Gdańsk. Niebiesko-żółte jaja przed konsulatem Rosji. "To nasza opcja nuklearna"
- Przygotowaliśmy 132 jajka w kolorach Ukrainy [niebiesko-żółte - red.]. To tyle, ile godzin do tej chwili trwa wojna - mówi wyraźnie poruszony pan Edwin, jeden z uczestników protestu. - Używamy maksymalnej symboliki, przecież 'nucleus' to 'jądro', więc to nasza opcja nuklearna. Chcieliśmy rzucić nimi w ścianę konsulatu, ale to nie o to chodzi, by coś niszczyć - dodaje.
Rosjanie nie wyszli
Współorganizatorka protestu - pani Małgorzata - przyznaje, że bojowe nastroje skutecznie ostudziła policja. - Przekonali nas, by tego nie robić. Musieliby wtedy nas ukarać, a przecież też są przeciwko wojnie. Nie chcemy też atakować ludzi pracujących w konsulacie - podkreśla. Choć, jak dodaje, protestujący mieli nadzieję, że ktoś ze środka do nich wyjdzie, a może nawet wspólnie z nimi krzyknie: 'nie dla wojny'.
Antywojenna demonstracja była nieliczna, bardzo skutecznie ograniczyła ją policja, blokując wszystkie prowadzące do konsulatu ulice. Funkcjonariusze przepuszczali mieszkańców, dziennikarzy i osoby, które udowodniły, że w okolicy mają do załatwienia swoje sprawy. Mundurowi tłumaczyli ograniczenia 'prowadzeniem działań przy konsulacie'.
Nigdy więcej wojny
- Ja jestem gdańszczaninem z dziada pradziada - mówi pan Edwin. - Hasło 'Nigdy więcej wojny' było częścią mojego dzieciństwa. Nie spodziewałem się, że to właśnie z Rosji wyjdzie kolejna wojna. Nie wiem, co jeszcze możemy zrobić - rozkłada ręce.
Przed konsulatem cały czas widać ślady poprzednich demonstracji - transparenty i plakaty wyrażające protest przeciwko wojnie i ostrą krytykę działań Putina.