Zapaść w ochronie zdrowia. "Najgorsze będzie jeszcze 5 do 10 lat"
Nie widać szans na szybką poprawę sytuacji w służbie zdrowia. Jak mówił w TOK FM były wiceminister zdrowia Wojciech Konieczny, czekamy na nowych lekarzy, którzy studiują, ale niebawem pojawią się na rynku pracy. Według Wojciecha Koniecznego to może być ratunek dla służby zdrowia.
Szpitale powiatowe protestują, pacjenci narzekają na brak szybkiego dostępu do lekarzy. Ale o szybkie zmiany na plus w polskiej służbie zdrowia trudno liczyć.
- Czy da się z tym coś zrobić? Oczywiście, trzeba coś zrobić. Z tego, co słyszę, to następne mogą być ograniczenia przyjęć w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej, więc generalnie dostęp do specjalistów może być nieco utrudniony - mówił w "Poranku TOK FM" były wiceminister zdrowia Wojciech Konieczny.
Polityk podkreślił, że w przypadku służby zdrowia "to nie są łatwe sprawy". - Prawo i Sprawiedliwość - teoretycznie - wykonał ruch, który miał wszystko naprawić, to znaczy zniesiono limity przyjęć specjalistów. Ale kolejki wcale się nie skróciły (...), więc to nie jest takie proste - powiedział, dodając, że jedna z decyzji zasługuje na pochwałę. Chodzi o kształcenie lekarzy.
- Zwiększono nabór na studia lekarskie i na III-IV roku studiów mamy teraz rzesze studentów. Teraz musimy przetrwać ten okres, do czasu kiedy ci lekarze przyjdą. Najgorsze będzie jeszcze 5 do 10 lat - ocenił senator Konieczny.
- Nie możemy wykonywać ruchów, które spowodują, że kiedy ci lekarze będą mieli szansę pojawić się w systemie, to ten system ich nie będzie potrzebował, bo go sprywatyzujemy, skomercjalizujemy, spowodujemy, że będzie dużo mniej miejsc, w których oni mogą robić specjalizację - przekonywał były wiceminister zdrowia w rozmowie z Jackiem Żakowskim.
Źródło: TOK FM