Tusk: Dostałem 30 procent, więc tyle zrobiłem. "Bilans mocno niesatysfakcjonujący dla wyborców"
- PiS jest konsekwentny od samego początku, jak tylko była możliwość, zaczął rząd atakować przez pryzmat nieskuteczności. Ta łatka się do koalicji 15 października przykleiła - mówiła w TOK FM Barbara Brodzińska-Mirowska.
- Premier Donald Tusk w Piotrkowie Trybunalskim przyznał, że jego rząd zrealizował 30 proc. obietnic, argumentując to 30-procentowym poparciem w wyborach;
- Prof. Barbara Brodzińska-Mirowska ostrzega, że niespełnione obietnice i wewnętrzne konflikty mogą szkodzić reputacji rządu i prowadzić do odpływu umiarkowanego elektoratu;
- Spot PiS krytykuje rząd za nieskuteczność, co stanowi część długoterminowej strategii partii atakującej koalicję za brak osiągnięć.
Premier Donald Tusk spotkał się z wyborcami w Piotrkowie Trybunalskim. Tusk mówił tam, że jego rząd zrealizował 30 proc. konkretów (z zapowiadanych stu na pierwsze sto dni), bo jego partia otrzymała w wyborach 30 proc. głosów.
- Ten bilans jest mocno niesatysfakcjonujący dla wyborców. I powinien być bardzo niesatysfakcjonujący dla polityków. Nie wiem, czemu to spotkanie służyło - mówiła w "Poranku TOK FM" prof. Barbara Brodzińska-Mirowska z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Jak dodała, nie wiedzą tego także wyborcy Koalicji Obywatelskiej poza żelaznym elektoratem. - Elektorat umiarkowany, który odpłynął od koalicji rządzącej to prawie dwa i pół miliona ludzi, jak nie więcej - wskazała.
- Donald Tusk znakomicie wie, bo to jest polityk bardzo doświadczony, że celem podstawowym całej koalicji, politycznym i strategicznym, jak przejmowali władze, było to, żeby utrzymać poparcie wyborcze - stwierdziła gościni Karoliny Lewickiej.
Winą Tuska zdaniem Brodzińskiej-Mirowskiej jest to, że "nie był w stanie zarządzić konfliktami wewnątrzkoalicyjnymi". - Które doprowadziły do tego, że mniejsi partnerzy dzisiaj realnie szorują po dnie. Z drugiej strony rykoszetem dostała reputacja całego rządu - oceniła.
"Cześć. To ja, Polska"
Tymczasem Mateusz Morawiecki opublikował spot, w którym padają mówione szeptem słowa: "Cześć, to ja, Polska. Od dwóch lat rządzą mną nieudolni ludzie na czele z tym, który już raz mnie zdradził i uciekł do Brukseli. Jest mi przykro, ponieważ codziennie oszukują moich obywateli. Zaczęło się od 100 konkretów i tak codziennie od dwóch lat".
- Na pewno ta partia miewała lepsze spoty i przyzwyczaili nas raczej do wyższego poziomu. W tych spotach się zazwyczaj dużo działało, a ten jest taką ewidentnie twórczością artystyczną któregoś z marketingowców - oceniał Michał Piedziuk z Polityki Insight.
- To nie jest kampania najwyższych lotów, ja się tutaj zgadzam, bywały lepsze, jeśli chodzi o wymiar przekazu, realizacji, natomiast znowu jest konsekwencja - stwierdziła natomiast Brodzińska-Mirowska. Dodała, że kwestia podobania się bądź nie zależy od wrażliwości. Ważniejsze jest co innego.
- Dla mnie kluczowe jest to, czy i czemu to służy. Standardowo PiS jest konsekwentny od samego początku, jak tylko była możliwość, zaczął rząd atakować przez pryzmat nieskuteczności. Ta łatka się do koalicji 15 października przykleiła. Rząd niewiele przez ostatnie dwa lata zrobił, żeby swojego dorobku bronić, bo jednak były elementy, które się temu rządowi udały - zauważyła.
- Natomiast nie mieli w sobie determinacji, żeby tego dorobku bronić, nawet jak była kampania prezydencka Rafała Trzaskowskiego, nie był to motywator - zaznaczyła politolożka.