"Dobra zmiana" wyszła sądom na gorsze. Na wyrok czeka się prawie dwa razy dłużej niż przed reformą PiS
Anna Wypych-Knieć jest sędzią w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Mokotowa, jednym z największych w Polsce. Orzeka w Wydziale Cywilnym. Jak mówi, sędziowie od lat czekają między innymi na to, by wszystkie akta były w wersji elektronicznej. Można by wtedy przesłuchiwać strony online. Teoretycznie pojawiła się taka możliwość, tyle że w praktyce wiele sądów nie zostało na to przygotowanych. Nie ma m.in. wystarczającej liczby sal rozpraw, w których można by zapewnić bezpieczne dla wszystkich łączenie zdalne. Zdarza się, że jest kolejka - jeden sędzia musi zakończyć swoje postępowanie w danej sali, by mógł wejść do niej drugi na swoją rozprawę.
Ze statystyk wynika, że średni czas rozpoznania sprawy w sądach się wydłużył. W 2015 roku na wyrok czekało się średnio nieco ponad 4 miesiące, a w roku 2020 - już prawie 7 miesięcy.
- Sytuacja w sądach nie poprawia się, jest bardzo dużo zaległości. W moim Sądzie Rejonowym dla Warszawy Mokotowa niektórzy sędziowie mają referaty z liczbą około tysiąca spraw. To jest trzykrotnie więcej niż w styczniu 2016 roku, czyli przed wprowadzeniem 'dobrej zmiany' - mówi sędzia Urszula Żółtak ze Stowarzyszenia Sędziów 'Iustitia'.
Jak dodaje, wpływ na długość postępowań ma też awansowanie osób bez odpowiedniego doświadczenia. - Sędzia musi mieć przygotowanie do wykonywania pracy. Szczególnie, jeśli obejmuje referat trudny, w którym od razu jest kilkaset spraw - tłumaczy sędzia Urszula Żółtak.
Sędziowie mówią wprost - cały czas jest blokada części etatów
Brak doświadczenia części sędziów bezpośrednio wpływa też na obciążenie pracą tych, którzy wykonują swój zawód od lat. - Stan tego permanentnego chaosu, bałaganu naprawdę obniża morale, powoduje stan niepewności. Do tego dochodzi 'czynnik zarządczy'. Rękami pana Łukasza Piebiaka, bliskiego współpracownika ministra Ziobry mianowano prezesami i wiceprezesami sądów kilkaset osób, które w większości były bez autorytetu, doświadczenia, kompetencji zarządczych. A od kompetentnego prezesa, który dobrze zarządza sądem, zależy bardzo dużo w zakresie dobrej organizacji pracy - mówi Piotr Gąciarek z Sądu Okręgowego w Warszawie i ze Stowarzyszenia Sędziów 'Iustitia'.
Gąciarek dodaje, że na komfort i efektywność pracy nie wpływa też to, że prawo tak szybko się zmienia. - My sędziowie wręcz za tym nie nadążamy, sądy nie nadążają z kupowaniem nam kodeksów z kolejnymi nowelizacjami. A te nowelizacje są często daleko idące i są ze sobą niespójne - mówi sędzia Piotr Gąciarek.
Bo kabel bywa za krótki...
- Sytuacja w sądownictwie, jeżeli chodzi o kwestie organizacyjne, jest dramatyczna. Zapewnienie nam, sędziom, odpowiednich programów pozostawia wiele do życzenia. Sądownictwo tak naprawdę nie było reformowane przez lata. Przykładowo, ministerstwo przewidziało rozprawy onlinowe, ale nie zadbało kompletnie o zaplecze techniczne, jeśli chodzi chociażby o ujednolicenie programów, z których sąd może korzystać - mówi sędzia Wypych-Knieć. Podkreśla, że jest problem np. z jednoczesnym nagrywaniem dźwięku i obrazu. Dodatkowo, na salach nie ma odpowiedniej liczby mikrofonów - trzeba je sobie wzajemnie przekazywać, a problemem jest niejednokrotnie... za krótki kabel.
Ministerstwo jakiś czas temu wprowadziło możliwość przesłuchania świadka na piśmie. To miało przyspieszyć procedurę. - W mojej ocenie, ten dowód z przesłuchania świadka na piśmie jest jednak nieco ograniczony. Na rozprawie każda ze stron bądź pełnomocnik chce dopytać, nawiązując do odpowiedzi świadka. W przypadku przesłuchania na piśmie należy niejako antycypować to, co powie świadek. Dlatego nie zawsze się to sprawdza, bo wszystkiego przewidzieć się nie da. Słyszałam też o sytuacjach, gdzie świadek, mimo że złożył zeznania na piśmie, był wzywany na termin rozprawy, więc tutaj nie wiem, czy tak naprawdę to przyspieszyło postępowanie - twierdzi sędzia Wypych-Knieć.
Sędziowie zwracają jeszcze uwagę na pracę pod presją, wywieranie 'efektu mrożącego' przez rzeczników dyscyplinarnych, którzy wszczynają wiele postępowań, również za decyzje orzecznicze. Część prawników nie kryje, że w środowisku pojawiają się depresje, stany lękowe, trzeba korzystać z pomocy psychologów i terapeutów.
- To, co robimy, jak się angażujemy, to nasz świadomy wybór. Ale to odciąga część energii. W normalnym państwie demokratycznym w Europie sędzia powinien się skupić na swojej pracy, zastanawiać się nad trudnymi sprawami. A my musimy ciągle walczyć z tym bezprawiem, ciągle się przeciwstawiać, ciągle mówić o wartościach i ciągle bronić naszych kolejnych kolegów - opowiada sędzia Piotr Gąciarek.