Męczeństwo PiS-u po decyzji PKW. "Wpłacajcie pieniądze, bo inaczej nie przetrwamy"
Nie milkną echa czwartkowej decyzji Państwowej Komisji Wyborczej o odrzuceniu sprawozdania Komitetu Prawa i Sprawiedliwości. Goście Jacka Żakowskiego w "Poranku Radia TOK FM również komentowali decyzję PKW. Pierwszy zastępca redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" Roman Imielski stwierdził, że Prawo i Sprawiedliwość doczekało się sprawiedliwości. - Wszyscy widzieliśmy, jak wyglądała kampania roku 2023 - zauważył, dodając, że była skrajna nawet w porównaniu z wcześniejszymi, w których też dawało się odczuć wyraźny przechył. - Wszyscy widzieliśmy ogromne zaangażowanie finansowe i nie tylko finansowe - stwierdził, przywołując m.in. zatrudnianie na potrzeby kampanii osób w Rządowym Centrum Legislacyjnym.
Męczeństwo PiS
- Dobrze, że taki sygnał ze strony PKW, że nie jest bezradny w takich sytuacjach, został wysłany - przekonywał. Jak jednak podkreślił, nie należy wyolbrzymiać skutków tej decyzji. - Oczywiście, nie jest to koniec żaden PiS-u. On będzie to teraz obracał. Wiadomo, że PiS jest najlepszy w męczeństwie - powiedział, przekonując, że dla partii Jarosława Kaczyńskiego 'to najlepsza sytuacja, jaka mogła się zdarzyć'.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Imielski przekonywał, że będzie to powrót do narracji, że PiS jest celem wszystkich możliwych spisków, gdzieś tam w Berlinie, Paryżu. - Rząd światowy ich niszczy. Męczeństwo PiS to jest po prostu klasyka - tłumaczył. Ale cała sytuacja ma też drugą stronę. - To jest wielka partia, która ma bardzo dużo członków. Jestem właśnie ciekawy, jak zaczną teraz spływać te wpłaty - nawiązał do pojawiających się już próśb o wsparcie dla partii. Przypomniał przy tym, że PiS przez ostatnie lata obsadził państwo swoimi ludźmi i to "w sposób nieprawdopodobnie głęboki". Przed wyborami ci nominaci wpłacali na rzecz partii duże pieniądze, idealnie zgodne z dopuszczalnymi limitami.
Gość TOK FM powtórzył, że jest bardzo ciekawy, na ile skuteczna będzie rozpoczęta przez PiS w czwartek akcja: "Jesteśmy celem tych wszystkich ataków. Nasze męczeństwo musi być docenione. Wpłacajcie ludzie nam te pieniądze, bo inaczej nie przetrwamy".
Mamy to na piśmie
Drugi z gości Jacka Żakowskiego publicysta "Gazety Wyborczej" i "Polityki", Mateusz Mazzini z Collegium Civitas przekonywał, że najważniejsze jest zakomunikowanie przez PKW opinii publicznej, że "ta kampania naprawdę była już przegięciem". Zastrzegł przy tym, że większość Polaków miała tego świadomość. - Czym innym są argumenty publicystyczne, a czym innym argumenty, które pojawią się na papierze ze strony oficjalnego organu państwa polskiego. Mamy decyzję PKW, która pokazuje, że to było przesada - podkreślił. - To było zaprzęgnięciem zasobów państwowych w stopniu, który nigdy nie powinien mieć miejsca - stwierdził. Jego zdaniem wszyscy mniej lub bardziej świadomie to wiedzieliśmy, ale teraz "mamy to na piśmie".
Mazzini podkreślał wagę tej oficjalnej decyzji. - I z tą decyzją trzeba się zmierzyć. Nie trzeba się z nią koniecznie zgadzać, ale trzeba ją potraktować poważnie - tłumaczył. Po czym zgodził się z przedmówcą, że ciekawe będzie teraz obserwowanie środowisk skupionych wokół PiS. Tego jak się będą odwoływać, czy jak będą przebiegać zapoczątkowane przez nich zbiórki publiczne. - Czy to będzie duża, czy taka umiarkowanie dobra kwota? Zobaczymy, jak szeroki był ten ekosystem różnego rodzaju instytucji, w których poupychano ludzi związanych z tą władzą, którzy mają teraz zasoby - zauważył, dodając, że już widać oczekiwanie, by teraz te zasoby w jakiejś części zwrócili.
Rewolucyjny pomysł senatora. To oni powinni badać finanse partii politycznych
Trzymając się przecinka
Redaktorka naczelna Oko Press, Magdalena Chrzczonowicz przyznała zaś, że decyzja PKW jest bardzo ciekawa i dla niej jednak nie taka oczywista. - Ja przynajmniej byłam przekonana miesiąc temu, że to PKW raczej pójdzie tą ostrożną linią interpretacji, taką czysto formalną, jak to robiło do tej pory - tłumaczyła. Dodała też, że dotąd PKW za wszelką cenę nie chciała być postrzegana jako ciało polityczne. - PKW wyszła z tej swojej strefy komfortu. Podjęła decyzję, która będzie brzemienna w skutkach - stwierdziła.
Chrzczonowicz przyznała przy tym, że to ważne dla niej z "dziennikarskiego, ale i obywatelskiego punktu widzenia". - Dlatego, że do tej pory było tak, że każda nowa nowa władza obchodziła się jednak dosyć delikatnie z poprzednią - zauważyła podsumowując rozmowę.