30 milionów dolarów na godzinę. Tak zarabia się na wojnie w Zatoce
"Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta". Na amerykańsko-irańskiej wojnie i blokadzie eksportu ropy z Zatoki Perskiej, branża zarabia dodatkowe miliardy. Dziesiątki miliardów, które do kasy naftowych potentatów płyną wprost z kieszeni kierowców. Będzie o tym, kto sprzedaje najwięcej i najmocniej się bogaci. I nie przestanie nawet wtedy, gdy wojna i blokada faktycznie się skończą.
- Kto korzysta tam, gdzie dwóch się bije, czyli kto wychodzi najlepiej na wojnie na Bliskim Wschodzie?
- Jakie kwoty liczy, kiedy my liczymy każdy grosz przy stacyjnym dystrybutorze?
- Jak zmienia się globalny paliwowy teatr i kto gra w nim teraz główną rolę?
Na początek przewrót kopernikański w światowym eksporcie ropy naftowej. W jego centrum znajdują się... Stany Zjednoczone, które po raz pierwszy od II Wojny Światowej stały się eksporterem netto, czyli wysyłały w świat więcej surowca, niż go sprowadzały. Podobna sytuacja zdarzyła się w 1943 roku, w samym środku wojny, gdy faszystowskie Niemcy wjechały do Związku Sowieckiego. Potem Amerykanie więcej ropy sprowadzali niż jej sprzedawali za granicę. Tak było, pomimo że Stany Zjednoczone są największym na świecie producentem tego surowca. Jak to możliwe, że wydobywczy potentat musi ropę kupować za granicą? I zwykle więcej kupuje niż sprzedaje?
To skomplikowane
Proste wyjaśnienie mogłoby wyglądać tak: kupuje, bo potrzebuje więcej niż produkuje. Bardziej skomplikowane wymaga wyjaśnienia, że ropa dzieli się na wiele gatunków w zależności od swoich właściwości chemicznych. Jest ropa słodka, jest ropa kwaśna. Jest ropa europejska, czyli Brent, jest ropa rosyjska, czyli Ural, jest arabska, kanadyjska, wenezuelska i tak dalej. Każda z nich wymaga innej technologii przeróbki. Rafinerie zwykle dostosowane są do przetwarzania jednego gatunku i nie da się ich, ot tak sobie, przestawić na przerabianie innego. I dlatego o tym kto i co kupuje decyduje... historia. Oraz geografia.
Wojna w Zatoce Perskiej zmieniła globalny rynek energetyczny. Z państw arabskich, w tym drugiego co do wielkości producenta czyli Arabii Saudyjskiej, nie płynie w świat jedna piąta niezbędnej ropy naftowej. Nie płynie, bo po pierwsze: na kluczowy w regionie szlak morski w cieśninie Ormuz została założona blokada, a alternatywnych sposobów transportu tak wielkiej ilości surowca po prostu nie ma. A po drugie: irańskie rakiety zniszczyły lub uszkodziły wiele naftowych instalacji w Zatoce Perskiej. Ich naprawa lub odbudowa potrwa miesiące, jeśli nie lata. W tym czasie - nawet przy swobodnym transporcie - świat będzie musiał znaleźć sobie innych niż arabscy dostawców. Konkurencja o surowiec będzie większa niż zwykle więc i ceny wyższe. O ile? Tu eksperci zachodzą w głowę, bo w rynkowej grze liczy się nie tylko podaż, czyli to ile ropy jest do sprzedania, ale także popyt, czyli to, ile jej potrzeba. A tu sytuacja dynamicznie się zmienia, bo świat przechodzi w tryb oszczędnościowy.
Na razie jednak Amerykanie sprzedają swoją produkcję na pniu. Przede wszystkim do Europy: Holandii, Francji czy Niemiec. Niektóre z państw europejskich jak Grecja czy Turcja kupiły amerykańską ropę po raz pierwszy od lat. Dlaczego? Amerykańska ropa kosztuje mniej niż europejska, stąd kolejka chętnych, procesja pustych tankowców zmierzających do Zatoki Meksykańskiej po odbiór ropy w maju, rekordowy eksport i wypchane kieszenie koncernów wydobywczych.
Lista przyprawiająca o zawrót głowy
Wszyscy razem, całe państwa i globalne koncerny paliwowe, zarobią do końca roku na czysto nieplanowane 230 miliardów dolarów, czyli jakieś 30 milionów dolarów ekstra na godzinę. Najwięcej, bo 25 miliardów dolarów, zyska saudyjskie Saudi Aramco, drugie miejsce zajmuje Kuwait Petroleum, potem jest ExxonMobil, następnie rosyjski Gazprom i amerykański Chevron. Trzech największych wydobywców z Rosji zarobi na wojnie w Iranie dodatkowe 24 miliardy. Tylko w marcu do moskiewskiej kasy wpłynęło ze sprzedaży ropy 100 procent więcej niż w lutym. Amerykańskie Exxon i Chevron wyjdą z wojny z podwójnym zyskiem: w żywej gotówce oraz w wycenie swojej wartości. Exxon wart jest dzisiaj o prawie 120 miliardów dolarów więcej niż przed konfliktem, bo na giełdzie podrożały jego akcje. Chevron z tego powodu zyskał nieco mniej, ale też jest do przodu.
W Europie najmocniej wzbogaciła się Norwegia. W marcu wzrost wartości norweskiego eksportu był najwyższy w historii, bo oprócz ropy Norwegia sprzedawała drogo także gaz. Nadwyżka handlowa tego kraju, czyli różnica pomiędzy wartością tego co Norwegia kupiła i tego co sprzedała, była najwyższa od trzech lat. Dane o eksportowych rekordach pojawiły się dokładnie tego samego dnia, w którym amerykański prezydent oskarżył Norwegów o zdzieranie skóry z Brytyjczyków. Norweski Eqinor miałby sprzedawać ropę Zjednoczonemu Królestwu dwa razy drożej niż oferują Amerykanie.
Na koniec o tym co - prawdopodobnie - będzie dalej. W Polsce - w najbliższym czasie dalsze drenowanie publicznej kasy. Bo z powodu wysokich cen paliw rząd darował gospodarce miliardy złotych podatku VAT i akcyzy od benzyny i diesla. Darował mniej więcej półtora miliarda złotych miesięcznie, których nie dostanie budżet. W Europie grupa państw dowodzona przez Niemcy ciśnie Unię Europejską, by dodatkowe zyski opodatkować, bo nie wzięły się z biznesowego rozwoju, ale zwyczajnie "wpadły" przy okazji. A w Ameryce, która już bije rekordy naftowej sprzedaży, rząd wzywa branżę, by... kopała jeszcze więcej. Po to, żeby miejsce Zatoki Perskiej na energetycznej mapie świata USA zajęły na stałe.
źródło: TOK FM