Tak "tłuste koty" się odwdzięczają. "Objąłeś funkcję za naszych rządów więc teraz oczekujemy wpłaty"
Bianka Mikołajewska opublikowała raport, dotyczący wynagrodzeń ludzi powiązanych z PiS-em. We władzach 19 spółek giełdowych zasiadało w ostatnich latach 152 ludzi 'Dobrej Zmiany'. Jak napisała Wirtualna Polska, 90 z nich zostało dzięki temu milionerami lub multimilionerami. Raport pokazuje również mechanizm odwdzięczania się za milionowe posady.
Ukazanie pewnego zjawiska
Bianka Mikołajewska z Wirtualnej Polski, która opisała mechanizm dorabiania się fortun i milionów na kolesiostwie i finansowaniu partii władzy, była gościnią Piotra Maślaka w programie 'Pierwsze Śniadanie w TOK-u'. Dziennikarka wyjaśniała, że po publikacji otrzymuje wiele zapytań od czytelników, dlaczego w analizie wzięto pod uwagę tylko 19 spółek giełdowych z udziałem skarbu państwa.
- Spółki giełdowe muszą podawać w swoich sprawozdaniach rocznych wynagrodzenia poszczególnych członków rad nadzorczych i zarządów. Inne spółki podają tylko wynagrodzenia zbiorcze, dlatego wybraliśmy te 19 spółek. Myślę, że one oddają pewne zjawisko. Na tej liście są wyłącznie osoby pośrednio lub bezpośrednio powiązane z obozem władzy - tłumaczyła Bianka Mikołajewska.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Dziennikarka dodała, że świetnie płatne posady otrzymały osoby, 'które od lat funkcjonują w orbicie PiS-u, działacze partii, ale także osoby, które choć wcześniej nie były kojarzone z PiS-em, to gdy tylko zasiadły w radach nadzorczych wyraźnie zaczęły realizować politykę PiS na różne sposoby i zaczęły też wpłacać gigantyczne kwoty na konto PiS-u'.
- Takiej skali po 1989 roku nie mieliśmy - skomentował prowadzący i przypomniał aferę z doradcą Donalda Tuska. Gdy tylko opinia publiczna dowiedziała się, że Igor Ostachowicz otrzymał posadę w zarządzie spółki z udziałem skarbu państwa, kilka dni później zrezygnował z funkcji. - Śledzę tę sprawy od lat, więc mogę to potwierdzić - zauważyła autorka raportu.
Dziennikarka przypomniała obietnice, jakie padały z ust członków partii rządzącej w ostatnich latach. - PiS wielokrotnie, idąc po władzę i w pierwszych latach rządów, składał deklaracje dotyczące tego, że rządy PiS będą skromne. Że w spółkach skarbu państwa nie będą mogły pełnić funkcji osoby, które jednocześnie będą pełnić funkcje w samorządach. A już dzisiaj, nawet na tej liście widać, że ta zasada nie jest dotrzymywana - wymieniła. Mikołajewska wspomniała też o zapowiedziach Jarosława Kaczyńskiego, że nie będzie nagród. - Ta obietnica też nie została dotrzymana - wskazała.
'Dostałeś pracę, to teraz płać'
Dziennikarka w artykule podaje nie tylko kwoty, który osoby powiązane z obozem Zjednoczonej Prawicy zarobiły. Ale ujawnia także mechanizm odwdzięczania się za dobrze płatne stanowiska.
- Jak te 'tłuste koty' odwdzięczają się partii? - pytał prowadzący. - To jest moim zdaniem bardziej oburzająca część tego raportu. Osoby, które objęły wysokie funkcje w spółkach państwowych - zaczynają wpłacać gigantyczne kwoty na PiS - mówiła Mikołajewska.
Gościni TOK FM przypomniała, że do tej pory partie finansowane były przez ich członków ze składek, a przed wyborami sympatycy danej partii wpłacali pieniądze na fundusz wyborczy. Ale nie były to tak ogromne kwoty jak teraz.
Po raz pierwszy proceder wpłacania po kilkadziesiąt tysięcy złotych na kampanie przez menedżerów z państwowych spółek opisała Anna Dąbrowska z 'Polityki'. Później reporterzy TVN24 wpadli na trop grupowych przelewów na konto partii lub konkretnego polityka.
- Członkowie władz jakiejś spółki w ciągu jednego lub dwóch dni nagle wpłacali identyczne kwoty. Trudno podejrzewać, żeby to był przypadek, żeby nagle wszyscy jednego dnia wpadli na ten sam pomysł, żeby przelać taką samą kwotę - komentowała dziennikarka Wirtualnej Polski.
Piotr Maślak zauważył, że 'to jest rodzaj dealu. Ja ci załatwię miejsce. Nie znasz się? Nieważne, ważne, żebyś był. Zarobisz milion, ale musisz 45 tys. wpłacić na konto partii albo konto wyborcze'.
Taki mechanizm potwierdziła autorka raportu. - Rozmawiałam z kilkoma osobami - menedżerami ze spółek, nie tych giełdowych, ale innych z udziałem skarbu państwa. Ludzie, którzy pełnią te funkcje dostają takie sygnały: Objąłeś funkcję za naszych rządów więc teraz oczekujemy wpłaty - ujawniła Mikołajewska.
Proceder odwdzięczania się za posady może być znacznie szerszy. Osób, które mogły dorobić się zasiadając w innych spółkach niż giełdowe, może być znacznie więcej. A partia jest zobowiązana do informowania o wpłatach powyżej 10 tys. zł. Czy będzie można sprawdzić, kto dokonał wpłaty na niższą kwotę? - O tych mniejszych wpłatach dowiemy się dopiero ze sprawozdania, które zostanie złożone w Państwowej Komisji Wyborczej za rok - podsumowała dziennikarka.