"W styczniu będziemy cierpieć". Ekspert punktuje, co podrożeje
Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe o 25 punktów bazowych . - Dzisiaj poznamy uzasadnienie prezesa NBP i zapewne usłyszymy tezy o gwałtownie spadającej inflacji – zauważył z przekąsem gospodarz "Pierwszego Śniadania w TOK-u" Piotr Maślak. - To nie jest wydarzenie ekonomiczne, to nie jest decyzja ekonomiczna tylko polityczna stand-upera ze Świętokrzyskiej - komentował dr Sławomir Dudek, prezes zarządu, główny ekonomista Instytutu Finansów Publicznych.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Ekonomista podkreślił, że mamy do czynienia w Polsce ze zjawiskiem ukrytej inflacji, ponieważ prawdziwa inflacja nie wynosi 8,2 proc. "Rynkowa jest pewnie o kilka punktów procentowych wyższa". Zdaniem dr Dudki nie tylko ceny paliw się na to składają. Ekspert przypomniał o zawieszonym vacie na żywność, który w styczniu zostanie odwieszony. O czasowo zamrożonych cenach gazu i energii, a także o obniżonych cenach na kolej. – Żyjemy w sztucznej nierealnej rzeczywistości, jakiejś ustawce. Inflacja nie jest prawdziwa, a polityczne decyzje ze stopami wpisują się w turecki scenariusz – ocenił ekspert, tłumacząc, że w Turcji stopy procentowe były obniżane, mimo jeszcze wyższej inflacji niż w Polsce. Po wyborach stopy procentowe w Turcji wzrosły z 8,5 do 25 proc.
– W styczniu czeka nas scenariusz turecko-węgierski – zauważył dr Dudek. – Scenariusz węgierski polega na tym, że Orban również sztucznie sterował cenami paliw na Węgrzech. Przed wyborami były stabilne, ale po wyborach skoczyły o 30 proc. - tłumaczył gość TOK FM.
Ekonomista nie ma złudzeń, że po wyborach jako konsumenci "będziemy cierpieć, bo nieodpowiedzialne decyzje powodują, że złotówka jest słaba, że importowane produkty są drogie, że NBP nie walczy z inflacją". To może oznaczać, że w styczniu inflacja nam właśnie wyskoczy – komentował dr Dudek.
– Rząd już wpisał do budżetu, że odmrozi VAT na żywność i to oznacza skok o dwa punkty procentowe inflacji. Nie stać nas na mrożenie cen gazu i energii, nawet bogatych krajów na świecie nie stać, żeby mrozić ceny w nieskończoność. To oznacza wzrost cen energii i benzyny – mówił gość "Pierwszego Śniadania w TOK-u" i przypomniał, że na Węgrzech po wyborach cena benzyny wzrosła o 33 proc. – W polskich realiach to tak jakby olej napędowy zdrożał z 6 zł do 8,5 zł. To oznacza 30 proc. wzrost paliw – ocenił wykładowca Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.