"Mężczyźni wiedzą o byłych partnerkach więcej niż powinni". Zjawisko przybiera na sile
Emilia (imię zmienione) ma dwoje dzieci, jest w trakcie rozwodu z mężem, który wcześniej - jak twierdzi - dopuszczał się wobec niej przemocy. Fizycznej, psychicznej, ale również ekonomicznej. Dziś razem już nie mieszkają, a mężczyzna ma zakaz zbliżania się do Emilii. Mimo to udało mu się zamontować w jej mieszkaniu podsłuch. W szafie. Specjalne urządzenie przypiął też pod jej samochodem, dzięki czemu mógł ją śledzić. - Zastanawiało mnie, skąd zna pewne szczegóły z mojego życia. Ciągle też mówił: "Wiem o tobie wszystko''" - wspomina nasza rozmówczyni.
Znajoma jej podpowiedziała, aby sprawdziła, czy nie jest podsłuchiwana albo śledzona np. przez jakiś lokalizator. - Zasięgnęłam opinii fachowców. Przyszli, sprawdzili i okazało się, że jestem - wspomina pani Emilia. Jak dodaje, mężczyzna prawdopodobnie założył podsłuch w trakcie jednego ze spotkań z synem. - Musiał wykorzystać chwilę nieuwagi - mówi.
"Dziś niemal każdy sprawca przemocy w związku korzysta z technologii"
- Nowoczesne technologie to dziś coś, z czego coraz śmielej i z większym zaangażowaniem korzystają sprawcy przemocy - mówi Małgorzata Osipczuk, psycholożka i psychoterapeutka, prezeska wrocławskiego stowarzyszenia "Intro", które pomaga takim osobom jak pani Emilia.
- Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że dziś niemal każdy sprawca przemocy w związku w jakiś sposób korzysta z technologii. I to daje mu dużą przewagę. Mówimy na przykład o szpiegowaniu partnerki, o różnych formach nękania, ale też różnych formach kompromitowania, w tym w mediach społecznościowych - opowiada pani Małgorzata.
'Dzieci w rękach kościelnych ginekologów'. Rozzłoszczone matki reagują
O tym, że cyberprzemoc wobec partnera czy partnerki przybiera ostatnio na sile przekonuje także psycholog prof. Beata Pastwa-Wojciechowska. Zwraca uwagę, że formy mogą być bardzo różne. - Na przykład kontrolowanie telefonu, przeglądanie go wbrew woli drugiej strony, ale też udostępnianie wspólnych zdjęć bez zgody drugiej osoby. To mogą być też zdjęcia intymne - wskazuje ekspertka. Podaje też inne, bardziej nietypowe przykłady. - Chociażby kupienie, niby w trosce o drugą osobę, butów do biegania, które mają wmontowaną aplikację śledzącą - podaje. - To mogą być też tzw. udogodnienia w samochodzie, które również służą do śledzenia bliskiej nam osoby - wylicza dalej Pastwa-Wojciechowska.
Lokalizatory w telefonach
Wspomniane już lokalizatory to częsty problem. Wystarczy "zaklikać" jedną funkcję w telefonie, by ktoś widział, gdzie jesteśmy. Małgorzata Osipczuk zwraca uwagę, że jeśli obie strony w związku wspólnie się na coś takiego umawiają i wiedzą, że chodzi o względy bezpieczeństwa, to wszystko jest w porządku. Ale w wielu przypadkach lokalizatory są wykorzystywane do szpiegowania, śledzenia i rozliczania z tego, gdzie kobieta była, z kim się spotkała, dokąd pojechała. - Z reguły jest tak, że osoba doświadczająca przemocy nie potrafi do końca stwierdzić, że to jest już zachowanie niewłaściwe. I często ulega pewnej dezinformacji ze strony sprawcy, który wmawia jej, że określone działania to przejawy troski o nią - mówi Osipczuk.
I podkreśla, że "cyberprzemoc jest bardzo niebezpieczna, bo nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć". - Technologie dają możliwość prześladowania danej osoby także po rozstaniu. Dają sprawcom pewien rodzaj "chorej władzy" nad kobietami. Znam sprawę kobiety, gdzie sprawca do szpiegowania wykorzystywał drona, który latał nad domem byłej partnerki. Warto na tego typu kwestie też zwracać uwagę - przestrzega szefowa "Intro".
Hanna Grzelak-Sarnowicz jest osobą pierwszego kontaktu we wrocławskim stowarzyszeniu "Intro". Na co dzień pracuje z kobietami, które uciekły przed przemocą. Jak mówi, cyberprzemoc staje się niestety zjawiskiem powszechnym. - Sprawcy bardzo często śledzą kobiety m.in. przez media społecznościowe. Tam też najłatwiej kobietę ośmieszyć, oczernić, spowodować, że bliscy stracą do niej zaufanie - opowiada.
- Często spotykam się też z tym, że mężczyźni wiedzą o swoich byłych partnerkach więcej niż powinni, między innymi dlatego, że zakładają podsłuchy. Pamiętam panią, która odbyła bardzo szczerą, poufną rozmowę z przyjaciółką. Potem okazało się, że w listwach przypodłogowych miała podsłuchy. Są też przypadki nagrywania, gdy sprawca zostawia dyktafon choćby w lampie, a potem szantażuje. I kobiety są w ciągłym strachu, nie mogą się z tego wyzwolić - mówi nam Grzelak-Sarnowicz.
Jak dodaje, często podłożem szantażu są wspomniane już zdjęcia czy filmy z relacji intymnych, które sprawca ma w swoim telefonie. - I szantażuje kobietę np. tym, że jak wystąpi o alimenty, to on te filmy czy zdjęcia upubliczni, że wszyscy się o tym dowiedzą - podaje nasza rozmówczyni.