Kto zyskał na marszach przeciwko migrantom? "Polityczna konkurencja między Konfederacją a PiS"
- "Stop imigracji" - pod takim hasłem przez polskie miasta przetaczały się antyemigranckie manifestacje. W wielu miastach odbyły się także kontrmanifestacje;
- Jak mówił w TOK FM redaktor naczelny Rzeczpospolitej Michał Szułdrzyński to "szalenie niebezpieczne zjawisko" i "czysto polityczna konkurencji pomiędzy Konfederacją a PiS"';
- "Od kilkunastu lat widzimy proces radykalizowania się polskiej prawicy, a w ostatnich latach turbotrumpizacji PiS" - zwrócił też uwagę.
W sobotę w wielu miastach Polski odbyły się manifestacje organizowane przez Konfederację pod hasłem "Stop imigracji!". Podczas wystąpień politycy tego ugrupowania apelowali m.in. o zamknięcia Polski dla nielegalnej imigracji, akcje deportacyjne i danie żołnierzom prawa do strzelania do przekraczających wbrew prawu granice. Podczas pikiet skandowano rasistowskie hasła. W tym samym czasie w wielu miastach środowiska lewicowe zorganizowały kontrmanifestacje, podczas których dało się słyszeć m.in.: "Faszyzm to zbrodnia, migracja to nie zbrodnia". Jak podała policja, odnotowano: 12 zdarzeń, które będą podlegały ocenie pod kątem wyczerpania znamion przestępstw, 117 wykroczeń, kilka incydentów. Łącznie zatrzymano siedem osób m.in. za przestępstwa narkotykowe czy zakłócanie porządku publicznego.
Jak mówił w TOK FM Michał Szułdrzyński, temat jest szerszy niż sama Konfederacja. Tym bardziej, jak dodał, sam widział polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy "zadowoleni podawali informacje o marszach czy protestach, które odbywały się w ich miastach". - To czysto polityczna konkurencja pomiędzy Konfederacją a PiS. Także dlatego, że jeszcze w kampanii wyborczej, to Krzysztof Bosak "alarmował", że na granicy polsko-niemieckiej dzieją się straszne rzeczy i dopiero w odpowiedzi na to do działania ruszył Robert Bąkiewicz. W ten sposób to PiS czy też środowiska PiS przejęły temat - przypomniał redaktor naczelny "Rzeczpospolitej".
Posłuchaj:
"Szalenie niebezpieczne zjawisko"
W ocenie rozmówcy Karoliny Lewickiej, w efekcie mamy teraz do czynienia z "szalenie niebezpiecznym zjawiskiem", bo budową spirali strachu. - Mnie dzisiaj szczególnie zaskoczyły wyniki badań, które opublikowaliśmy w "Rzeczpospolitej". Zadaliśmy pytanie, czy Polacy uważają, że to dobrze, że "obywatelskie ruchy kontroli granic" pilnują granic razem ze Strażą Graniczną. 60 proc. Polaków uważa, że nie, 30 proc. - tak. Ale co ciekawe, około 70 proc. wyborców opozycji uważa, że to dobrze, a 90 proc. wyborców koalicji - źle. Wyłania się z tego jeden obraz: wyborcy opozycji bardziej boją się emigrantów i uważają, że to obywatele powinni wesprzeć państwo w tym procesie - dopowiedział gość "Wywiadu politycznego".
Zastrzegł przy tym, że są to najczęściej mężczyźni, z wykształceniem podstawowym i średnim, mieszkańcy mniejszych miejscowości. Tymczasem, jak przypomniał, od polityków prawicy słyszymy, że "największe zagrożenie migranci stanowią dla kobiet i to podobno polskie kobiety żyją w przerażeniu przed falą migracji".
Stąd jak dodał, temat migracji to nic innego jak "precyzyjnie targetowana kampania budzenia nienawiści i budowania hejtu wobec migrantów, która ma być narzędziem politycznym". - Ale nie uderzania w migrantów, tylko w rząd i podważania jego legitymizacji. To budzi mój duży niepokój, bo o ile problemami związanymi z migracją sobie poradzimy, to z rozpaloną nienawiścią będzie ciężko sobie poradzić. Także dlatego, że emocje zaczynają wymykać się spod kontroli - dopowiedział.
Jako przykład wskazał "przekonanie absolutnie podzielane przez użytkowników sieci społecznościowych, że przypadek cholery, z którym mamy teraz do czynienia, to efekt migracji".
Wyzwiska i policyjny kordon. Gorąco na manifestacjach w Warszawie
"Turbotrumpizacja PiS"
- A marsze i demonstracje to były Konfederackie czy raczej jednak kibolskie? Przecież brali w nich udział pseudokibice Legii czy np. Wisły Kraków. I czy kibole to będzie osobny aktor polityczny? - chciała też wiedzieć prowadząca.
- Gryzę się w język, bo nie chce się zachowywać nieparlamentarnie, ale przypomniał mi się udział prezydenta elekta w młodości w rozmaitych wydarzeniach kibolskich. Dlatego zastanawiałem się, czy by tego pytania nie przerzucić: Czy prezydent elekt jest bardziej konfederacki, bardziej pisowski, czy właśnie bardziej kibolski? A może to przenikające się środowiska? Bo myślę, że z takim zjawiskiem mamy jednak do czynienia - odpowiedział redaktor naczelny "Rzeczpospolitej".
Przypomniał też w tym kontekście, że prezydent Andrzej Duda ułaskawił Roberta Bąkiewicza, który jest "przejawem stadionowego patriotyzmu - to jego ludzie sprawili, że oprawa stadionowa stała się oprawą patriotyczną". - I tak sobie myślę też, jak dzisiaj PiS jest daleko od PiS z 2004 roku? Jak czułby się świętej pamięci prof. Lech Kaczyński w towarzystwie Roberta Bąkiewicza? Z tego co, co pamiętam tragicznie zmarły prezydent środowisk ksenofobiczno-kiboskich po prostu nie znosił - dopowiedział.
Zastrzegł też, że za życia Lecha Kaczyńskiego Jarosław był mocno mitygowany przez swojego brata. - Od kilkunastu lat widzimy jednak proces radykalizowania się polskiej prawicy, a w ostatnich latach turbotrumpizacji PiS - skwitował w TOK FM.