,
Obserwuj
Polityka

Nowe doniesienia o karierze Nawrockiego. "To bardzo groźny prognostyk"

Marek Podmokły, Zakopane
3 min. czytania
17.02.2025 09:05
- To, co może zadziwiać, to może nawet nie skala samych nieprawidłowości, ale pewna lekkość i swoboda, z jaką traktowane było wydawanie środków publicznych. Kwota 900 tys. zł robi wrażenie - tak wyniki dziennikarskiego śledztwa "Newsweeka" skomentowała w TOK FM prof. Agnieszka Kasińska-Metryka z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.
|
|
fot. NewsLubuski / NewsLubuski/East News
  • Dziennikarskie śledztwo "Newsweeka" wskazuje, że tylko na czynsz pod wynajem powierzchni dla Centralnego Przystanku Historia miesiąc w miesiąc idzie ok. 900 tys. zł;
  • Skala nieprawidłowości ma być jednak większa;
  • W ocenie politolożki z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach zaskakuje na tyle liczba nieprawidłowości, co lekkość w wydawaniu publicznych pieniędzy;
  • Dla prof. Agnieszki Kasińskiej-Metryki niepokojące jest jednak przede wszystkim hurtowe cofnięcie wszystkim pracownikom zgody na podejmowanie "innych zajęć zawodowych". - To zasadzka polityki historycznej - oceniła.

"Newsweek" przeprowadził dziennikarskie śledztwo dotyczącego popieranego przez PiS kandydata na prezydenta. Wynika z niego, że tylko na czynsz za wynajem pod Centralny Przystanek Historia - oczko w głowie prezesa Karola Nawrockiego - IPN płaci blisko 900 tys. zł miesięcznie. Na 1100 m kw. instytut miał tam przybliżyć historię młodym ludziom, ale - co można też przeczytać w gazecie - kupione kapsuły do gry stoją nieprzydatne. Choć za każdą z nich IPN wydał 120 tys. zł. Z kolei za prawa do gry "Warsaw Raising" - na rynku od kilku lat i niezbyt popularnej - IPN zapłacił ponad 4 mln zł. "Według NIK przed takim zakupem nie przeprowadzono żadnych badań rynku, a przynajmniej IPN nie ma żadnej dokumentacji w tej sprawie" - podaje "Newsweek".

- To, co może zadziwiać, to może nawet nie skala samych nieprawidłowości, ale pewna lekkość i swoboda, z jaką traktowane było wydawanie środków publicznych. Kwota 900 tys. zł robi wrażenie. Stąd pytanie o efektywność tych działań, czyli komu one służyły i czy na pewno była zachowana zasada gospodarności w wydawaniu tych środków? - skomentowała w TOK FM prof. Agnieszka Kasińska-Metryka, politolożka z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.

Zastrzegła przy tym od razu, że nie można mówić o zaskoczeniu po np. aferze z apartamentem Nawrockiego, z którego wynajmu tłumaczył się "w sposób mało przekonywujący".

"Zasadzka polityki historycznej"

"Newsweek" napisał również, że od razu po tym, gdy Nawrocki został prezesem IPN, hurtowo cofnął wszystkim pracownikom zgody na podejmowanie "innych zajęć zawodowych". "Tym samym ci, którzy łączyli pracę w IPN z pracą na uczelni czy w innych jednostkach badawczych, muszą starać się o to ponownie (Nawrocki powtórzy ten zabieg jeszcze raz w listopadzie 2023 r., wtedy sprawą zainteresuje się Rzecznik Praw Obywatelskich)" - czytamy w tygodniku.

Jak oceniła gościni TOK FM, to kwestie, które nie mieszczą się w konwencji wolności naukowej, którą politycy i kandydaci tak chętnie szafują. Przyznała, że poruszające są dla niej stanowiska tych, którzy zostali zwolnieni i mówią, że tego typu styl sprawowania władzy "nie ma nic wspólnego z demokracją, a raczej można go porównać do najlepszych ‘wzorców funkcjonowania partii komunistycznej'".

- To zawsze zasadzka prowadzenia polityki historycznej (...). Jeżeli badania nie są prawomyślne, czyli nie są zgodne z naszą ideą i naszym wyobrażeniem, to co robimy? Kasujemy naukowców. Nie dość, że nie finansujemy tego typu badań, to jeszcze odsuwamy ich od możliwości prowadzenia nauki. To bardzo groźny prognostyk - podkreśliła rozmówczyni Wojciecha Muzala.

Co dalej ze Stanowskim po Kongresie Zero? Zostało mu tylko to. 'Bo co ma udawać?!'

Nowe doniesienia zaszkodzą Nawrockiemu?

Dopytywana, czy najnowsze ustalenia wokół IPN zaszkodzą Karolowi Nawrockiemu, odpowiedziała krótko: "To zależy na ile sztab Rafała Trzaskowskiego będzie w stanie te rewelacje wykorzystać i w którym momencie".

Prof. Agnieszka Kasińska-Metryka zwróciła przy tym uwagę, że choć nie spodziewa się "tąpnięcia sondażowego", bo wyborca już zdobyty niezależnie od tego, co się zadzieje i tak zagłosuje na Karola Nawrockiego, to jednak cały czas granice elektoratów są przesuwane. - Nie są to duże zmiany, bo wyborcy niezdecydowani stanowią ok. 10 proc. Ale w warunkach, w jakich odbywa się kampania i kiedy wygrana może zależeć od kilku procent, to jest już bardzo dużo. Na tego typu niezdeklarowanych wyborców te informacje mogą dosyć istotnie wpłynąć - podsumowała w TOK FM.

To on pogrzebie szanse Nawrockiego? 'Tyle razy jechał po Tusku, że jego zarzuty bardzo rezonują'