advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Polityka

Kto wygra wybory w USA? Pytamy Polaków za oceanem. Oto ich faworyt

Urszula Abucewicz
11 min. czytania
10.03.2024 08:00
Feniks z popiołów, człowiek sukcesu, outsider. Donald Trump ma coraz większe szanse na kolejną prezydenturę. Zapytaliśmy Polaków mieszkających w Stanach Zjednoczonych, kogo poprą w nadchodzących prezydenckich wyborach. Jak się okazało, nasi rodacy mają wyraźnego faworyta.
|
|
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

5 listopada Amerykanie wybiorą kolejnego prezydenta. Najprawdopodobniej do walki o najważniejszy urząd w państwie staną kandydaci znani z poprzedniej kampanii. Donald Trump jak dotąd wygrywa prawybory i ma duże szanse na uzyskanie republikańskiej nominacji. Joe Biden zapewne będzie ubiegał się o reelekcję z ramienia Demokratów. Choć dawno nie miał tak słabych notowań. Z sondażu przeprowadzonego dla NBC News z 4 lutego wynika, że popiera go 42 proc. 

Sytuacja Donalda Trumpa nie jest jednoznaczna. Mężczyźnie grożą zarzuty federalne w związku z podsycaniem do ataku na Kapitol i trzy inne sprawy karne. Mimo to ma lepsze notowania w porównaniu do urzędującego prezydenta. Trump prowadzi w sondażach o około 5 punktów procentowych (47 proc. do 42 proc - sondaż przeprowadzony dla NBC News z 4 lutego). Obaj mężczyźni nie są zbyt lubiani. Jeśli Demokraci nie wystawią innego kandydata, będą to, jak pisze "The Economist" pierwsze wybory rewanżowe od prawie 70 lat". 

O tym, który z kandydatów wygra, dowiemy się jesienią. Zagadnień, które różnią Trumpa i Bidena jest wiele. Jednym z nich jest wsparcie Ukrainy w wojnie z Rosją. Czy deklaracje w tym temacie będą miały wpływ na wyborcze decyzje Polaków mieszkających w USA? A może nasi rodacy kierują się innymi kwestiami? Zdania są podzielone.

"Niebezpieczny człowiek", który budzi strach 

Piotr w USA mieszka od 2001 roku. Tuż po zdanej maturze postanowił razem z mamą i bratem polecieć za ocean do kursującego pomiędzy dwoma kontynentami tatą. - To był pamiętny rok - mówi. - W lipcu wylądowałem w Pensylwanii, 1 września zacząłem studia, a 11 września stało się coś jeszcze. Atak na World Trade Center. Wtedy na własnej skórze poczułem, że moje losy splatają się z dziejami wielkiego świata - zauważa. 

Polak najpierw ukończył licencjat z logistyki, potem pięcioletnie zarządzanie organizacją biznesową, a następnie zdobył tytuł MBA. Od ponad 20 lat związany jest z branżą motoryzacyjną, pracuje na stanowisku product managera i zarządza firmą specjalizującą się w produkcji i sprzedaży części oraz komponentów samochodowych. 

Mój rozmówca w 2007 roku został obywatelem Stanów Zjednoczonych. Po raz pierwszy zagłosował rok później. Nie mówi o sobie, że jest Demokratą czy Republikaninem, określa się jako niezależnego wyborcę, jednak zbliżające się wybory prezydenckie wzbudzają w nim ogromny niepokój. - Dzisiaj to jest mój największy strach, że Donald Trump znowu zostanie prezydentem. To jest człowiek niebezpieczny i nie jest to tylko domniemanie. 6 stycznia 2021 r., gdy jego zwolennicy wdarli się na Kapitol, pokazał, że nie panuje nad własnymi emocjami, rozdmuchał tę sytuację, a później nie potrafił jej naprawić albo nie miał w sobie takiej siły - mówi Piotr. Polak dodaje, że bardzo się boi, że gdy Trump wygra - dojdzie do zemsty politycznej.

Dlaczego Biden zaprosił Tuska i Dudę? 'Jest spore zagrożenie'

Poza tym Piotr nie akceptuje jego podejścia do ludzi i sposobu traktowania kobiet. - Jest osobą szowinistyczną, brak mu moralnego kompasu. Naprawdę nie pasuje mi takie nastawienie do ludzi i życia. Taka postawa przekłada się później na sposób, w jaki prowadzi się politykę i jak traktuje się innych ludzi na wielką skalę. Nie chciałbym, żeby taka osoba reprezentowała Stany Zjednoczone - mówi zdecydowanie.

