroli przyjęła jego wniosek i zbada proceder związany z niekontrolowanym importem ukraińskiego zboża do Polski. Senator i były prezes NIK nie wierzy bowiem, że było to nieintencjonalne. - Ktoś doszedł do wniosku, że można na tym nieźle zarobić - stwierdził.
Rozmówca Jacka Żakowskiego przypomniał ustalenia Wirtualnej Polski, o tym, że firmy, które sprowadzają zboże z Ukrainy, są powiązane z członkami Prawa i Sprawiedliwości. - Czytamy o firmie drobiarskiej, której prezes jest członkiem PiS, która ściągała to zboże na pasze. O tym, że spółka Skarbu Państwa Elewarr na swojej bocznicy zarabiała na przeładunku tego zboża - podkreślił.
W jego ocenie, kontrola NIK w tej sprawie jest konieczna, bo upolityczniona prokuratura nie wyjaśni rzetelnie tej sprawy. - Jak słyszę, że minister Ziobro powołał specjalny zespół prokuratorów, który wspierają celnicy to sobie jaja z nas obywateli robi. Bo przecież my dzisiaj wiemy, że do nieprawidłowości dochodziło także na granicy. Wpisywano w dokumenty wwozowe "zboże techniczne", choć nie ma takiego pojęcia. I w tym momencie dochodziło do poświadczenia nieprawdy - powiedział Kwiatkowski.
"Kura może nie wiedzieć, ale celnik, minister rolnictwa czy prokurator generalny musi wiedzieć"
Były prezes NIK podkreślił, że "urzędnicy, którzy już od wielu miesięcy - z wicepremierem, ministerstwem rolnictwa na czele, wiedzieli, że to żaden tranzyt mogą odpowiadać z art. 231, który mówi nie tylko o przekroczeniu uprawnień, ale także o niedopełnieniu obowiązków". - Moim zdaniem niektórzy już zaczynają mieć koszmary nocne, bo kontrolerzy mogą skontrolować wszystko. Zarówno prawidłowość odpraw na granicach, jak i co robiły inspekcje jakości artykułów żywnościowych, Sanepid, inspekcja weterynaryjna - wskazał.
I podkreślił, że "zboża technicznego, jak sama nazwa wskazuje, się nie spożywa". - Kura może nie wiedzieć, ale celnik, minister rolnictwa czy prokurator generalny musi wiedzieć - zaznaczył Kwiatkowski.
Gość TOK FM dodał, że przekazał swoją wiedzę prezesowi NIK - "także o urzędnikach, którzy na protokół, objęci tajemnicą kontrolerską chętnie zeznają czy sygnalizowali wcześniej o nieprawidłowościach i co z tym robili ich przełożeni". - Moim zdaniem w sprawie ukraińskiego zboża przed nami jeszcze bardzo wiele niezwykle ciekawych wiadomości - podsumował senator.
Posłuchaj całej rozmowy: