Pokazuje, że centymetry nie są w życiu najważniejsze. "Nie czuję, żebym miała taryfę ulgową"
Justyna Cuże urodziła się jako osoba niskorosła, z uwarunkowaną genetycznie achondroplazją. Ma 125 cm wzrostu. Na co dzień pokazuje jednak, że liczy się to co potrafi, a nie to, ile ma centymetrów.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak Justyna Cuże podchodzi do niepełnosprawności?
- Z jakimi problemami musi mierzyć się na co dzień?
- Jakie ma rady dla innych osób?
Cuże jest ekspertką do spraw HR i procesów rekrutacyjnych osób z niepełnosprawnościami, trenerką, doradczynią zawodową i specjalistką do spraw dostępności. W tym roku w Rzeszowie za swoją działalność odebrała Super Lodołamacza - to nagroda przyznawana za wyjątkowe zasługi w działaniach na rzecz osób z niepełnosprawnościami.
- To, z czym się zmagam tak naprawdę od dzieciństwa, to - czasami natarczywy - wzrok ludzi. Jestem od nich zdecydowanie niższa, wzbudzam uwagę i to stało się nieodłącznym elementem mojego życia. Dziś już tak bardzo się tym nie przejmuję, po prostu przechodzę nad tym do porządku dziennego - opowiada w rozmowie z TOK FM.
Zawsze jest jakieś rozwiązanie
"Zaakceptowałam to, że jestem niestandardowa i na ogół zwracam na siebie uwagę" - powiedziała w jednym z wywiadów. Codzienność? Bywa wyzwaniem, ale i tu pani Justyna stara się szukać rozwiązań. Nie jest w stanie wkręcić sobie sama żarówki w mieszkaniu czy umyć okien, ale potrafi poprosić o wsparcie. Podobnie w sklepie. - Często wychodzę z założenia, że jeśli chcę coś kupić - na przykład jakąś bluzkę - to albo będę stała i jej nie kupię, albo poproszę kogoś o pomoc. Oczywiście zawsze robię to z uśmiechem, bo wiem, że uśmiech po prostu pomaga. Przez długi czas miałam na przykład problem z tym, by w marketach brać taki mały wózek dla dzieci. Ale doszłam do wniosku, że dlaczego nie? Przecież też chcę zrobić zakupy, kupić wodę albo coś ciężkiego. Wyjeżdżam tym wózkiem ze sklepu do samochodu i jest mi łatwiej. Nie ukrywam, że to jest takie przełamywanie barier, ale też uczenie się siebie - mówi pani Justyna.
Jak tłumaczy to, że jest jaka jest i stara się czerpać z życia pełnymi garściami, w dużej mierze wynika z tego, jak traktowała ją rodzina. - Od samego początku byłam wychowywana na osobę, która powinna sobie radzić - w takich warunkach jakie mam, żeby nie czekać co życie mi przyniesie, tylko brać je takim jakim jest. Uczono mnie, że jeśli chcę w życiu smakować nowych smaków, to muszę mieć w sobie chęć poproszenia o wsparcie, zapytania o coś, nawiązania rozmowy. I uważam, że to było najlepsze, co mogło mnie spotkać - nie wyręczano mnie, wierzono, że sobie poradzę. Oczywiście zdarzają się sytuacje, że jako osoba z niepełnosprawnością muszę bardziej stanowczo dopomnieć się o swoje, ale to są sytuacje naprawdę wyjątkowe - dodaje nasza gościni. - Jak sobie przypominam moje dzieciństwo, to nie czuję, żebym miała taryfę ulgową - że ze względu na wzrost jestem z czegoś zwolniona. Albo że by ktoś do mnie mówi: "jesteś niska, to tego nie rób, my to za ciebie zrobimy". Tak nie było - podkreśla.
Ostatnio brała udział w kongresie związanym z odpowiedzialnością społeczną w biznesie. Przed wydarzeniem zwróciła się do organizatorów z pytaniem, czy przewidziany jest stolik kawowy dostosowany do jej wzrostu. - To było po prostu pytanie, nie roszczenie. I okazało się, że wszystko jest możliwe. Taki stolik, przy którym mogłam wypić kawę, ale też - w ramach networkingu - porozmawiać z innymi uczestnikami kongresu - rzeczywiście się pojawił. Czasami potrzeba tak niewiele, by nie czuć się wykluczonym. Bo dlaczego miałabym stać z boku, z dala od innych, bo nie dosięgnę do "normalnego" stolika? W ten sposób głośno dopominam się nie tylko o siebie, ale też szerzej - o dostępność dla innych - mówi nasza gościni.
