,
Obserwuj
Polityka

"Należało to zrobić już dawno". Dziennikarz o aferze z rejestracją Ukraińców

Anna Kiedrzynek, Aleksandra Gruszczyńska
2 min. czytania
28.04.2024 10:11
Nowe przepisy władz Ukrainy nie spodobały się tym, którzy opuścili ojczyznę. - Każdy mężczyzna w wieku poborowym będzie się musiał zarejestrować i wskazać, gdzie aktualnie przebywa. Chodzi o to, by zwiększyć liczebność ukraińskiej armii i by wojsko wiedziało, gdzie szukać poborowych - komentował na antenie Radia TOK FM Piotr Andrusieczko, korespondent "Gazety Wyborczej" w Ukrainie.
|
|
fot. Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.pl

Ustawa mobilizacyjna w Ukrainie wchodzi w życie 18 maja br. Od tej pory każdy mężczyzna w wieku poborowym (18-60 lat) będzie się musiał zarejestrować w systemie i wskazać, gdzie aktualnie przebywa. Chodzi o to, by zwiększyć liczebność ukraińskiej armii i by wojsko wiedziało, gdzie szukać poborowych. O to, jak do tych przepisów podchodzą sami Ukraińcy, w audycji "Popołudnie Radia TOK FM" mówił Piotr Andruszeczko, korespondent 'Gazety Wyborczej' w Ukrainie.

- Ta rzecz bulwersuje - mówił gość Przemysława Iwańczyka. Jak dodał, część Ukraińców przebywających w Ukrainie, zwłaszcza żołnierzy, mówi, że należało to dawno zrobić. Andruszeczko zwrócił jednak uwagę na drugą stronę medalu, czyli na osoby, które opuściły Ukrainę. - Druga strona mówi, że nowe przepisy to jest norma policyjna i ona ich nie zmusi do powrotu. Ta dyskusja jest gorąca i wciąż się toczy - komentował dziennikarz.

Jeśli dany Ukrainiec przebywający w Polsce nie dokona rejestracji w systemie, w przyszłości może mieć problem z obsługą w konsulatach, choćby z przedłużeniem ważności paszportu czy prawa jazdy. Stąd w niektórych miastach pojawiły się kolejki osób, które chciały przedłużyć ważność dokumentów już teraz, by po 18 maja nie martwić się, co dalej.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Kolejki ustawiały się zwłaszcza przed tzw. ukraińskimi agencjami paszportowymi, które powstały w czterech polskich miastach tuż po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie, gdy wiele osób - uciekając ze swoich domów - nie zabrało ze sobą dokumentów. Część Ukraińców w kolejkach mówiło wprost, że budują swoje życie w Polsce i nie chcą jechać na wojnę.

Afera w Kijowie. Minister w areszcie

Przemysław Iwańczyk pytał także Andrusieczkę o opisywaną już przez TOK FM sprawę aresztowania ukraińskiego ministra rolnictwa Mykoły Solskiego. Minister podejrzany jest o nielegalne pozyskanie gruntów wartych 7 milionów dolarów. Po wpłaceniu kaucji w wysokości równej dwóm milionom dolarów wyszedł z aresztu. - Zanim dołączył do rządu, zajmował się agrobiznesem. Z samych tylko dywidend zarabia 20 milionów hrywien. Dlatego też wyższy sąd antykorupcyjny dał mu możliwość zamiany dwumiesięcznego aresztu na kaucję - podkreślił gość TOK FM.

Jak zaznaczył, aresztowany minister miał stać na czele grupy przestępczej, która wraz z urzędnikami miała dokonać zniszczenia dokumentów. Poświadczały one prawo dwóch przedsiębiorstw państwowych do wieczystego użytkowania ziemi. - Gdy je zniszczono, wszczęta została procedura przekazania tej ziemi osobom prywatnym, podstawionym osobom - mówił.