,
Obserwuj
Polityka

Sejm obniżył składkę zdrowotną. Polityk bije na alarm. "Autostrada do prywatyzacji"

4 min. czytania
05.04.2025 11:40
- Nie ma nic oburzającego w tym, że bogaty i biedny za chleb płaci tyle samo, a dlaczego za zdrowie ma płacić inaczej? To absurdalny argument - tak o zmianie składki zdrowotnej mówił w TOK FM Dobromir Sośnierz z Konfederacji. A jak pomysł ocenili inni politycy?
|
|
fot. Adam Burakowski / Adam Burakowski/East News
  • Sejm uchwalił ustawę, która obniży składkę zdrowotną dla przedsiębiorców;
  • Jak mówił w TOK FM Piotr Kaleta z Prawa i Sprawiedliwości to masakra. "W tej chwili już słyszymy, że jest potężna dziura budżetowa w NFZ, jak ledwo dyszą szpitale, jakie są problemy chociażby z finansowaniem czy zapłatą za nadwykonania, a jeszcze zabiera się NFZ. Niektórzy mówią od 6 do 8 mld zł" - mówił w TOK FM;
  • Maciej Konieczny z Partii Razem wskazał z kolei, że "z obrazu koalicji rządzącej, która postanowiła podarować kolejne ulgi przedsiębiorcom, kosztem pracowników i pacjentów, wynika i inny obraz, w którym gospodarka ledwo zipie, a ochrona zdrowia ma się super". "Tymczasem jest odwrotnie" - ocenił.
  • "Nie ma nic oburzającego w tym, że bogaty i biedny za chleb płaci tyle samo, a dlaczego za zdrowie ma płacić inaczej? To absurdalny argument" - przekonywał z kolei w TOK FM Dobromir Sośnierz z Konfederacji.

Sejm uchwalił w piątek ustawę, która obniży składkę zdrowotną dla przedsiębiorców. Zmiana ma kosztować 4,6 mld zł, wejdzie w życie od początku 2026 r. Według resortu finansów na reformie ma skorzystać ok. 2,5 mln przedsiębiorców.

PiS głosował przeciw. - To budzi bardzo wiele naszych obaw. Tym bardziej, że w tej chwili już słyszymy, że jest potężna dziura budżetowa w NFZ, jak ledwo dyszą szpitale, jakie są problemy chociażby z finansowaniem czy zapłatą za nadwykonania, a jeszcze zabiera się NFZ. Niektórzy mówią od 6 do 8 mld zł. To dla nas masakra - ocenił w TOK Piotr Kaleta z Prawa i Sprawiedliwości. Jak od razu dodał, PiS jest za obniżkami wszelakich danin, ale jeżeli "na to nas najzwyczajniej w świecie stać".

Dopytywany, dlaczego pod koniec roku Prawo i Sprawiedliwość złożyło projekt ustawy, który w zasadzie wracał do składki zdrowotnej sprzed planu Mateusza Morawieckiego (oznaczałoby to ubytek 9 mld zł), odpowiedział krótko. - To nic innego jak położenie na stole pytania: "Sprawdzam". Chcieliśmy sprawdzić, jak wygląda komisja finansowa państwa. Jeżeli jest tak, jak mówi minister Domański, że wszystko idzie we właściwym kierunku, to obniżajmy - dopowiedział.

Andrzej Halicki z Platformy Obywatelskiej przekonywał w tym kontekście, że nakłady na ochronę zdrowia to też dotacje z budżetu i z tych środków będzie pokryta niższa składka. - Nakłady przewidziane na ten cel to ponad 18 mld zł. Oprócz tego jest rezerwa, więc nie ma żadnej wątpliwości, że tutaj nie ma uszczerbku - podkreślił w rozmowie z Dominiką Wielowieyską.

"Autostrada do prywatyzacji ochrony zdrowia"

Koalicja rządząca była w tej sprawie podzielona. Przeciw zagłosowała Nowa Lewica. Zmianie sprzeciwiała się także ministra zdrowia Izabela Leszczyna, ale ostatecznie zagłosowała za.

- Z obrazu koalicji rządzącej, która postanowiła podarować kolejne ulgi przedsiębiorcom, kosztem pracowników i pacjentów, wynika i inny obraz, w którym gospodarka ledwo zipie, a ochrona zdrowia ma się super. Tymczasem jest odwrotnie: mamy bezrobocie najniższe w Europie, więc nie jest tak, że doszło do katastrofy gospodarczej spowodowanej zbyt dużymi obciążeniami i jednocześnie jedne z najniższych nakładów na ochronę zdrowia w Europie - skomentował z kolei Maciej Konieczny z Partii Razem.

Jak zastrzegł, zmiana wysokości składki może oznaczać, że pod koniec roku będą odwoływane zabiegi. Tym bardziej, jak dodał, że eksperci od ochrony zdrowia zgadzają się co do tego, że w budżecie NFZ już teraz brakuje 20 mld zł. A to oznacza, wyliczył, "jeszcze dłuższe kolejki, odwołane zabiegi i rehabilitację, możliwą niepełnosprawność, utratę zdrowia i życia pacjentów".

- Jeżeli minister Domański miał leżące luźno 6 mld zł, to dlaczego nie dołożył wcześniej, skoro była dziura w NFZ. To skrajnie nieodpowiedzialna sytuacja. I tak naprawdę autostrada do prywatyzacji ochrony zdrowia - skoro publiczna ochrona zdrowia będzie zawodziła w jeszcze większym stopniu, to ludzie siłą rzeczy, w trosce o własne zdrowie i zdrowie własnej rodziny będą za to płacić - podkreślił w "Wyborach w TOK-u".

W jego ocenie to też nic innego jak dewastacja rynku pracy, bo oznacza "ogromną nierównowagę pomiędzy obciążeniami pracowników i przedsiębiorców", a co za tym prowadzi do fikcyjnego samozatrudnienia. - Istotna część przedsiębiorców, o których mowa, to także pracownicy, do których szef któregoś dnia powiedział: "Od jutra jesteś przedsiębiorcą, bo mi się to opłaca" - dodał.

Dobromir Sośnierz z Konfederacji, zapewnił z kolei, że nie jest przeciwny obniżce składek, ale nie jest to jednak przywrócenie stanu sprzed Polskiego Ładu. - Nie dość dobra ustawa, żeby ją poprzeć i nie dość zła, żeby ją zablokować. Dlatego się wstrzymaliśmy - tłumaczył.

Przekonywał przy tym, że składka zdrowotna powinna być taka sama dla wszystkich, ewentualnie zależeć od stopnia ryzyka, tak jak inne składki ubezpieczeniowe. - Nie ma nic oburzającego w tym, że bogaty i biedny za chleb płaci tyle samo, a dlaczego za zdrowie ma płacić inaczej? To absurdalny argument - przekonywał.

Ocenił na koniec, że "dolewanie pieniędzy" do służby zdrowia powoduje jedynie wyścig na wynagrodzenia dla lekarzy. - Nikt nie zauważył żadnej poprawy w ostatnich latach, mimo że budżet jest zwiększony wielokrotnie w porównaniu z tym, jak było jeszcze tam 10 lat temu - skwitował w TOK FM.

Za uchwaleniem nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw głosowało 213 posłów, przeciw było 190 posłów, a 25 wstrzymało się od głosu. Teraz nowela trafi pod obrady Senatu.