,
Obserwuj
Łódzkie

Proboszcz nagrywa wiernych, bo chce, żeby było czysto. "Z lękiem opuszczają kościół"

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
3 min. czytania
13.11.2025 09:42

Wierni oskarżają proboszcza z Wartkowic o nękanie i publiczne piętnowanie mieszkańców - pisze "Gazeta Wyborcza". "Błagałem, prosiłem, żeby nie wyrzucać śmieci obok pustego kontenera" - broni się ks. Janusz Szeremeta.

fot. Roman Bosiacki / Agencja Gazeta

Jeśli znalazłaś/znalazłeś się w kryzysowej sytuacji lub wiesz o kimś, kto może potrzebować wsparcia i pomocy, możesz zadzwonić pod numer alarmowy 112, pod numer Kryzysowego Telefonu Zaufania 116 123 lub pod numer Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym 800 70 22 22. Do dyspozycji są również Młodzieżowy Telefon Zaufania pod numerem 116 111, a także Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka pod numerem 800 121 212. Pomocne informacje można znaleźć także na stronie "Życie warte jest rozmowy": www.zwjr.pl.

Osoby w kryzysie emocjonalnym potrzebujące pomocy mogą ją uzyskać pod całodobowym numerem telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży: 116 111 lub w całodobowym Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym: 800 702 222.

Osoby dorosłe potrzebujące pomocy po stracie bliskich mogą uzyskać wsparcie pod numerem telefonu: 800 108 108, czynnym od poniedziałku do piątku od godz. 14 do 20.

Dzieci i młodzież w żałobie mogą uzyskać wsparcie pod numerem telefonu: 800 111 123, czynnym od poniedziałku do piątku od godz. 12 do 18.

W razie zagrożenia życia należy dzwonić pod numer 112

  • Parafianie z Wartkowic oskarżają ks. Janusza Szeremetę o nękanie i naruszanie prywatności poprzez publikację zdjęć z monitoringu w parafialnej gablocie;
  • Duchowny utrzymuje, że działa zgodnie z prawem, a publikowanie zdjęć służy zachowaniu porządku wokół cmentarza;
  • Kuria łódzka mimo skarg nie podjęła skutecznych działań. "Proboszcz jest bezkarny, a mieszkańcy z lękiem opuszczają kościół" - opisuje jeden z mieszkańców.

W parafii św. Anny w Wartkowicach (woj. łódzkie) trwa konflikt między wiernymi a proboszczem, ks. Januszem Szeremetą. W liście, który trafił do redakcji "Gazety Wyborczej", parafianie zarzucają duchownemu "publiczne nękanie, szkalowanie i zastraszanie mieszkańców" poprzez publikację zdjęć z monitoringu w gablocie parafialnej. "Zwierzchnicy Kościoła w Łodzi - pomimo posiadania wiedzy o sprawie od ponad miesiąca - pozostają całkowicie bierni" - podkreślono w piśmie podpisanym przez Mateusza Spławskiego, który, choć nie należy do parafii, często bywa w kościele św. Anny.

W ogłoszeniach parafialnych z 14 września i 26 października 2025 r. proboszcz ostrzegał, że "rozpoczyna publikację zdjęć osób, które wyrzucają śmieci obok pustego kontenera". "Na rozgrzewkę jest wywieszone zdjęcie, jak nieznana kobieta wyrzuca śmieci obok pustego kontenera" - można przeczytać w komunikacie. Duchowny zapowiedział też, że jeśli sytuacja się nie poprawi, parafia sięgnie "po radykalniejsze środki".

Mateusz Spławski, autor listu do redakcji, wskazuje, że działania duchownego doprowadziły do publicznego upokorzenia jednej z parafianek, "która później miała myśli samobójcze".  "Monitoring prowadzony przez proboszcza jest monitoringiem wizyjnym i istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że nagrywa również ścieżkę audio (głosy/rozmowy). Proboszcz bezprawnie gromadzi i publicznie rozpowszechnia wizerunki osób, które są kadrami z tego nagrania. To jest trwające naruszenie RODO i godności osobistej" - pisał Spławski do redakcji "GW".

Redakcja poleca

Proboszcz z Wartkowic zabrał głos. "Szukają, gdzie można nas zaatakować"

Kuria Metropolitalna w Łodzi, do której trafiła skarga 9 października, obiecała porozmawiać z ks. Szeremetą, jednak na tym sprawa się skończyła. "Proboszcz jest bezkarny, a mieszkańcy z lękiem opuszczają kościół" - relacjonował mężczyzna.

Ksiądz Paweł Kłys, rzecznik łódzkiej kurii, odmówił komentarza. Sam ks. Szeremeta przyznaje, że nie otrzymał jeszcze żadnego telefonu od zwierzchników, ale się go spodziewa. Utrzymuje, że jego działania są zgodne z prawem. "Nie publikujemy osób z twarzą. (...) Albo twarz jest zamglona, albo człowiek w czapce ma na oczach opaskę" - tłumaczy. "Opublikowaliśmy dopiero trzy, cztery zdjęcia. Efekt jest taki, że poprawiła się czystość przy cmentarzu" - zaznacza proboszcz.

Duchowny sugeruje również, że zarzuty wobec niego mogą mieć drugie dno. "Pewna grupa osób postanowiła wybudować stadion przy kościele. Nie było na to zgody. Obiecano nam, że ta sprawa nie zakończy się pomyślnie dla parafii. Od tego momentu szukają, gdzie można nas zaatakować. I te sprawy są wyraźnie powiązane" - przekonuje.

Posłuchaj:

Źródło: Gazeta Wyborcza