- Po tym jak opisałam to w mediach społecznościowych, dostałam szereg wiadomości od osób które dziękowały mi, że zwróciłam na to uwagę - mówi pani Justyna. - Być może następnym razem firma cateringowa sama z siebie zapyta organizatorów, czy nie potrzebują na dane wydarzenie takich właśnie niskich stolików. Słyszę też często o tym, że moja niepełnosprawność dodaje mi wiarygodności w tym co robię - dodaje nasza gościni.
Pani Justyna na co dzień jest osobą bardzo pozytywną i zaraża innych swoim uśmiechem. - Zawsze uważam, że jeśli w sposób grzeczny, uprzejmy zwrócę się do drugiej osoby, to tym lepiej ona mnie odbierze. Poza tym, to ile pozytywnej energii ja puszczę w świat, tyle energii do mnie wróci - z takiego założenia wychodzę - mówi.
- Mam też takie poczucie, że to, że wyklucza się osoby z niepełnosprawnością, bardzo często dzieje się z powodu niewiedzy, nieświadomości, albo z takiego "o kurczę, nie pomyślałem". Warto tę uważność w sobie pielęgnować. M.in. dlatego powiesiłam kartkę na drzwiach mojego samochodu z prośbą, by nie stawać tuż koło mojego auta, bo ja potrzebuję szeroko otworzyć drzwi, aby wsiąść. I ludzie to rozumieją. Czasami mam poczucie, że w sposób nieświadomy wpływam trochę na postawy innych - dodaje.
Jak zmienia się dostępność?
- W mojej ocenie zmian jest wiele, zwłaszcza jeśli chodzi o dostępność architektoniczną. Gdy przyjechałam do Krakowa w 2003 roku na studia, normą były np. wysokopodłogowe autobusy do których było ciężko wsiąść. A dziś? To jest kompletna zmiana, m.in. w tym jakie podejście do osób z niepełnosprawnością mają kierowcy. Ale nie tylko to. Zmian jest więcej. Osoby Głuche - bardzo proszę, by napisała to pani dużą literą z szacunku do tego środowiska - coraz częściej mają dostęp do tłumaczy języka migowego. Oczywiście, to nie jest jeszcze na tym poziomie, jakbyśmy chcieli, ale jest. I nikogo to już nie zaskakuje, że jesteśmy wszyscy razem, że - również jako osoby z niepełnosprawnościami - możemy się spotkać, spędzić miło czas, pójść do kina czy do teatru. Że mamy coraz więcej możliwości. Że np. tekst w internecie osoba niewidoma może sobie odsłuchać w wersji audio z wykorzystaniem technologii - tłumaczy.
- Dla mnie dostępność zaczyna się w głowie. To znaczy, że jak planuję kolejne działania, to staram się pamiętać o wszystkich osobach, które mogą mieć różnorodne potrzeby. Musimy też pamiętać że jesteśmy społeczeństwem starzejącym się. I tak naprawdę dostępność jest w interesie każdego z nas - dodaje nasza rozmówczyni.
- Tak naprawdę kiedyś, gdyby mi ktoś powiedział, że mam pójść do radia na wywiad, to pewnie bym się popukała w czoło, głos by mi drżał, byłby we mnie lęk. A dziś? Nie mam tych obaw. Wiem, że ta Justyna, która mieszka w Krakowie, to inna Justyna niż ta, która spędziła dzieciństwo w małej miejscowości w województwie dolnośląskim. I jestem z siebie dumna. Nie akceptuję podejścia "jestem niepełnosprawny, to mi się należy", nie przekonuje mnie "wyuczona bezradność". Natomiast uważam, że osoby z niepełnosprawnością powinny bardziej postawić na siebie, na swoje mocne strony, swoje umiejętności, na swoją sprawczość - wskazuje Justyna Cuże w rozmowie z TOK FM.
I dodaje, że zawsze zachęca innych. - Nie patrz na życie przez pryzmat swojej niepełnosprawności. Zrób coś po swojemu, na miarę swoich możliwości i wtedy sprawdź, gdzie potrzebujesz wsparcia, pomocy, a gdzie jesteś w stanie być samodzielny. Poczucie sprawczości i samodzielności powoduje, że nasze życie smakuje lepiej. Sprawczość dodaje nam mocy. Ja osobiście bez dwóch zdań już mogę powiedzieć, że mój wzrost, moja niepełnosprawność jest dzisiaj jednym z moich zasobów, bo mnie uwiarygadnia w oczach innych. Dumna jestem z siebie, że pomimo niepełnosprawności jestem w tym miejscu, w którym jestem i robię to, co lubię. Ona mnie nie określa, nie żyję z nią w konflikcie, ale też o niej nie zapominam. Jeszcze kilka lat temu bym tego nie powiedziała, ale dziś powiem. Tak, tak właśnie jest - kończy Justyna Cuże.
Quiz: Sprawdź, czy jesteś na bieżąco! Quiz o ważnych i ciekawych wydarzeniach minionego tygodnia
Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!
Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.
Promocje nie łączą się.
Źródło: TOK FM