- Joe Biden ze wszystkimi swoimi wadami i wpadkami jest bardziej opanowany i prezentuje bardziej trzeźwe podejście - zapewnia. Piotr dodaje, że Donald Trump "nie jest osobą, która kosztem swojego ego zrobi coś dla ludzi, żeby żyło im się lepiej". - On kieruje się swoim własnym interesem, a dopiero później interesami kraju, ludzi i i elektoratem - mówi.

Trump jest jak "feniks z popiołów"

Damian, który zajmuje się importem i eksportem towarów z USA do Polski, na byłego prezydenta i miliardera patrzy z podziwem. - Żeby na całym świecie byli tacy prezydenci, jak Donald Trump. To człowiek, który osiągnął sukces. I nawet jeśli miał trudne momenty i musiał ogłaszać bankructwo, to powstawał niczym feniks z popiołów. On mówi o tym wprost. Tak, podjąłem kilka nieprawidłowych decyzji, tak, zbankrutowałem, ale za jego czasów Ameryka rosła - podkreśla mój rozmówca. 

W oczach Damiana, Trump to człowiek, który "swoją przedsiębiorczością i swoją postawą coś zbudował". - Wiem, że on miał jakiś start, ale nie dostał wszystkiego. Najpierw dostał, potem to pomnożył, a później już mnożyło się samo - mówi.

Damian zastrzega, że były prezydent, jak każdy człowiek ma swoje wady. Ale jego atutem jest to, że jako przedsiębiorca zna system podatkowy, system zatrudniania ludzi, system budowania, "a nie tylko zabierania bądź dzielenia".

Za Trumpem opowiada się także Kamil, który w stanie Connecticut mieszka od 13 lat. Dlaczego? - Bo jest człowiekiem sukcesu, nie potrzebuje ciągnąć z govermentu żadnych pieniędzy. W poprzedniej kadencji zrezygnował ze swojego honorarium - przekonuje Kamil.  Kolejnym argumentem na korzyść kontrowersyjnego kandydata jest jego zdanie na temat imigracji.

"W Ameryce ludzie naprawdę są zmęczeni imigracją"

Walka z nielegalną imigracją to ważne hasło wyborcze Trumpa. Za poprzedniej prezydentury obiecywał wybudowanie muru na granicy z Meksykiem, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Teraz w Kongresie ważą się losy pakietu wsparcia dla Ukrainy, Izraela i Tajwanu. Mimo że w projekcie ustawy znalazły się zapisy pozwalające prezydentowi na "zamknięcie granicy" z Meksykiem, Donald Trump na wiecach wyborczych regularnie go krytykuje. Przekonuje, że USA nie powinny wspierać finansowo innych krajów, a co najwyżej oferować pożyczki.

Kamil popiera działania Trumpa, bo w "w Ameryce ludzie naprawdę są zmęczeni imigracją. Imigranci zaniżają stawki, jakość ich pracy daje dużo do życzenia. A gdy się takiego pracownika nie zatrudni, to od razu człowiek jest okrzyknięty rasistą. To błędne koło". - Ta dzisiejsza lewacka polityka jest wypaczona pod każdym względem. Czas, żeby wreszcie się obudzić, a Trump jest jedynym człowiekiem, który może przywrócić silną Amerykę - mówi.

Damian przekonuje, że "emigracja jest w porządku, ale legalna". - Nie wolno wpuszczać do własnego domu ludzi, których nie chcemy albo których nie znamy. Myślę, że nie chciałaby pani, żebym wszedł do pani domu przez okno i zamieszkał w nim - mówi.

Wtóruje mu 50-letni Andrzej: - Pierwszy raz od dłuższego czasu jest tak bardzo źle. Imigranci zalali USA, jest ich bardzo dużo. Z różnych wojen przyjeżdża mnóstwo ludzi i nie wiadomo, kim są. Bardzo dużo Amerykanów potrzebuje pomocy, a rząd pomaga emigrantom - wylicza błędy obecnej administracji.

