PiS przekłada kongres, bo powódź. Ale jest drugie dno. "Słaby obrazek"
Prawo i Sprawiedliwość przekłada planowany początkowo na najbliższą sobotę kongres partii w Przysusze. Ten ma się odbyć za dwa tygodnie, czyli 12 października. Jak tłumaczyli przedstawiciele PiS, decyzja została podjęta ze względu na powódź i 'krytyczną sytuację w południowo-zachodniej Polsce wynikającą z szeregu zaniedbań rządu Tuska'. Rzecznik PiS wskazał, że na ten krok zdecydowano się również na postawie głosów działaczy PiS, parlamentarzystów i sympatyków, którzy są osobiście zaangażowani w akcję pomocową na rzecz powodzian.
Jak mówiła w TOK FM Dominika Długosz, decyzja ma jednak drugie dno. - Rząd pracuje, organizuje pieniądze dla powodzian, a tutaj Prawo i Sprawiedliwość macha chorągiewkami w Przysusze? Powiedziałabym krótko: słaby obrazek - oceniła dziennikarka 'Newsweeka'.
Zwróciła też uwagę, że wszystkie krytyczne okrzyki skierowane do premiera zaczęły mieć teraz słabe podstawy, Poza tym, jak dodała, PiS źle wyszedł już na manifestacji przed resortem sprawiedliwości 14 września. - Była bardzo mizerna. Po drugie powódź wybiła broń z ręki polityków Prawa i Sprawiedliwości, bo oni już wtedy zaczęli pokrzykiwać, gdzie był Tusk. A Tusk był właśnie we Wrocławiu -dodała w rozmowie z Karoliną Lewicką.
Inna rzecz, jak wskazała, że choć widać wszystkie mankamenty działania rządu, to przynajmniej w sferze informacyjnej Donald Tusk bardzo dobrze poradził sobie z powodzią. - Oceniam wyłącznie polityczny marketing, bo rząd zawsze jest na przegranej pozycji w czasie katastrof naturalnych. Zawsze coś można zrobić lepiej, dowieść więcej, dać więcej pieniędzy, zareagować szybciej, być na miejscu wcześniej. Tyle, że na razie Platforma Obywatelska traci mniej w sondażach niż Prawo i Sprawiedliwość, a ponad połowa Polaków pozytywnie ocenia działania rządu - dopowiedziała, zastrzegając, że to jednak pierwsze badania, więc mogą być obarczone błędem.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Problemy PiS z kongresem. Obie partie "zapędzają się w kozi róg"
Na kongresie PiS miało też dojść do połączenia z Suwerenną Polską. - Na Sejmowych korytarzach politycy mówili, że jeszcze 15 minut przed kongresem nie będzie pełnej jasności, czy mamy połączenie, czy nie mamy. Te decyzje mogą zapaść w ostatniej chwili - skomentowała krótko Dominka Długosz.
W jej ocenie fakt, że teraz politycy mają trochę więcej czasu, niczego jednak nie zmienia. A to głównie dlatego, że negocjacje między Suwerenną Polską a PiS polegają na tym, że obie partie "zapędzają się w kozi róg, przyciskają do ściany, łapią za głowę i nie chcą puścić". - Oczywiście mamy tutaj również sytuację zdrowotną Zbigniewa Ziobro, bo jeśli wierzyć doniesieniom na temat tego, co jest w opinii biegłych, to za chwilę może on wrócić do polityki w pełnym wymiarze, a to też zmieni układ sił. Inaczej się przecież negocjuje ze Zbigniewem Ziobro, a inaczej z Patrykiem Jakim. Tutaj też może więc nastąpić przesilenie - dodała dziennikarka 'Newsweeka'.
Problem PiS z kongresem. "Buksowanie w błocie"
W ten weekend miały też zajść fundamentalne zmiany struktury partyjnej. Komitet polityczny i prezydium komitetu politycznego miałaby teraz być zastąpione przez zarząd i radę nadzorczą, jak w korporacji. Przy czym w zarządzie mieliby być młodzi. To efekt krytyki, którą po wyborach usłyszał Jarosław Kaczyński, a która mówiła, że partia jest skostniała, struktury nie działają, a "tłustym i już wiekowym kotom nic nie chce".
- Nagle okazało się, że ci wszyscy starzy mają swoich młodych, których próbują wepchnąć do zarządu. I tak z 12 czy 15 osób, które miały zasiadać w zarządzie, zrobiło się ich 30. Okazało się też, że jeden baron regionalny ma więcej swoich młodych niż inny baron, a w dodatku jeszcze są tam młodzi, powiązani ze starszymi, których reszta starszych chciała wyciąć, więc to wszystko przestało się im podobać - zwróciła uwagę Dominika Długosz.
Jak od razu dodała, wygląda też na to, że sam Jarosław Kaczyński zmienił zdanie. - Uznał, że choć to fantastyczny plan, żeby oddać władzę młodym, to jednak tak nie do końca. Chodzi to, by mogli coś mówić, ale nie za dużo i by nie mieli wpływu na realne decyzje - dopowiedziała.
Inna rzecz, zdaniem Dominiki Długosz, że Prawo i Sprawiedliwość nie ma też ostatnio szczęścia do imprez. Jak przykład wskazała odwołanie "Przystani Polska", która miała być odpowiedzią na Campus Rafała Trzaskowskiego. - Mam wrażenie, że ten sezon polityczny znowu się zaczął dla Prawa i Sprawiedliwość buksowaniem w błocie, a nie nową strategią. Zobaczymy, czy za dwa tygodnie nie wypadnie nowy powód, dla którego trzeba będzie kongres odłożyć - skwitowała w TOK FM.