Bodnar przyparty do muru po decyzji Tuska. "Jestem włączany w próbę dyskusji politycznej"
W sobotę premier Donald Tusk zapowiedział tymczasowe zawieszenie przez Polskę prawa do azylu w kontekście presji migracyjnej na granicy z Białorusią. Pomysł wywołał oburzenie wśród obrońców praw człowieka.
"Panu Premierowi Donaldowi Tuskowi pragniemy przypomnieć, że prawo do azylu jest prawem człowieka. Bezpodstawne zawieszenie tego prawa, nawet czasowe, jest czymś nie do zaakceptowania i stoi w sprzeczności między innymi z Konwencją Genewską czy Powszechną Deklaracją Praw Człowieka. Każda osoba uciekająca przed prześladowaniami lub narażona na ryzyko doznania poważnej krzywdy w swoim kraju ma prawo ubiegać się o ochronę międzynarodową, czyli tzw. azyl" - napisało Amnesty International.
Burza po słowach Tuska. 'Nawoływanie do łamania konstytucji'
Prawo do azylu. Bodnar: Trzeba znaleźć złoty środek
Były Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar w "Poranku Radia TOK FM" unikał odpowiedzi na pytanie, co sądzi o tym pomyśle. Jak mówił, jako minister sprawiedliwości swoje stanowisko w tej sprawie powinien prezentować na Radzie Ministrów, zaś kwestie uchodźcze nie wchodzą w zakres jego kompetencji.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Rozmówca Dominiki Wielowieyskiej przekonywał jednak przy tym, że sprawa nie jest taka prosta. - Zgodnie z konstytucją rząd odpowiada zarówno za bezpieczeństwo obywateli, nienaruszalność granic, porządek publiczny, jak i przestrzeganie praw człowieka (...). Ja uważam, że trzeba znaleźć złoty środek między tym, co jest postulowane w kontekście ochrony granic, a tym, co wynika ze zobowiązań międzynarodowych - wskazał Bodnar.
Minister został już wywołany do tablicy przez szefową klubu Lewicy Annę Marię Żukowską. "Jeżeli na posiedzeniu rządu @Adbodnar nie zareaguje na to oraz na dziki pomysł zawieszania praw człowieka, zawarowanych konwencjami i konstytucją, dokumentem pt. 'strategia rządu' to będę bardzo zdziwiona i rozczarowana" - napisała na platformie X.
- Ciekawa jest ta metoda polityczna. Że pani posłanka się wypowiada, ale jednocześnie nie widziałem jeszcze jakiegoś oficjalnego stanowiska całego klubu. Ciekawe jest też to, że jestem włączany w próbę dyskusji politycznej. Jestem członkiem Rady Ministrów, obowiązuje mnie regulamin pracy Rady Ministrów i wszelkie wątpliwości powinienem wyrażać przede wszystkim na form Rady Ministrów - skomentował Bodnar.
Podkreślił przy tym, że są to zagadnienia, które są dla niego istotne. - Nie cytowałbym tych wszystkich dokumentów międzynarodowych, gdyby nie było to dla mnie ważne - wskazał.
Sprawa Gajewskiej. "Być może doszło do zwyczajnej pomyłki"
Przed kilkoma dniami media podały, że małżeństwo posłów z Koalicji Obywatelskiej: Arkadiusz Myrcha i Kinga Gajewska pobierają przysługujący im dodatek mieszkaniowy na wynajem lokum w stolicy. Choć mieszkają razem, każde z nich dostaje zryczałtowaną kwotę około 4 tys. zł. Kontrowersje wzbudził również fakt, że Gajewska w 2023 r. zadeklarowała, że mieszka w Błoniu, ok. godziny drogi od Warszawy, gdzie razem z Myrchą budują dom.
7 października Gajewska uzupełniła rejestr korzyści, czyli opis zarobków czy darowizn, jakie poseł dostaje poza pełnieniem swojego mandatu. Z rejestru wynika, że w ramach darowizny otrzymała od rodziców dom w budowie o powierzchni 166 metrów kwadratowych oraz darowiznę od męża w wysokości 40 tys. zł. Internauci zwrócili również uwagę m.in. cztery ekspresy do kawy i odkurzacze, które Myrcha zakupił w poprzedniej kadencji.
Czy posłankę spotkają konsekwencje? - Trudno mi powiedzieć, w jaki sposób do sprawy podejdzie prokuratura i służby sejmowe. Natomiast wydaje mi się, że w tym przypadku chyba nikt ma wątpliwości, że to była darowizna od rodziców i że być może, po prostu doszło do zwyczajnej pomyłki, zaniedbania, tego, że ktoś może zapomniał. Trudno mi to oceniać. Natomiast myślę, że intencje w tej sytuacji są ważne i mogą mieć wpływ na ocenę całej sytuacji - podsumował prokurator generalny.