Na własnej skórze odczuł skutki polityki Trumpa

Zgoła inne spojrzenie na działalność Trumpa prezentuje Dominik Kobos, który razem z żoną mieszka w Los Angeles. Mężczyzna wykłada na Uniwersytecie Południowej Kalifornii, tytuł doktora w dziedzinie matematyki uzyskał na Uniwersytecie Oksfordzkim. Teraz pracuje nad kolejnym doktoratem z filozofii. Na własnej skórze odczuł skutki polityki izolacjonizmu, którą Trump prowadził podczas swojej pierwszej prezydentury. - Republikanin w znacznym stopniu utrudniał podejmowanie pracy na uczelniach amerykańskich naukowcom spoza Stanów Zjednoczonych. Prowadziło to do wielu napięć na linii Trump - środowiska naukowe. - Wysokie notowania Trumpa budzą mój niepokój, bo spodziewam się, że tego typu polityka będzie kontynuowana, jeśli dojdzie do ponownego jego wyboru - mówi. 

Kolejna sprawa, która niepokoi mojego rozmówcę, to niezmiennie krytyczny stosunek Trumpa do NATO. - Kiedy rozmawiam choćby z sąsiadami, to okazuje się, że oni mają raczej blade wyobrażenie o geografii, nie mówiąc już o geopolityce. Dla nich wojna w Ukrainie jest sprawą dość odległą i często nie pojmują wagi tego konfliktu. To, co my w Europie postrzegamy jako wojnę u bram zachodniego świata, dla nich wydaje się mało istotne. Tak jakby ten konflikt toczył się na Bliskim Wschodzie - ocenił.

Trump jedyną szansą zakończenia wojny w Ukrainie?

Kamil przyznaje, że jest patriotą i oczywiście zdaje sobie sprawę, że jeśli Putin wygra w Ukrainie, to jego kolejnym celem będzie Polska, ale nie popiera pakietu pomocowego dla Ukrainy, Izraela czy Tajwanu. - Ceny poszły strasznie do góry, paliwo jest drogie, żywność jest droga - wymienia.

Stolarz jest pewny, że gdy Donald Trump zostanie prezydentem USA, to ta wojna "szybciutko" się skończy. Bo jako kolejny plus za jego kandydaturą, wymienia fakt, że za jego prezydentury żadnej wojny nie było.

Dla Andrzeja, który od urodzenia mieszka w USA, konflikt toczący się na terenie Ukrainy nie jest żadnym, ważnym tematem. A już na pewno nie takim, który powinien być analizowany w kraju, w którym żyje. - USA nie powinny angażować się w wojnę w Ukrainie, bo są bardzo daleko. To jest wasz sąsiad, dobrze, że go wspieracie, ale my nie powinniśmy się w tę wojnę angażować. Zełenski, gdy doszedł do władzy, nie miał żadnych pieniędzy, a teraz ma 25 mln dolarów. Jak to się stało? Skąd on je ma? - pyta Andrzej. - Wie pani, co myślę? Myślę, że

Bidenowi

nie zależy na Ameryce, on nie dba o Stany. A Trump ma zamiar dbać o Amerykę. Mówi: United States first. On najpierw przede wszystkim zajmie się Ameryką, a nie Ukrainą czy Izraelem. Czy Trump wyprowadzi USA z NATO? Nic z tych rzeczy. Zależy mu na NATO – mówi z przekonaniem Polak z Chicago, który zajmuje się importem i eksportem towarów.

Alex Rak, prowadząca vloga Polka w Ameryce, od 10 lat mieszka w Stanach Zjednoczonych, nie kryje irytacji, gdy przytaczam słowa zwolenników Trumpa, którzy wątpią, że ich kandydat wyprowadzi USA z sojuszu północnoatlantyckiego. - W każdej wypowiedzi Donald Trump podkreśla, że chce wyjść z NATO, w każdej jednej. Nie słyszałam ani jednego jego wystąpienia, w którym deklarowałby wsparcie dla Ukrainy. W każdym swoim wywodzie podkreśla, że jakby on był prezydentem to wojna zakończyłaby się w jeden dzień. Co to oznacza? Że spełni wszystkie warunki

Putina

 - denerwuje się. Przewodniczka obawia się, że jego wygrana w wyborach może oznaczać koniec demokracji w USA. - Zresztą wypowiedział takie zdanie, że przez pierwszy dzień swojej prezydentury będzie dyktatorem - dodaje aktorka.

