Raport NIK. Tak zarabiano na pandemii. Poważne zarzuty nie tylko pod adresem Morawieckiego
Najwyższa Izba Kontroli uważa, że w czasie pandemii dochodziło do - jak informuje Onet - 'gigantycznych przekrętów'. Z opublikowanych do tej pory informacji wynika między innymi, że 'prezesi KGHM i Lotosu dostali od premiera Mateusza Morawieckiego polecenie kupowania sprzętu ochronnego. A od ministra aktywów państwowych Jacka Sasina dokładne wytyczne, w jakich firmach mają kupić co i za ile'. Dla wskazanych firm zamówienie od państwowych gigantów oznaczały fantastyczny interes. Jak czytamy, 'prezes jednej z tych firm określił w zeznaniach przed NIK swą prowizję jako 'minimalną', czyli 'około kilkuset tysięcy euro''.
Kontrolerzy NIK-u ocenili, że premier Morawiecki oraz jego współpracownicy 'stworzyli 'mechanizm korupcjogenny'' przy realizacji pandemicznych zakupów'. W raporcie, który ma zostać opublikowany w czwartek, przedstawiono wiele argumentów na poparcie tej tezy.
Nowe kłopoty lekarza z 'Podziemia'. Łamanie praw pacjenta i groźba gigantycznej kary
'Najlepiej udokumentowane są działania rządu przy wykorzystaniu miedziowego koncernu KGHM i paliwowego Lotosu, którym Kancelaria Premiera wydała na początku pandemii - wiosną 2020 r. - nakaz dokonania zakupów. Polecenia wydał osobiście Mateusz Morawiecki (...). Następnie prezesi Marcin Chludziński (KGHM) i Paweł Majewski (Lotos) dostali z Ministerstwa Aktywów Państwowych kierowanego przez Jacka Sasina dokładne wytyczne. Obejmowały one nie tylko wykaz sprzętu, który trzeba kupić, ale przede wszystkim nazwy konkretnych firm, u których mają złożyć zamówienie. Co jeszcze ciekawsze, widniała tam cena zakupu. Resort Sasina nie odpowiedział NIK-owi, czemu wybrał te firmy i jak ustalił ceny. W całym procesie w ogóle nie uczestniczyło Ministerstwo Zdrowia, które było najlepiej poinformowane, czego brakuje, jacy są dostawcy i ceny na rynku' - czytamy w tekście Andrzeja Stankiewicza w Onecie.
Jak zarobić na pandemii? Raport NIK i zarzuty pod adresem premiera i ministrów
Najwyższa Izba Kontroli nie ma wątpliwości, że doszło do złamania prawa. Prześwietlając jedną z transakcji, kontrolerzy dotarli do firmy zajmującej się handlem przedmiotami do makijażu, która powstała rok przed wybuchem pandemii COVID-19. Przedsiębiorstwo nie zatrudniało żadnych pracowników, ale - jak informuje Onet - znalazło się na liście firm, od których należało kupować sprzęt ochronny.
'Prowadząca firmę kobieta zeznała kontrolerom NIK, że tuż przed operacją zgłosił się do niej mąż jej koleżanki, zapowiadając, że odezwie się do niej ktoś z KGHM. Rzeczywiście - szybko odezwał się KGHM, ale ostatecznie umowę podpisała z Lotosem - dostała przelew na prawie 2 mln dolarów' - informuje portal. Co ważne spółka od handlu przyborami do makijażu 'nie angażowała w realizację zamówienia własnych środków, należności po dostarczeniu produktów uregulował Lotos'.
Już wcześniej mnożyły się informacje na temat nieprawidłowości dotyczących zamówień z początku pandemii. Oczywiście nie chodzi tylko o aferę respiratorową, z Ministerstwem Zdrowia i handlarzem bronią w rolach głównych. Media ujawniły też m.in., że największym samolotem świata przetransportowano z Chin do Polski (w kwietniu 2020 roku) środki potrzebne do ochrony przed zakażeniem. Szybko okazało się, że produkty do niczego się nie nadają. Już tydzień po wylądowaniu samolotu "Gazeta Wyborcza" informowała, że przywiezione maseczki nie mają żadnych atestów.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>