,
Obserwuj
Opolskie

Powodzianie szykują pozew zbiorowy. Wypominają Tuskowi jedno zdanie

Cezary Jaszczyk
2 min. czytania
21.10.2024 15:31
Powodzianie z Lewina Brzeskiego i Nysy chcą pozwać Wody Polskie. Ich zdaniem to właśnie zaniedbania państwowej instytucji doprowadziły do zalania ich miast i gigantycznych strat. Teraz chcą, by udowodnił to sąd. Do tej pory chęć dołączenia do pozwu zadeklarowało ponad 1300 osób.
|
|
fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl

Powodzianie z Lewina Brzeskiego i Nysy uważają, że nie zostali przygotowani na nadejście wielkiej wody, z którą mierzyli się w połowie września. Winą za to obarczają Wody Polskie odpowiedzialne za zarządzanie infrastrukturą hydrotechniczną.

- Jesteśmy niezadowoleni z działania Wód Polskich. Naszym zdaniem zaniedbały sprawę spuszczania wody z okolicznych zbiorników. Kiedy nadchodziła już fala kulminacyjna, prowadzono zrzuty po 30-40 metrów sześciennych. To za mało. Pierwszy duży zrzut miał miejsce dopiero w czasie, gdy woda zalewała już Kłodzko - mówi TOK FM pomysłodawca pozwu, przedsiębiorca z Lewina Brzeskiego Radosław Kochler. - Co więcej, nasze wały nie były przygotowane na późniejsze większe zrzuty, gdy prawdopodobnie zrzucano już nawet powyżej 2000 metrów sześciennych wody - dodaje.

Według mieszkańców, to właśnie przez te zaniechania żywioł wdarł się do miast i doprowadził do gigantycznych strat. Sam Lewin Brzeski został zalany w 90 procentach. Nysa, między innymi dzięki bohaterskiej pracy strażaków, żołnierzy i mieszkańców, ucierpiała w mniejszej skali.

Znów ich zalało, a zbiorników dalej nie chce. 'Nie dajmy się oszukać'

Powodzianie skarżą się też na brak informacji o nadchodzącym zagrożeniu. - Cały czas łudziliśmy się, że nie ma zagrożenia. O tym, że wielka woda zaleje nas w ciągu pół godziny, dowiedzieliśmy się, pracując na wałach przeciwpowodziowych - opowiada Kochler. - Teraz chcemy wyciągnąć konsekwencje. Domagamy się prawdy. Chcemy wiedzieć, kto wstrzymywał zrzuty wody na okolicznych zbiornikach - dodaje rozżalony przedsiębiorca.

Żal jest także do rządu

I nie ukrywa, że mieszkańcy mają żal również do Donalda Tuska. - Dobrze pamiętamy wypowiedź premiera, który kilka dni przed powodzią mówił, że wszystko jest pod kontrolą. A tu nagle, zaledwie po dwóch dniach, przyszła do nas wielka woda. Nie byliśmy na to przygotowani - dodaje Kochler.

Samorządowcy pomagają

W przygotowywanie pozwu zbiorowego zaangażowali się też samorządowcy z Nysy i Lewina Brzeskiego. Miasta udostępniły pomieszczenia, w których mieszkańcy mogą podpisywać deklaracje przystąpienia do akcji. Zapewniły też dostęp do ekspertów. - To grupa geodetów, którzy (...) mają wiedzę o ówczesnych zrzutach wody. (...) Mają sporządzoną dokładną dokumentację w tej sprawie - mówi Kochler.