,
Obserwuj
Polityka

Co w debacie w TVP poszło nie tak? "Media publiczne trzeba wymyślić na nowo"

5 min. czytania
13.05.2025 18:04
Bez fajerwerków obyła się ostatnia debata kandydatów na prezydenta w TVP. Co poszło nie tak? - Całą formułę mediów publicznych trzeba wymyślić na nowo, ustawić przed nimi nowe kierunki i zerwać z niepisanym celem bycia konkurencją dla mediów komercyjnych - mówi Tokfm.pl Michał Danielewski.
|
|
fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

 

  • Prawie cztery godziny trwała poniedziałkowa debata przedwyborcza organizowana przez TVP, Polsat News i TVN24. Zdaniem komentatorów - była nużąca, przewidywalna i nie wniosła nic nowego;
  • Kandydaci powtarzali znane wcześniej argumenty, a debata - jak ocenia w rozmowie z Tokfm.pl naczelny OKO.press - mogła jedynie zmęczyć tych, którzy śledzili poprzednie starcia;
  • Krytykowano zarówno przestarzałą formułę debaty, jak i reakcję prowadzącej Doroty Wysockiej-Schnepf na zaczepki Krzysztofa Stanowskiego;
  • Prof. Tadeusz Kowalski ocenia jednak, że dziennikarze nie powinni być stojakami i reagować;
  • Druga tura może być jeszcze bardziej przewidywalna – rytualna walka KO z PiS-em raczej nie przyciągnie nowych widzów. Michał Danielewski ironizuje, że może z sentymentem wspomnimy debatę z pierwszej tury.

 

Sto pięćdziesiąt minut - tyle wedle zapowiedzi miała trwać poniedziałkowa debata kandydatów na prezydenta. W rzeczywistości zajęła ponad godzinę dłużej. Skończyła się tuż przed północą. "TVP zaserwowała nam coś absolutnie nie do strawienia. To była potrawa bez smaku, niskokaloryczna, długo zalegająca w żołądku" - komentował na łamach Wirtualnych Mediów Robert Feluś, były naczelny "Faktu" i wykładowca Uniwersytetu SWPS.

Było po prostu "nudno" - to słowo pojawiło się i u Felusia, i u Piotra Śmiłowicza w "Tygodniku Powszechnym", i na Instagramie Moniki Olejnik, i w "Pierwszym Programie", gdzie padło z ust dr. Pawła Kowalskiego.

- Dobrze, że nie będzie następnej debaty przed pierwszą turą, bo to byłaby już przesada - ocenia redaktor naczelny OKO.press Michał Danielewski. Jak mówi, poniedziałkowe wydarzenie było "debatą zmęczenia" dla tych, którzy oglądali poprzednie. Padały te same argumenty. - Każdy mówił to, co chciał powiedzieć. Nie sądzę, żeby to mogło zmienić bieg wydarzeń. Zresztą w ogóle jest to kwestia dyskusyjna, na ile debaty wpływają na preferencje wyborców - zaznacza.

Dobre momenty debaty to - według Danielewskiego - starcie Trzaskowskiego z Nawrockim, Hołownia w swojej retorycznej (choć powtarzalnej) formie i pojedynek Biejat-Zandberg.

Debaty wyborcze. Trudno o coś lepszego

Telewizja publiczna, zgodnie z prawem, musi przed wyborami zorganizować debatę z udziałem wszystkich kandydatów. Ale czy nie powinna zmodyfikować formuły i zaproponować widzom czegoś bardziej odświeżającego? - Na całym świecie debaty tak wyglądają - mówi Danielewski. I przypomina, że "nie było wielkich fajerwerków i szalenie merytorycznych wypowiedzi" również w debacie Kamali Harris z Donaldem Trumpem. - Tak jak u nas dominowały przygotowane wcześniej narracje, niekoniecznie w ścisłym związku z pytaniami - wskazuje naczelny OKO.press. Jego zdaniem trudno wymyślić coś lepszego w przypadku udziału w wyborach aż 13 kandydatów.

Krzysztof Stanowski - podczas poniedziałkowego starcia - zwrócił uwagę, że TVP mogłaby wypełniać swoją misję poprzez przeprowadzanie dłuższych wywiadów z każdym z kandydatów. Bo debaty sprawdzają głównie zdolność do szybkiej riposty. - Można umyć zarówno ręce, jak i nogi. Mieć obie te rzeczy. Dlaczego tak się nie dzieje? To szersze pytanie o kondycję mediów publicznych w Polsce - uważa Danielewski.