Damian, podobnie jak Andrzej wierzy w Trumpa. Jest przekonany, że wie, co robi i nie obawia się, że jego decyzje będą miały negatywny wpływ na Amerykę czy Europę. - Na pierwszy rzut oka to, co robił, nie do końca było zrozumiałe, ale z czasem okazywało się, że jego decyzje były dobre. Donald Trump na pewno będzie miał na uwadze, że Polska nie tylko jest krajem w środku Europy, ale jest krajem granicznym z Rosją, który ochrania zachodnią Europę przed wojną. Na pewno Stany Zjednoczone będą nas bardziej zbroiły i nie będą chciały nam zaszkodzić - argumentuje.

Zarówno Andrzej, jak i Damian wierzą też, że w starciu z Putinem to właśnie ich kandydat najlepiej sobie poradzi. - Trump to jest gość, którego inni się boją. Wyrobił w sobie cechy, które odstraszają tych, którzy chcieliby go oszukać. Ameryka powinna być więc rządzona przez kogoś, kto mocno stąpa po ziemi - słyszę od Damiana.

- Trump pogada z Putinem i wynegocjuje pokój - zapewnia Andrzej. Jak Trump był prezydentem, to nie było wojny, wojna zaczęła się rozkręcać, jak prezydentem został Biden - mówi. - Skąd ta siła Trumpa? Jednym z najlepszych prezydentów był Reagan - Republikanin. Wszyscy się go bali. Dlaczego? Ponieważ nie był politykiem. Tak samo jest z Trumpem. On nie jest politykiem, jest biznesmenem. Jeżeli ktoś jest politykiem, to łatwo jest go kontrolować. Trumpa nie da się kontrolować, bo nie jest politykiem - podkreśla Andrzej.

W jego otoczeniu, w Chicago, jak mówi, wszyscy głosują na Demokratów, on należy do mniejszości, bo krytycznie ocenia ich rządy. - Obama mnie rozczarował, to nie był mój prezydent. Inni prezydenci wywodzący się z Demokratów nie zrobili nic wartościowego. Mówią, że wspierają ludzi, a tak naprawdę mają ich głęboko w poważaniu. To są puste słowa - denerwuje się. - A teraz za Bidena mamy straszną drożyznę. Kiedy przejął władzę, inflacja poszła do góry i wszystko stało się bardzo drogie. Za Trumpa nie było takiej drożyzny - stwierdza.

Tymczasem Piotr, product manager w firmie motoryzacyjnej chwali politykę międzynarodową Bidena. Jego zdaniem obecny prezydent "patrzy strategicznie". - Niestety większość ludzi nie rozumie różnicy pomiędzy podejściem taktycznym a  strategicznym. Można zamknąć granicę, można ukrócić nielegalną imigrację i przeznaczyć na ten cel wiele pieniędzy, ale wsparcie Ukrainy i Izraela też jest potrzebne. Podczas II wojny światowej Ameryka przez długi czas się nie angażowała, Niemcy rozlewali się po Europie, a Ameryka się przyglądała. Aż Japonia zaatakowała Pearl Harbor i USA musiała w końcu dołączyć, zamiast stłamsić konflikt w zarodku. Teraz Ameryka musi być aktywna, walczyć na kontynencie europejskim i wysyłać żołnierzy. Obawiam się, że myślenie izolacyjne Donalda Trumpa może doprowadzić do scenariusza z 1939 roku - przekonuje.

Mój rozmówca wskazuje na "błąd myślenia krótkoterminowego". - Jeden człowiek odkłada na emeryturę i później żyje na jakimś poziomie, a drugi wydaje pieniądze, wszyscy na niego patrzą i mówią: 'Ale masz fajny dom. Ale masz świetne auto'. Jest duża różnica pomiędzy patrzeniem dwóch polityków. Nawet gdybyśmy nagle się odcięli i nic nie robili, to ten świat do nas w końcu zapuka. Czy tego chcemy, czy nie - będziemy w to zamieszani - dodaje.

Zapewnienia Trumpa o zakończeniu wojny w Ukrainie, odbiera, jako kolejną niespełnioną obietnicę. - Obiecał przecież, że zbuduje mur z Meksykiem, bo jest wielkim budowniczym i nigdy się to nie wydarzyło. Obawiam się, że Trump poszedłby na ustępstwa wobec Rosji i oddałby Krym Rosji. To jest moralnie nieodpowiednia propozycja - tłumaczy.

