4-latek zginął pod tramwajem. Jest wyrok sądu
Karę 1,5 roku więzienia oraz m.in. zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na okres czterech lat wymierzył we wtorek Sąd Rejonowy Warszawa Praga-Północ motorniczemu Robertowi S. Chodzi o wypadek na ul. Jagiellońskiej, w którym zginął 4-latek. Drzwi składu przytrzasnęły tam wysiadającego z babcią chłopca.
Do wypadku doszło 12 sierpnia 2022 r. na ulicy Jagiellońskiej w Warszawie przy przystanku Batalionu "Platerówek”. Drzwi tramwaju starego typu - Konstal 105 - jadącego w kierunku pętli Żerań FSO przytrzasnęły 4-letnie dziecko.
Tramwaj ruszył, a pojazd ciągnął chłopca około 420 metrów. W wyniku odniesionych obrażeń malec zmarł. Do tragedii doszło w momencie, kiedy wysiadał razem z babcią z ostatniego wagonu.
Akt oskarżenia przeciwko motorniczemu Robertowi S. prokuratura skierowała do sądu pod koniec czerwca 2023 roku. Zarzuciła w nim motorniczemu, że kierując tramwajem w trakcie jazdy, korzystał z telefonu i nieprawidłowo obserwował zdarzenia zachodzące w obrębie ostatnich drzwi, którymi wysiadało dziecko, a po zamknięciu tych drzwi nie upewnił się, czy ruszenie z przystanku nie spowoduje zagrożenia dla pasażerów wysiadających i znajdujących się na przystanku.
Czteroletni chłopiec zginął pod kołami tramwaju
Proces w tej sprawie ruszył w kwietniu 2024 roku. Oskarżony motorniczy nie przyznał się do winy i przeprosił rodzinę zmarłego chłopca. Wyrok w tej sprawie zapadł we wtorek.
Sąd Rejonowy Warszawa Praga-Północ uznał motorniczego za winnego i wymierzył mu karę 1,5 roku więzienia, zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na okres czterech lat oraz po 100 tys. zł zadośćuczynienia dla rodziców.
Sędzia Katarzyna Wanat w ustnym uzasadnieniu podkreśliła, że wina Roberta S. jest bezsporna. Wskazała, że - zdaniem sądu - motorniczy naruszył zasady bezpieczeństwa i nienależycie obserwował drogę, a w dniu wypadku aktywnie korzystał z telefonu komórkowego i zestawu słuchawkowego. - Wymiar kary, zdaniem sądu, jest uzasadniony lekceważeniem podstawowej zasady ruchu drogowego i nieostrożnością oskarżonego. Sąd wziął pod uwagę, że w niniejszej sprawie nie zaistniała żadna obiektywna trudność obserwacji sytuacji dziejącej się wokół tramwaju oraz brak jest osób, które przyczyniły się do wypadku - oceniła.
Sędzia zaznaczyła, że układy i systemy bezpieczeństwa w tramwaju działały prawidłowo, wagony miały aktualne badania techniczne (ostatnie robione były trzy dni przed zdarzeniem - PAP), a warunki drogowe były dobre. Podkreśliła, że babcia chłopca, która próbowała wyswobodzić jego nogę, nie przyczyniła się do wypadku. Wskazała też, że - według biegłych - wysiadający 4-latek i kobieta powinni być widoczni przez motorniczego. Przypomniała, że motorniczy, który pracował w zawodzie od 14 lat, dwukrotnie uczestniczył w kolizjach z udziałem tramwajów.
Wyrok jest nieprawomocny.
Źródło: PAP, Fot.Dariusz Borowicz/Agencja Wyborcza.pl