,
Obserwuj
Polska

Podwyżki dla nauczycieli. Związkowcy są wściekli. MEiN: Jest tak, jak obiecano

oprac. Marta Zdanowska
3 min. czytania
22.01.2024 16:28
Podwyżki dla nauczycieli różnią resort edukacji i związkowców. Część nauczycieli nie kryje rozczarowania projektem rozporządzenia, które określa stawki wynagrodzenia zasadniczego. Wiceministra edukacji Paulina Piechna-Więckiewicz w TOK FM studziła emocje i zapowiedziała spotkanie ze związkami zawodowymi.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Z projektu rozporządzenia przygotowanego przez ministerstwo edukacji wynika, że obiecana jeszcze w kampanii wyborczej podwyżka dla nauczycieli w kwocie 'nie mniej niż 1,5 tys. zł brutto' nie dotyczy pensji zasadniczych, tylko średnich, do których wlicza się wszystkie dodatki. Pensje zasadnicze - w zależności od stopnia awansu zawodowego - wzrosną od 1167 do 1365 zł brutto. Związkowcy liczyli na więcej. - Nie jestem rozczarowana, jestem wściekła - powiedziała w piątek 'Gazecie Wyborczej' wiceprezeska Związku Nauczycielstwa Polskiego Urszula Woźniak.

- Od początku tej kadencji spotykaliśmy się ze związkowcami. Rozmawialiśmy o tych podwyżkach. Takie główne zobowiązanie koalicyjne to były oczywiście podwyżki 30 procent i taka jest podwyżka - przekonywała w TOK FM wiceministra edukacji Paulina Piechna-Więckiewicz.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Nauczycielom nie podoba się też kolejne spłaszczenie tabeli zarobków, bo nauczyciel mianowany zarobi niewiele więcej - zaledwie o 149 zł brutto - od początkującego.

Jak zauważył prowadzący rozmowę Mikołaj Lizut, oznacza to, że nauczycielka z 14-letnim stażem i dodatkowymi kwalifikacjami będzie zarabiać prawie tyle samo co nauczyciel zaraz po studiach. - To nie do końca tak jest - odpowiedziała wiceministra. I przekonywała, że zatarcie się różnic spowodował zwykły mechanizm związany z podnoszeniem płacy minimalnej. - Średnio podwyżka wynosi 1500 zł - i dla nauczycieli mianowanych, i dyplomowanych, i początkujących (ale w tym ostatnim wypadku wynosi 33 proc.) - powiedziała Piechna-Więckiewicz.

Prof. Balcerowicz krytykuje obietnice Tuska i spółki. Poszło o podwyżki dla nauczycieli

Wiceministra edukacji przekonywała, że nastroje wśród związkowców już się uspokajają. - Przede wszystkim 1 lutego jesteśmy umówieni na konsultacje tego rozporządzenia m.in. ze związkami zawodowymi i będziemy w ramach dialogu społecznego o tym rozmawiać - zapewniła.

Resort edukacji przewiduje, że podwyżki trafią na konta nauczycieli w marcu, z wyrównaniem od stycznia.

Kontrowersje wokół wycofania prac domowych

Kwestia pieniędzy dla nauczycieli to nie jedyny w ostatnich dniach punkt zapalny pomiędzy resortem Barbary Nowackiej a częścią nauczycieli.

Burzę wywołała też zapowiedź wycofania prac domowych dla uczniów podstawówek już od kwietnia tego roku. Pomysł miał do tej pory nie zostać skonsultowany z nauczycielami ani z organizacjami obywatelskimi.

Burza wokół nowego pomysłu Barbary Nowackiej. 'Jazda na lodzie bez trzymanki'

Piechna-Więckiewicz zapewniała, że konsultacje będą. Jak przekonywała, pomysł został też źle zrozumiany. - To nie będzie tak, że nagle nauczyciel nie będzie już mógł powiedzieć: Powtórzcie jakieś słówka albo nauczcie się jakiegoś wierszyka. Na pewno będzie bardzo poważne ograniczenie, zwłaszcza w młodszych klasach. Generalnie ideą tych zmian jest to, żeby te rzeczy odbywały się w trakcie zajęć w szkole pod okiem nauczyciela - mówiła.

- Praca domowa odrabiana przez rodzica nie działa. Praca domowa odrabiana przez dziecko po godzinie 21., po szeregu zajęć dodatkowych i bez odpoczynku, nie działa. To nie jest tak, że dziecko super przyswaja wiedzę, kiedy jest zmęczone. Praca domowa robiona przez zestresowane dziecko niczemu nie służy. Takie dziecko szkoły nie lubi i się jej po prostu boi - podsumowała Piechna-Więckiewicz.