Zemsta "harcerzy" z PiS? "Poczuli się odsuwani na boczny tor"
12 października na kongresie Prawa i Sprawiedliwości może dojść do przyłączenia do tej partii Suwerennej Polski, czyli ugrupowania Zbigniewa Ziobry. SP wchodziła w skład koalicji rządzącej w latach 2015-2023. Sam Jarosław Kaczyński przyznał, że w sprawie połączenia są 'różnice zdań', a ostateczną decyzję ma podjąć Rada Polityczna PiS.
"Harcerze" nie chcą Suwerennej Polski w PiS
Dominika Długosz uważa, że do zjednoczenia dojdzie, co nie zmienia faktu, że w jej ocenie konflikt na tym tle w ostatnim czasie tylko się pogłębił. - "Harcerze", czyli frakcja Mateusza Morawieckiego, poczuli się odsuwani na boczny tor w różnych tematach. Wiadomo też, jaki stosunek ma Morawiecki do ziobrystów. Również to, że Janusz Kowalski jest znów członkiem PiS (przeszedł z Suwerennej Polski - red.) chyba trochę ubodło byłego premiera - wyliczała dziennikarka "Newsweeka".
Dodała, że ostatnio Mateusz Morawiecki wypadł również z listy kandydatów na prezydenta, a także przestał być brany pod uwagę jako następca prezesa Jarosława Kaczyńskiego w partii. - Frakcja zaczęła dreptać w miejscu, chociaż miała całkiem niezłe kilka miesięcy. Teraz, kiedy są odsuwani od wewnętrznej dyskusji w PiS, postawili weto w sprawie połączenia z Suwerenną Polską - wyjaśniała.
"Harcerze potrafią w politykę"
Arleta Zalewska z Faktów TVN podkreślała jednak, że "harcerze są silną i popularną grupą, potrafią w politykę". Jako argument wskazała tegoroczne wybory europejskie i to, że Mateusz Morawiecki wprowadził do Parlamentu Europejskiego kilku swoich kandydatów, co nie spodobało się prezesowi Kaczyńskiemu.
- To była wtedy jakaś forma buntu. Ale też pokazali jakąś skuteczność, mimo żądań Kaczyńskiego wobec Morawieckiego, żeby jego kandydaci właściwie przestali prowadzić kampanię - wskazywała dziennikarka. Jej zdaniem do połączenia PiS z SP dojdzie, bo jest to potrzebne Kaczyńskiemu.
Jednak odwołanie kongresu PiS, który miał się odbyć 28 września, wydłużyło czas na wewnętrzne spory. - Do tego dochodzi "akcja" Michała Dworczyka, który w TVN24 dość ostro wypowiedział się o Zbigniewie Ziobrze i Suwerennej Polsce. To był taki przekaz: "jesteśmy taką frakcją, która nie chce pojednania z Suwerenną Polską", ale nie tylko ta frakcja ma takie stanowisko - podkreślała.
W jej ocenie spory wewnątrz Pi-u nie są fikcyjne. - Są realne i głębokie, dotyczą tego, jak PiS ma wyglądać przez najbliższe lata - oceniła.
Komisja ds. Pegasusa już czeka. Ziobro nie przyjdzie?
Gościnie Macieja Głogowskiego postawiły również tezę, że Zbigniew Ziobro nie pojawi się przed obliczem komisji śledczej ds. Pegasusa. Były minister sprawiedliwości miałby być przesłuchany 14 października. O wezwaniu go miała przesądzić opinia biegłych.
- Komisja nie ma wyjścia, dostała opinię biegłych, która mówi, że pacjent jest zdrowy onkologicznie i może przez dwie godziny odpowiadać na pytania - wskazywała Dominika Długosz. Dodała, że w jej ocenie merytorycznie wiele te zeznania by nie wniosły, ale były minister powinien się przed komisją stawić. - Ale się nie stawi, chociaż ja na jego miejscu bym przyszła. Zachowując szacunek wobec choroby, jest to bardzo dobry moment, żeby zrobić polityczny show. Ale politycy Suwerennej Polski już mówią, że ta komisja nie istnieje, nie ma tego ciała, więc nie ma powodów, żeby Ziobro się przed nią stawił - stwierdziła Długosz.
Arleta Zalewska również uważa, że do przesłuchania nie dojdzie, a sam Ziobro będzie podważał podstawy funkcjonowania komisji. Jak mówiła, w samej komisji rozważane były różne scenariusze dotyczące m.in. kolejności przesłuchań.
- W polityce kluczowa jest skuteczność i moment zaproszenia Ziobry nie jest bez znaczenia. Rozmawiałam z członkami tej komisji, tam były różne scenariusze, jednym z nich było zaproszenie najpierw Macieja Wąsika i Mariusza Kamińskiego, którzy także są na liście świadków - wskazała.