Po co Tusk rozpętał tę burzę? "Co najmniej trzy cele"
Premier Donald Tusk poinformował, że nowa strategia migracyjna Polski ma zawierać możliwość zawieszania prawa do azylu - na określony czas i na określonym terytorium. Sprawą we wtorek zajmuje się rząd na posiedzeniu Rady Ministrów. Zapowiedź premiera wywołała oburzenie wielu organizacji pozarządowych. Pomysł skrytykowały m.in.: Amnesty International, Komitet Obrony Demokracji, Stowarzyszenie Sędziów Iustitia czy Grupa Granica. Organizacje przypominają, że prawo do azylu jest prawem człowieka, gwarantowanym m.in. przez polską konstytucję i konwencję genewską.
- Donald Tusk jest ostatnim politykiem, który może być posądzany o to, że nie wie, co robi - skomentował w rozmowie z tokfm.pl dr Mirosław Oczkoś, specjalista ds. wizerunku publicznego. W jego ocenie zapowiedź premiera została przedstawiona "z premedytacją" i jest "obliczona na określone efekty". I to co najmniej trzy.
- Po pierwsze chodziło o to, by wstrząsnąć opinią publiczną. Wszyscy teraz o tym mówią. BBC w niedzielę zrobiło nawet program, jak Donald Tusk będzie zawieszał prawa podstawowe - wskazał.
Druga sprawa to - według Oczkosia - przykrycie "zjednoczenia zjednoczonej już wielokrotnie prawicy". Choć tu akurat ekspert ma wątpliwości, czy ludzie Tuska nie przesadzili i nie użyli zbyt mocnej "broni" do zagrożenia. Bo - koniec końców -połączenie PiS z Suwerenną Polską nie odbiło się szerokim echem w mediach.
Trzecia kwestia, na którą zwraca uwagę nasz rozmówca, to szerzej zakrojone plany Tuska. - Premier postanowił zagrać o prezydenturę i to był pierwszy strzał prezydencki, który wycina wszystkie możliwe tzw. prawicowe fobie. Potem będzie mógł się chwalić: "To przecież ja byłem za tym, żeby azyl był zawieszony czasowo". A jak przyjdzie co do czego i będzie już bliżej wyborów, to zwróci się do swoich zwolenników i powie: "Wiecie, puściłem do nich oko, ale nadal jestem demokratą. To wszystko to była tylko gra" - spekulował dr Mirosław Oczkoś.
Według eksperta, Tusk z pewnością wziął pod uwagę ryzyka takiego pomysłu, czyli chociażby
ostre słowa krytyki ze strony takich osób jak Agnieszka Holland
, Janina Ochojska czy przedstawicieli organizacji pozarządowych. - Pomyślał pewnie: zgoda, pokrzyczą, ale jednak wybory wygrywa się w Końskich. I to był komunikat dla ludzi w Końskich - podkreślił nasz rozmówca.
Bodnar przyparty do muru po decyzji Tuska. 'Jestem włączany w próbę dyskusji politycznej'
Burza po słowach Tuska. "Drugie dno"
W ocenie dra Oczkosia niewykluczony jest jeszcze inny scenariusz. - Być może premier gra o jeszcze większą stawkę, czyli np. pozycję faktycznego lidera Europy. Pamiętajmy, że komisja Ursuli von der Leyen dopiero się kształtuje, a słabość Scholza czy Macrona jest widoczna. Może więc premier doszedł do wniosku, że to on teraz przejmie główną narrację w Europie? - zastanawiał się specjalista ds. wizerunku.
Na koniec zastrzegł, że nie wyklucza też tego, że we wtorek okaże się, że jednak "z wielkiej chmury, mały deszcz". - Premier wyjdzie i powie: "Słuchajcie, chodziło mi tylko o to, że będziemy zawieszać prawo do azylu, ale tylko na jednym odcinku granicy polsko-białoruskiej. I to w zasadzie między tą drogą a tamtą drogą". I to też wydaje się logiczne - skwitował w rozmowie z tokfm.pl.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>