Wirówka zawiodła? "To nie jest do końca prawidłowe"
- Wiceszef MSZ Andrzej Szejna jest na urlopie po publikacjach medialnych o jego chorobie alkoholowej i kilometrówkach;
- Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski nie wiedział o problemie zdrowotnym Szejny, gdy dawał mu dostęp do informacji ściśle tajnych;
- "Jeżeli pan wiceminister uzyskał dostęp do informacji ściśle tajnych, to nie jest to do końca prawidłowe, że miał go od roku na podstawie decyzji ministra" - komentuje dla tokfm.pl ekspert ds. bezpieczeństwa Piotr Niemczyk.
Wiceszef MSZ Andrzej Szejna potwierdził, że 'zmierzył się z problemem nadużywania alkoholu' i odzyskał kontrolę nad zdrowiem. Oświadczenie polityka Nowej Lewicy było odpowiedzią na publikacje mediów i relacje współpracowników na temat nadużywania alkoholu oraz niejasności dotyczących rozliczania kilometrówek. Szejna przebywa na urlopie po wyraźnej sugestii premiera Tuska.
Jak przekazał rzecznik resortu spraw zagranicznych, minister Radosław Sikorski nie wiedział o chorobie alkoholowej Szejny, gdy dawał mu czasowy dostęp do informacji ściśle tajnych. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego od roku nie przyznała Andrzejowi Szejnie poświadczeń, na podstawie których może mieć dostęp do takich wiadomości. Pomimo braku certyfikatu bezpieczeństwa i rękojmi utrzymania informacji tajnych, czasowy dostęp wydał mu szef MSZ.
Czym jest wirówka
Rzecznik MSZ Paweł Wroński podkreślił, że gdy zdecydowano, że Szejna zostanie wiceszefem resortu dyplomacji, przeszedł tzw. wirówkę, czyli został wstępnie sprawdzony przez służby. Szejna zawarł informację o chorobie alkoholowej w złożonej rok temu ankiecie bezpieczeństwa. Ta - według Wrońskiego - jest obecnie sprawdzana przez służby.
Pojawiły się zarzuty, że mimo wirówki pewne informacje na temat życiorysu polityka Nowej Lewicy wychodzą na jaw dopiero teraz.
Celem "wirówki" - jak tłumaczy tokfm.pl ekspert ds. bezpieczeństwa Piotr Niemczyk - "jest sprawdzenie, czy dana osoba kandydująca na wysokie stanowisko, nie ma powiązań kryminalnych, nie była podejrzaną w sprawie karnej, czy nie ma regularnych kontaktów w środowisku przestępczym. - To weryfikowanie w bazach danych wszystkich służb specjalnych, policji, Krajowego Centrum Informacji Kryminalnych, centralnej ewidencji zainteresowań operacyjnych, czy są informacje o tej osobie - mówi. - Jeżeli ktoś nie popadł w konflikt z prawem, to nie ma powodu, żeby się tam znalazł - dodaje.
Jak podkreśla przy tym, "wirówka ewidentnie zawiodła w przypadku" polityka PSL Zbigniewa Ziejewskiego. Dwa tygodnie temu były wiceminister aktywów państwowych złożył dymisję, po publikacjach medialnych. Wirtualna Polska ujawniła między innymi, że Ziejewski "ma na koncie kilka prawomocnych wyroków, m.in. za posługiwanie się sfałszowanymi fakturami czy bezumowne korzystanie z państwowej ziemi". - Jeżeli mówimy o tym, że toczyły się postępowania karne, to wirówka została albo źle zrobiona, albo ktoś nie wyciągnął wniosków z tego, co w tej wirówce było - ocenia specjalista.
'To nie jest do końca prawidłowe'
Według Niemczyka w sprawie polityka Nowej Lewicy bardziej istotna jest kwestia dopuszczenia go do informacji niejawnych.
- Osoba, która ubiega się o świadczenie bezpieczeństwa pozwalające na dostęp do informacji ściśle tajnych, musi wypełnić bardzo szczegółową ankietę i przejść postępowanie sprawdzające. Tam są na przykład pytania o to, czy zdarzyło jej się nadużywać alkoholu i innych substancji psychoaktywnych, a szczególnie w takim stopniu, który prowadził do utraty świadomości - mówi. - Jeżeli ktoś skłamie, że nigdy nie miał takich skłonności, a z wywiadu środowiskowego wynika, że coś mogło być na rzeczy, to postępowanie robi się bardziej wnikliwe i można skierować taką osobę na badania lekarskie, do których mają dostęp oficerowie ABW - wyjaśnia ekspert ds. bezpieczeństwa.
Andrzej Szejna wyleci z rządu? Czarzasty postawił sprawę jasno. 'Nie jestem wyrywny'
Takie postępowanie - poinformował rzecznik MSZ - zostało wszczęto przez służby wobec Szejny w lutym ubiegłego roku. Zaznaczył, że procedury te trwają standardowo długo.
Jak wyjaśnia Niemczyk, przepis ustawy o ochronie informacji niejawnych mówi o tym, że kierownik jednostki organizacyjnej, w tym przypadku minister, może dopuścić do takich informacji osobę, dla której to jest niezbędne do wykonywania funkcji albo realizacji konkretnej sprawy. - Jeżeli pan wiceminister uzyskał dostęp do informacji ściśle tajnych, to nie jest to do końca prawidłowe, że miał go od roku na podstawie decyzji ministra, a nie przeszedł postępowania - zaznacza.
Jak przyznaje, "w Polsce to jest prawie norma, że tak się robi". - Szczególnie po zmianie rządu, a ponad rok to nie jest dużo, jest zwykle tyle nowych wniosków o dopuszczenie, że ABW się zatyka. Te postępowania trwają dłużej niż nakazywałby zdrowy rozsądek - zwraca uwagę w rozmowie z tokfm.pl ekspert.
Dodaje, że jeśli Andrzej Szejna "złożyłby ankietę przed wybuchem tej afery i nie napisałby, że miał problemy z alkoholem, to jest to kłopot, bo znaczy, że skłamał i to wygląda słabo". - Jeżeli ktoś zrobił coś złego i się przyznał, to nie ma wielkiego problemu. Gorzej, jeżeli ktoś skłamie - zaznacza.
Posłuchaj: