Dlaczego niedźwiedź zaatakował 58-letnią kobietę? "Niestety był wiatr, szum"
W okolicach, gdzie w czwartek doszło do tragicznego ataku niedźwiedzia, w wyniku którego zmarła 58-letnia kobieta, "nie ma problemu ze zwierzętami, które schodzą do ludzi". Jak mówiła w TOK FM posłanka Elżbieta Burkiewicz, gdy doszło do wypadku, wiał silny wiatr. To mogło mieć wpływ na zachowanie zwierzęcia.
- Co wiadomo na temat ataku niedźwiedzia, w wyniku którego zmarła 58-letnia kobieta?
- Czy panująca w czwartek w Bieszczadach pogoda, silny wiatr mogły mieć wpływ na przebieg wydarzeń?
- Jak wyglądają prace nad przepisami, które dotyczą niedźwiedzi?
W czwartek w lesie w okolicy miejscowości Płonna w powiecie sanockim doszło do śmiertelnego ataku niedźwiedzia na 58-letnią kobietę. Do tragicznego zdarzenia doszło na rzadko uczęszczanym, górzystym terenie, gdzie gęsty las przechodzi w młode nasadzenia, a obszar ten stanowi naturalną ostoję niedźwiedzi. To pierwszy śmiertelny atak z udziałem tego drapieżnika od 12 lat.
Posłanka Elżbieta Burkiewicz mówiła w TOK FM, że silny wiatr, który wiał wczoraj w Bieszczadach, mógł mieć wpływ na zachowanie niedźwiedzia. Polityczka z Podkarpacia - w rozmowie z Filipem Kekuszem - powołała się na rozmowy z regionalnym dyrektorem ochrony środowiska, który był na miejscu ataku.
- W tych okolicach nie ma problemu z niedźwiedziami, które schodzą do ludzi. To się wydarzyło w lesie, (kiedy) niestety był wiatr, szum. W normalnych warunkach niedźwiedź, który czuje człowieka - a te zwierzęta mają bardzo dobry węch i słuch - idzie w głąb lasu, odchodzi - relacjonowała polityczka z Klubu Parlamentarnego Centrum. Jak dodała, wystarczy, że człowiek jest na zawietrznej (wiatr wieje w kierunku człowieka od niedźwiedzia) i zwierzę nie ma absolutnie szans na to, aby poczuć taką osobą.
- Normalne niedźwiedź wyczuwa zagrażający mu zapach z odległości 100-150 metrów i reaguje (ucieka) - podkreśliła. Radziła też, żeby samemu nie zapuszczać głęboko w las na obszarach, gdzie żyją niedźwiedzie. Przywołała też rady, jakie sama usłyszała od ekspertów, by mieć coś, co odstrasza niedźwiedzie, czyli np. pistolet hukowy czy gaz.
Tragiczny atak w Bieszczadach
Sejm tydzień temu uchwalił nowelizacją Ustawy o ochronie zwierząt, która pozwoli myśliwym odstraszać niedźwiedzie i żubry, które pojawiają się blisko miejsc, gdzie mieszkają ludzie. Odstraszanie będzie możliwe przy wykorzystaniu broni gładkolufowej z użyciem amunicji niepenetracyjnej.
Zmiany przygotowali posłowie Polski 2050, czyli partii, do której do niedawna należała posłanka Burkiewicz. Gościni TOK FM wyjaśniła, co - poza użyciem broni gładkolufowej - znalazło się w nowelizacji, która trafiła do Senatu. To m.in. powołanie specjalnych grup interwencyjnych.- Będą dyżurować w trybie 24-godzinnym w okresie, gdy niedźwiedzie są aktywne. W tej chwili wytypowanych jest 11 osób, które mają w tym brać udział - poinformowała.
Nowe przepisy przewidują też wyposażenie niedźwiedzi w specjalne obroże telemetryczne, które umożliwiają śledzenie ruchu zwierząt. Pozwoli to monitorować, czy niedźwiedzie nie zbliżają się do zabudowań. Obecnie - jak mówiła rozmówczyni Filipa Kekusza - osiem bieszczadzkich niedźwiedzi ma takie obroże.
- Kolejne będą zakładane, ale to jest dosyć duży koszt, bo niedźwiedzia trzeba złapać żywego, usypia się go i zakłada mu się obroże. I dzięki temu skutecznie śledzi - tłumaczyła. Przepisy przewidują także budowanie śmietników niedźwiedzio-odpornych. Oprócz tego wysoko w lasach sadzone będą rośliny, które niedźwiedzie lubią jeść, aby nie schodziły po pożywienie do ludzkich siedzib.
- Wystarczy, że w Bieszczadach jest mniej opadów, to w lesie nie ma borówek, malin, a niedźwiedzie również tym się żywią. Kiedy więc mamy nieurodzaj tych owoców w lesie, to niedźwiedzie nie mają co jeść i schodzą niżej - wyjaśniła posłanka.
Rozmówczyni Filipa Kekusza podkreśliła, że podobne regulacje funkcjonują już od lat w Tatrach. Władze Tatrzańskiego Parku Narodowego podały, że ostatni śmiertelny atak niedźwiedzia na człowieka w polskich Tatrach odnotowano w 1927 roku.
Źródło: TOK FM, PAP, fot.Mateusz Kotowicz/REPORTER/East News