Przekonania zaś zwolenników republikańskiego kandydata, że za jego prezydentury, nie doszło do konfliktu światowego, odpiera słowami: - To jest po prostu zbieg okoliczności. Ludzie szukają korelacji, a pewne rzeczy się po prostu dzieją. To nie jest tak, że Putin zobaczył, kto jest prezydentem i w tym momencie zaatakował. Zaatakował, kiedy był gotowy - przekonuje Piotr.

Persona non grata

Alex Rak ma na temat Trumpa nienajlepsze zdanie. - Nie jest dla mnie symbolem sukcesu. Wszystko, co ma, zawdzięcza ojcu, po którym odziedziczył majątek. To dzięki niemu miał dobry start - mówi zdecydowanie. - W Nowym Jorku Trump jest persona non grata, ma sądowy zakaz robienia interesów w stanie Nowy Jork. Za oszustwa podatkowe musi zapłacić minimum 350 milionów dolarów. W związku z liczbą popełnionych przestępstw zabrano mu licencję na wykonywanie biznesu w tym stanie - wymienia tylko kilka przewin kandydata na 47. prezydenta USA.

Ale to nie wszystko. - Nowojorczycy się na nim poznali. Dla nich to mafioza, człowiek robiący machlojki, oszust, osoba, która wszystkich pozywa i nikomu nie płaci. W Nowym Jorku nie jest traktowany poważnie. W poprzednich wyborach głosowało na niego raptem 15 proc. Nowojorczyków - dodaje Polka.

Trump cieszy się popularnością wśród Polonii

Piotr z żalem stwierdza, że wśród Polonii jest bardzo dużo ekscytacji Trumpem. - Wiele osób w kręgach polonijnych szuka silnego charakteru, ja jednak nie podzielam ich zdania. W historii były takie momenty, gdy wybierano bardzo silnych kandydatów. Zobaczmy, co się działo po I wojnie światowej w Niemczech. Wybrano Hitlera, który był bardzo mocnym kandydatem, potrafiącym odnieść się do ludzkich rozterek, ale później ten silny kandydat wysłał mężów, synów, ojców w przepaść. Ja się właśnie takiego scenariusza obawiam. Patrząc historycznie tacy hardzi, bezkompromisowi kandydaci, doprowadzają do niezbyt pożądanych sytuacji - stwierdził.

Dominik Kobos szukając przyczyn tak dużego poparcia dla Trumpa, zwraca uwagę na język, jakim posługuje się w swoich wystąpieniach. Naukowiec wyjaśnia, że przed pierwszą prezydenturą Donalda Trumpa przeprowadzono analizę lingwistyczną wypowiedzi różnych kandydatów podczas wystąpień na wiecach i w mediach. Oceniono, że język używany przez Donalda Trumpa jest językiem, którego można się spodziewać po uczniu szkoły podstawowej. - Jestem przekonany, że Donald Trump jest w ten sposób przygotowywany do tego typu wystąpień, żeby prezentować się jako jeden z nas, jako zwykły człowiek, który wprawdzie osiągnął niesamowity sukces, ale wciąż jest jednym z nas - oceniał naukowiec.

Język ten nie przemawia jednak do Polaka, który mówi, że oczekiwałby standardów politycznych na nieco wyższym poziomie. - Niezależnie od tego czy się z tymi rozwiązaniami zgadzam czy nie oczekiwałbym próby przełamania tych populistycznych tendencji niż ulegania nim - zapewnia.

Czy będą zamieszki?

Co się stanie, jeśli Donald Trump przegra? Czy ponownie nie uzna swojej porażki i będzie nawoływał do zamieszek, jak to się stało 6 stycznia trzy lata temu? Andrzej zajmujący się importem i eksportem obawia się, że w USA dojdzie do wojny domowej. On sam jednak nie zamierza się w nią angażować. Ma w rodzinie policjanta i strażaka. - Nie wypada - mówi.

Takiego scenariusza obawia się także Alex Rak. - Wizytówką Trumpa był atak na Kapitol po tym, gdy przegrał wybory, natomiast nie będzie to wojna domowa rozpoczęta przez demokratów. Nie będzie to walka dwóch stron, tylko atak z jednej strony - stwierdza.

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>