,
Obserwuj
Polityka

Ekspertka apeluje do polityków: Pomyślcie, zanim udostępnicie

tokfm.pl
3 min. czytania
07.06.2024 18:50
- To chyba najlepszy znak naszych czasów: wiemy, że dezinformacja i szerzenie nieprawdy działa w mediach społecznościowych, a zgłaszamy to głównie z ciekawości, aby sprawdzić, jak bardzo ten system nie działa - twierdzi Sylwia Czubkowska, dziennikarka specjalizująca się w temacie cyfryzacji i nowych technologii, autorka podcastu "Techstorie" na Tokfm.pl,
|
|
fot. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl

Gośćmi audycji "Ekonomia-Kapitał-Gospodarka" byli Sylwia Czubkowska - dziennikarka specjalizująca się w temacie cyfryzacji i nowych technologii, autorka podcastu "Techstorie" na tokfm.pl, Dariusz Ćwiklak, szef działu biznes tygodnika "Newsweek" oraz Justyna Piszczatowska, dziennikarka portalu green.news.pl.

Prowadzący Maciej Głogowski wypytał zaproszonych ekspertów o wątek bezpieczeństwa cyfrowego i jak Polska się broni przed atakami takimi jak niedawna próba dezinformacji w Polskiej Agencji Prasowej?

- Moim zdaniem dość skutecznie, aczkolwiek przykład PAP każe sądzić, że to jednak media publiczne są chyba najsłabszym ogniwem. Oficjalne komunikaty wskazują, że doszło do złamania bezpieczeństwa sprzętu przynajmniej jednego pracownika. Metoda Phishingu, czyli oszustwa, w której przestępca podszywa się pod inną osobę lub instytucję w celu wyłudzenia poufnych informacji, zainfekowania komputera szkodliwym oprogramowaniem polega właśnie na szukaniu najsłabszych punktów - tłumaczyła Czubkowska. - Paradoksalnie największym plusem tego wydarzenia nie było to, że informacja szybko została sprostowana, ale samo odkrycie się wrogiej strony, ponieważ teraz mamy wiedzę nt. ich postępowania - dodała.

Posłuchaj całej audycji

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Sylwia Czubkowska: Meta chce wyciszyć dezinformację, a nie z nią walczyć

Prowadzący EKG dopytywał, co zdaniem ekspertki zwykły człowiek powinien zrobić, aby uchronić się przed podobnymi atakami, bądź nie stać się narzędziem dezinformacji.

- Każdy agresywny przekaz, równie potwierdzający nasze stanowiska, bądź skrajnie jemu przeczący, powinien zapalać u nas czerwoną lampkę ostrzegawczą. Coraz częściej filtrując informacje, powinniśmy myśleć i trzymać emocje na wodzy. To tak naprawdę się nie zmieni, ponieważ manipulacja emocjonalno-psychologiczna jest fundamentem każdej dezinformacji.

Współtwórczyni "Techstorii" podkreśliła także, że powinniśmy by ostrożni także wobec mediów społecznościowych i korzystania z nich. Jej zdaniem platformy dużo obiecują, że wprowadzą róże mechanizmy zabezpieczające, ale to najczęściej kończy się na pustych deklaracjach.

- Meta, czyli dostawca m.in. Facebooka i Instagrama, pochwaliła się ostatnio, że usunęła około 5 proc. treści politycznych o natężeniu dezinformacyjnym. Jednocześnie, zamiast faktycznego czyszczenia treści dezinformacyjnych Meta wprowadziła ograniczenia zasięgowe wszystkim treściom politycznym, łącznie z rzetelnymi redakcjami, dziennikarzami, podkastami itp. Zabieg ten ma raczej wyciszać dezinformację, niźli realnie z nią walczyć - tłumaczyła Czubkowska.

Ekspertka do polityków: Pomyślcie, zanim cokolwiek udostępnicie!

Dariusz Ćwiklak również się dołączył do apelu o emocjonalny rozsądek, zanim się coś udostępni albo zacznie interpretować. Szczególnie powinno to dotyczyć polityków, którzy coraz częściej bez zastanowienia podają dalej różne treści.

- To, co się dzieje, chociażby na X, dawniejszym Twitterze, względem sytuacji przy polsko-białoruskiej granicy jest najlepszym przykładem, jak operuje się dzisiaj dezinformacją. Innym popularnym przykładem, na przestrzeni różnych platform, są fałszywe reklamy śmierci różnych celebrytów. "Dla sportu" zgłosiłem sprawę Mecie, która kilka tygodni później odpowiedziała, że to jest normalna reklama, która nie łamie żadnych ich zasad. Mimo że była całkowicie nieprawdziwa - przekonywał Ćwiklak.

- To chyba najlepszy znak naszych czasów: wiemy, że dezinformacja i szerzenie nieprawdy działa w mediach społecznościowych, a zgłaszamy to głównie z ciekawości, aby sprawdzić, jak bardzo ten system nie działa - wtrąciła Czubkowska.

Ekspertka tłumaczyła, że dzięki funkcjonowaniu europejskiego Digital Service Act, czyli aktowi o usługach cyfrowych, wiemy, ile platformy zatrudniają administratorach w lokalnych językach. Ubiegłoroczne raporty podały, że w zależności od serwisu jest to od kilkudziesięciu do 200 osób. Wyjątkiem był Twitter, który nie zatrudniał żadnego, ale to nieważne.

- Gdy zapytałam na konferencji przedstawiciela Google, YouTube oraz TikToka jak zwiększyła się liczba zatrudnionych administratorów od wybuchu kolejno wojny, a wcześniej pandemii to odpowiedzieli, że nie wiedzą, czy się zwiększyła, ponieważ nie widzą takiej potrzeby - podsumowała.