,
Obserwuj
Łódzkie

Drapieżne taraje do Łodzi przyjechały w transporterze. Ale jak przewieźć słonia albo krokodyla?

Katarzyna Giedrojć
3 min. czytania
10.09.2023 08:00
Drapieżne taraje przyjechały do Orientarium ZOO Łódź w specjalnym transporterze. Koty nie są duże. Ale już przewóz wielbłąda może być wyzwaniem. Nie mówiąc o większych czy groźniejszych zwierzętach. - Najtrudniej było przewieźć słonia i krokodyla - mówią pracownicy.
|
|
fot. Orientarium ZOO Łódź

Łódzkie zoo to drugi w Polsce ogród zoologiczny, w którym mieszkają taraje. Przewóz drapieżników nie był wielkim wyzwaniem. - Są małe. Były przewożone specjalnym transporterem - mówi rzeczniczka Orientarium ZOO Łódź Justyna Krakowiak.

Koty taraje, czyli Vojoto i Dea wyglądają sympatycznie, ale są drapieżnikami. Pochodzą z Azji południowo-wschodniej. Samiec przyjechał do łódzkiego ogrodu z Czech, a samica dojechała z Danii. - To jakie zwierzęta do nas trafiają, zależy od koordynatora gatunku i od możliwości. My mamy ogromny potencjał obiektu, dlatego zwierząt u nas cały czas przybywa. Dostępność do nich jest jednak ograniczona. Czasem dostajemy rekomendację i mamy przyznany gatunek, ale musimy czekać, bo na przykład jeszcze się nie urodził. Ogrody zoologiczne wymieniają się również zwierzętami między sobą - opowiada prezes.

Para tarajów zamieszkała na wybiegu między lwami a tygrysem. - Teraz trwa adaptacja. One potrzebują trochę czasu na to, aby zadomowić się u nas i na to, aby poznać siebie nawzajem - mówi członek zarządu Orientarium ZOO Łódź Tomasz Jóźwik. Na wybiegu dla kotów tarajów znajduje się dużo krzewów, a także oczka wodne. - To dlatego, że one bardzo lubią pływać, nurkować i łowić ryby. Mają specjalną błonę pławną. Z tego powodu nazywane są również kotami rybakami - mówi Krakowska.

Jak przewieźć słonia?

Z tarajami nie było kłopotów. Łatwo jest też w przypadku innych małych zwierząt. Bo samochody przystosowane do takiego transportu i wszystko przebiega sprawnie. - Transport to przedsięwzięcie europejskie. Zgłasza się to najpierw do Powiatowego Lekarza Weterynarii, a potem do europejskich odpowiedników. To jest wpisywane w europejską bazę służby celnej i taki przewóz cały czas jest śledzony - opowiada prezes łódzkiego Orientarium.

Koty taraje można oglądać w Orientarium ZOO Łódź
Koty taraje można oglądać w Orientarium ZOO Łódź
Orientarium ZOO Łódź

Schody zaczynają się, kiedy przewóz dotyczy wielkich zwierząt. Mieszkający w łódzkim ogrodzie zoologicznym krokodyl gawial o imieniu Kraken miał siedem metrów długości. Jego przywiezienie było więc nie lada wyzwaniem. Podobnie sytuacja wygląda ze słoniami.

- W Europie jest zaledwie kilku przewoźników, którzy mają specjalne kontenery do ich przewozu. Takie, które mają własne systemy klimatyzacji, w których zwierzęta można karmić i poić, gdzie mogą się poruszać. Słoń waży ok. 6-7 ton, co - gdy zwierzę chodzi - powoduje duże przechyły samochodu. Gdy transport dojeżdża na miejsce, przyjeżdża dźwig, który podnosi kontener i przenosi go na wybieg. Tam się ten kontener otwiera i słoń wychodzi - opowiada prezes łódzkiego Orientarium.

Jeszcze trudniej bywa z żyrafami. To płochliwe zwierzęta, które bardzo się boją. Gdy już zostaną przewiezione na miejsce, czasem w ogóle nie chcą wyjść. -To jest dla nich tak zwana decyzja życia. One nie wiedzą, co je czeka. Kiedyś jedna żyrafa nie chciała nam za żadne skarby wyjść. Pomogło wprowadzenie do niej drugiej żyrafy. Dopiero wtedy uwierzyła, że tam, gdzie pójdzie, będzie bezpieczna i poszła za nią - mówi Jaksa.

Urodzeni w ZOO

Łatwiej jest, jeśli zwierzę przyjdzie na świat w ogrodzie. Rocznie rodzi się lub wykluwa ich w Łodzi bardzo dużo. Nie oznacza to jednak, że spędzie w tym ogrodzie całe swoje życie. - Ideą ogrodu zoologicznego jest zachowanie puli genetycznej rozpatrywane w skali całego kontynentu. Każde zwierzę jest pod opieką koordynatora gatunku. Ogrody hodują zwierzęta tak naprawdę po to, żeby je kiedyś wypuścić. Czyli jeżeli nastaną dla nich odpowiednie warunki i możliwości to zostaną przywrócone do środowiska naturalnego - wyjaśnia prezes Orientarium.

Kiedy to nastąpi? Na to pytanie trudno odpowiedzieć. Zdaniem Arkadiusza Jaksy mowa tu o potomkach zwierząt zamieszkujących obecnie ogrody zoologiczne, a nie ich teraźniejszych mieszkańcach. Tu pojawiają się kolejne przeszkody. Będzie można je przywrócić dopiero, jak zaistnieją dobre warunki do ich rozwoju, czyli będą miały gdzie mieszkać i będzie wiadomo, że nie zginą, czy też nie zostaną zabite przez człowieka. - Mamy na przykład oryksy szablorogie, które żyły w strefach Sahelu między pustynią a sawanną. Tam jednak wszystko zaorano i nie ma dla nich bezpiecznego miejsca. Ogrody zoologiczne trzymają ten gatunek, bo wierzymy, że kiedyś nastąpi taka sytuacja, że będziemy mogli go wypuścić - dodaje Jaksa.

Przychodząc do ogrodu zoologicznego, kupujemy cegiełkę i dokładamy się do ogólnoświatowego programu ochrony gatunków zagrożonych wyginięciem.