Mało tego, w ocenie dziennikarza "całą formułę mediów publicznych trzeba wymyślić na nowo". - Ustawić przed nimi nowe kierunki i zerwać z niepisanym celem bycia konkurencją dla mediów komercyjnych. Być może telewizja publiczna w tym nie powinna po prostu uczestniczyć. A powinna szukać rozwiązań, które mogą być teoretycznie nudne i poczciwe, ale merytoryczne i wyznaczające standardy debaty - podkreśla nasz rozmówca.

'Będą z tego komplikacje'. Czy TVP złamała prawo, wchodząc w debatę Trzaskowskiego?

- Z punktu widzenia regulacyjnego wszystkie wymogi zostały spełnione - ocenia debatę prof. Tadeusz Kowalski, medioznawca i członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. - Nadawca samodzielnie kształtuje program, debata spełnia kryteria określone w rozporządzeniu KRRiT. Nie ma tu nic, co byłoby przedmiotem szczególnego zainteresowania Rady, chociaż przewodniczący Rady (Maciej Świrski - red.) ma być może inne zdanie na ten temat - dodaje.

Kontrowersje wokół Doroty Wysockiej-Schnepf

Szerokim echem - jeszcze przed debatą - odbiła się rola dziennikarki Doroty Wysockiej Schnepf, która z ramienia TVP współprowadziła spotkanie. Kilka komitetów sprzeciwiało się temu z uwagi na fakt, że jej mąż kieruje polską ambasadą we Włoszech (Andrzej Duda nie chce podpisać jego nominacji na ambasadora). Podczas debaty Stanowski nazwał dziennikarkę "arcykapłanką propagandy", na co ta - parafrazując Władysława Bartoszewskiego - odparła: "jak pijany zwymiotuje na mnie w autobusie, to dla mnie nie obelga, nie każdy może mnie obrazić".

- Zadaniem dziennikarzy prowadzących, a już zwłaszcza tych z ramienia mediów publicznych, jest to, żeby nie dać się sprowokować. To nie jest łatwe, przyjemne ani komfortowe, ale to po prostu obowiązek, który bierze na siebie każdy, kto decyduje się pracować u publicznego nadawcy - podkreśla red. Michał Danielewski.

Według prof. Kowalskiego "nie należało w żadnym stopniu dopuścić do tego, żeby Wysocka-Schnepf nie prowadziła debaty". Czy jednak angażując się w spór ze Stanowskim dziennikarka nie przekroczyła granicy? - Dziennikarz nie powinien być stojakiem, powinien reagować. Kandydaci w ogromnej części nie odpowiadali na pytania. Dziennikarze mogliby interweniować i wymagać, by w interesie widzów, odpowiedź została udzielona. Jeśli ktoś nie odpowiada, to nawet przerywać - dodaje ekspert.

Co nas czeka przed drugą turą?

Pierwsza tura wyborów już w najbliższą niedzielę (18 maja). Druga, do której wedle wszystkich sondaży dojdzie, dwa tygodnie później. Czego możemy spodziewać się przed 1 czerwca? - Pytanie brzmi, na ile dwaj główni kandydaci, którzy w tej kampanii, umówmy się, nie są nadzwyczajnie charyzmatyczni, będą w stanie podtrzymać zainteresowanie sporem partyjnym? W drugiej turze będzie to czysta walka między Koalicją Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością. Walka, którą już znamy na pamięć. Na ile kandydaci będą w stanie wypełnić tę walkę treścią, ciekawą także dla osób niezainteresowanych sporem dwóch partii? - zastanawia się Danielewski.

- Nie jestem pewien, czy - oglądając debaty przed drugą turą - nie będziemy z sentymentem wspominać tych przez pierwszą turą. Wyobrażam sobie rytualne kłótnie, powtarzalne argumenty i próbę wzbudzenia emocji wokół starcia dwóch obozów, która zdaje się ostatnio nieco przygasać. Czy, parafrazując klasyka, usiądziemy do kolejnej debaty jak do telenoweli? Czy będziemy się ekscytować nowymi kwitami, które Trzaskowski z Nawrockim będą sobie wzajemnie wyciągać? Mam intuicję, że niekoniecznie - ocenia naczelny OKO.press.