,
Obserwuj
Łódzkie

"To był dramatyczny tydzień". Nie wytrzymali i urządzili pogrzeb komunikacji miejskiej

Katarzyna Giedrojć
4 min. czytania
23.06.2023 16:06
Zaczęło się w poniedziałek i aż do piątku tramwaje w Łodzi co chwila miały pecha. Stały z powodu wypadków, awarii czy wykolejeń. Mieszkańcy spóźniali się wszędzie. - To koszmarny tydzień. Zareagowaliśmy, bo mamy dość - mówią łódzcy społecznicy, którzy zaprosili łodzian na symboliczny pogrzeb komunikacji miejskiej.
|
|
fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

Najgorzej było w czwartek (15 czerwca) i w poniedziałek (19 czerwca). Pierwszego dnia tramwaje nie mogły wyjechać z zajezdni z powodu tragicznego wypadku. Drugiego doszło do wielogodzinnego zatrzymania składów tuż przy przebudowywanym skrzyżowaniu ulic Zachodniej i Legionów. Powodem całego zamieszania było niewywiązanie się z umowy wykonawcy prac, który miał na czas remontu przełożyć tory, aby tramwaje mogły tamtędy kursować. 'Mijanka' nie została jednak przygotowana.

Utrudnienia trwały mniej więcej do 7.30, a więc w szczycie komunikacyjnym. Wielu mieszkańców tego dnia spóźniło się do pracy czy szkoły. Na domiar złego kilka godzin później jadący tamtędy tramwaj wykoleił się i znów zablokował ruch na dłuższy czas. - Miasto zostało odcięte od ruchu tramwajowego praktycznie na cały dzień. Szczególnie dotyczyło to mieszkańców Bałut, którzy z powodu remontów mają ogólny problem z komunikacją do centrum. Sam jestem mieszkańcem tego osiedla i cieszę się, że jestem jeszcze na tyle młody, że mogę taki kawał drogi przejść - mówi Kosma Nykiel ze stowarzyszenia Łódź Cała Naprzód!.

MPK ostatecznie usunęło awarię dopiero o godz. 17.30. - Nie zdążyłam na pociąg. Od roku mieszkam w Łodzi i przynajmniej raz w miesiącu jadę do domu do Suwałk. Tym razem miałam wykupiony bilet do Ełku. Nigdy wcześniej nic takiego mi się nie zdarzyło, a tym razem nie dojechałam na czas na dworzec. Pociąg niestety na mnie nie poczekał. Pojechałam dopiero we wtorek wczesnym rankiem - opowiada Patrycja Wojsznis, studentka jednej z łódzkich uczelni.

MPK Łódź przepraszało

Z całej sytuacji tłumaczył się prezes łódzkiego MPK Zbigniew Papierski. - Rozumiem i przepraszam naszych pasażerów, że w ostatnich dniach nie mogli zrealizować swoich planów podróży. Inwestycje w mieście pozamykały wiele szlaków. Każda awaria czy jakieś zdarzenie powoduje duże problemy - powiedział.

Społecznikom przeprosiny nie wystarczyły. Ich zdaniem kłopoty nie są winą przewoźnika. - To Zarząd Dróg i Transportu oraz Zarząd Inwestycji Miejskich odpowiadają w mieście za remonty i za organizację ruchu w czasie ich trwania. MPK to tylko firma przewozowa, która jest w tym wypadku najmniej winna. Problem polega również na tym, że jeśli mieszkańcy coś podpowiadają, to urzędnicy nie słuchają - irytuje się Kosma Nykiel.

Kilka dni wcześniej społecznicy zwracali uwagę bowiem na to, że wrzucono wszystkie tramwaje na jedną zajezdnię przy ul. Telefonicznej. Jeśli gdzieś na trasie jest awaria, żaden tramwaj z niej nie wyjedzie. - Już wtedy to przewidywaliśmy. Jako Łódź Cała Naprzód! postulowaliśmy, aby część taboru nocowała gdzieś na krańcówkach. Wtedy, w razie wypadku, mogłyby służyć pasażerom - wyjaśnia nasz rozmówca.

'Koszmarny tydzień'

Poza wymienionymi na początku tekstu dniami również dochodziło do awarii. Kilkugodzinne zatrzymanie tramwajów miało miejsce chociażby w piątek (23 czerwca). O godz. 10.19 doszło do awarii na Zachodniej. Tramwaj znów się wykoleił. Naprawa torowiska trwała do godz. 12.29. Ruch wznowiono, ale nie na długo. Po 20 minutach ponownie go wstrzymano. Ostatecznie tramwaje ruszyły o godz. 13.44. - Mi się wydaje, że od dłuższego czasu poruszanie się po mieście jest niezwykle trudne i często kończy się wezwaniem taksówki. Nie ma dnia bez awarii - mówi Magdalena Gałkiewicz z Partii Zieloni.

- Tak, to był koszmarny tydzień - dodaje Nykiel.

Nekrologi i pogrzebowa muzyka

Społecznicy nie wytrzymali i zorganizowali happening pod nazwą 'Pogrzeb łódzkiej komunikacji'. - Dotarliśmy do momentu, gdzie nie ma już żadnych złudzeń, że komunikacja miejska może funkcjonować jako alternatywny środek transportu. Wbrew ekologicznym hasłom i zapowiedziom z 2014 roku, że 'za rok będziemy mieli jedną z lepiej funkcjonujących komunikacji miejskich w Polsce', zabito transport publiczny w Łodzi - mówili organizatorzy akcji.

Happening przygotowali wspólnie: stowarzyszenie Łódź Cała Naprzód!, Tak dla Łodzi, Zieloni - Łódź i Miej Miejsce. Przyszła spora grupa ludzi. Przedstawiciele poszczególnych organizacji wygłosili przemówienia, ale głos zabrali również mieszkańcy miasta i regionu. Chętnie opowiadali historie, jakie mieli z powodu spóźnienia lub niedojechania pojazdu komunikacji miejskiej. - Dojeżdżam do Łodzi pociągiem Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej. Jest szybko i sprawnie. Schody zaczynają się, jak wysiadam na przystanku w Łodzi i muszę przesiąść się do tramwaju - opowiadał mieszkaniec Głowna.

Uczestnicy happeningu przynieśli ze sobą nekrologi dla konkretnych linii, zajezdni i krańcówek (końcowy przystanek danej linii autobusowej lub tramwajowej). Były znicze i symboliczna trumna. Przez kilkadziesiąt minut słychać było marsze żałobne.

Jednocześnie społecznicy zaapelowali do władz Łodzi o sumienne realizowanie założeń planu transportowego dla komunikacji miejskiej, przyjętego w 2018 roku. Chodzi o poprawę jakości komunikacji miejskiej, czyli jej punktualność i przewidywalność, częstotliwość, wygodę i czystość, o wprowadzenie na skrzyżowaniach priorytetu dla tramwajów i autobusów (tzw. zielona fala), stałych badań ruchu i ich wyników dostępnych online dla mieszkańców oraz budowy parkingów 'Parkuj i Jedź' w pobliżu węzłów komunikacyjnych.