,
Obserwuj
Polska

Kościół "rzucił im ochłap". "Nie uderzają twardo, że jesteś idiotką, tylko miękko"

8 min. czytania
27.10.2024 06:56
Kardynał Kazimierz Nycz najpierw powiedział, że ludziom żyjącym w związkach partnerskich należy się "jakaś tolerancja", a potem - piórem swojego rzecznika - nazwał je "grzechem" i "moralnie niedopuszczalnymi". Obejrzałem jego wystąpienie z parami, które chcą takich związków. - Nycz rzucił ochłap, bo myśli, że żyje w czasach, w których ludzki pan zawsze jest w cenie - komentuje w tokfm.pl Iwona Migalska.
|
|
fot. Jacek Dominski/REPORTER / JACEK DOMINSKI/REPORTER

Kardynał Kazimierz Nycz zaskoczył w środę na antenie Polsat News, gdy powiedział, że Kościół 'nie będzie wtrącał się' w pracę posłów i senatorów nad projektem ustawy o związkach partnerskich . - Najwyżej wyrazi swoją opinię - zastrzegł metropolita warszawski.

Jeszcze bardziej zdumiał, gdy stwierdził, że powinno się umożliwić Polkom i Polakom zawieranie związków partnerskich. Od razu jednak zaznaczył, że nie można porównywać 'związku małżeńskiego, nierozerwalnego, zwłaszcza sakramentalnego, z każdym innym jego rodzajem'.

Zadowolenia słowami hierarchy nie kryła ministra ds. równości Katarzyna Kotula. - Chyba pierwszy raz w życiu zgadzam się z kardynałem Kazimierzem Nyczem - wyznała w TOK FM autorka projektu ustawy o związkach partnerskich . Zapisano w nim, że mogą je zawierać w urzędzie stanu cywilnego dwie pełnoletnie osoby, bez względu na płeć. Każda z nich może przejąć nazwisko partnera i zyskać prawo do decyzji o pochówku, dziedziczenia, dostępu do informacji medycznej, a także możliwość wspólnego rozliczania się.

- Coś drgnęło w Kościele? - pytam Sylwię Kołodziejską i Iwonę Migalską po wspólnym obejrzeniu wywiadu z kardynałem Nyczem. Obie od 11 lat żyją w nieformalnym związku. W dorosłym życiu są dla siebie pierwszymi partnerkami.

Kardynał "owija pięść w białą rękawiczkę" i uderza. "To odruch"

Sylwia, która jak diabeł święconej wody bała się oglądać rozmowy z kościelnym hierarchą, teraz głęboko wzdycha. - Spodziewałam się, że pan kardynał mnie uderzy i tak zrobił. Co z tego, że mimowolnie, delikatnie, w białych rękawiczkach. Faceci Kościoła tak mają, że nawet gdy wystawiają dłoń, by cię pogładzić po policzku, to nagle następuje jakiś tik i gładzenie zamienia się w uderzenie. To jest odruch. Po tylu latach bicia muszą chyba przejść długi detoks i terapię. Właśnie dlatego, jeszcze w szkole średniej zerwałam z Kościołem, żeby tego detoksu nie ćwiczyli na moim policzku - mówi 31-latka.

- Przy których słowach Nycza poczułaś się uderzona? - pytam, a Sylwia każe mi cofnąć nagranie do momentu, w którym kardynał przyznaje, że odczytał 'znak dzisiejszych czasów'.

Metropolita warszawski mówi: 'Ludzie nie chcą wiązać się ze sobą nie tylko - nie daj Boże - na całe życie, ale także na dłuższy okres czasu' (…). Jest przesunięcie od racjonalności do emocjonalności i w kierunku tymczasowości. Wszystko jest szybko, wszystko ma być nagle, niespodziewanie, wszystko przesuwa się jak w tym przysłowiowym TikToku'.

- Miło, że pan kardynał odkrył TikToka, a na nim 'dzisiejsze czasy'. Ale po cholerę przesuwa mnie 'od racjonalności do emocjonalności'? To typowe dla facetów, którzy owijają pięść w białą rękawiczkę. Nie uderzają twardo, że jesteś idiotką, tylko miękko, że jesteś emocjonalna. Wydźwięk jest ten sam: bredzisz, ja wiem lepiej - odpowiada Kołodziejska.

Kardynał "rzucił ochłap". "Ludzki pan zawsze w cenie"

Iwona Migalska wsłuchuje się w kolejne słowa kardynała Nycza i wywraca oczami. Hierarcha stwierdza: 'Jeżeli jest krąg ludzi, dla których nawet tzw. kontrakt cywilny w urzędzie stanu cywilnego to za dużo, chcieliby związku łatwiej zawieralnego i rozwiązywalnego, to jakaś tolerancja wobec takich poglądów musi być ze strony wierzących i Kościoła'.

- Ciekawe, najpierw przez lata Kościół zakazywał związków nieheteronormatywnych, szczuł na osoby w nich żyjące i nazywał je np. 'tęczową zarazą'. A teraz, gdy ludzie masowo się od niego odwracają, łaskawie przyznaje, że trzeba te związki 'jakoś tolerować'. Nycz rzucił ochłap, bo myśli, że żyje w czasach, w których ludzki pan zawsze jest w cenie - komentuje 29-latka.

- Czyli według ciebie w Kościele nic nie drgnęło? - upewniam się.

- Cały zalany jest betonem, więc nic tam drgnąć nie ma prawa. Wierni gaszą światło w Kościele, bo ten nic nie rozumie z 'dzisiejszych czasów', a jego kardynał idzie do telewizji, żeby pokazać, że… dalej nic nie kuma. Potem pewnie wychodzi ze studia przekonany, że wyszedł na postępowego i ugodowego. Może nawet z duszą na ramieniu, bo zaraz jego kumple z episkopatu go skrytykują, że przesadził. To jest komedia... - dopowiada Iwona.

Muszę jednak na chwilę przerwać naszą rozmowę, bo widzę na ekranie komputera, że w jej trakcie Kazimierz Nycz znów zaskoczył, a właściwie zrobił to jego rzecznik.

Kardynał Nycz się wycofuje. "Traktuje związki partnerskie jak g..no"

Ksiądz Przemysław Śliwiński dokonał kolejnego zwrotu akcji wydając oświadczenie . Stwierdza w nim, że wypowiedź jego szefa Kazimierza Nycza 'nie może być w żaden sposób interpretowana jako wyraz poparcia dla jakiegokolwiek projektu ustawy o tzw. 'związkach partnerskich' ani też rozumiana jako przychylne stanowisko Kościoła w tej sprawie'.

- Naprawdę? Pokaż to - nie dowierza Iwona, która chwilę wcześniej powiedziała, że ktoś zaraz zwróci kardynałowi uwagę, bo przesadził. - Niesamowite! Najpierw rzucił ochłap, a potem stwierdził, że to jednak za dużo. Bo czy wcześniej nie mówił jasno, że trzeba pozwolić ludziom na związki partnerskie? - zastanawia się na głos.

Potwierdzam. Nycz dopytany w wywiadzie, czy powinno się ułatwić ludziom zawieranie związków partnerskich, doprecyzował: 'Umożliwić, może nie ułatwić'.

Teraz - piórem swojego rzecznika - ogłasza: 'Wybór ‘związku partnerskiego’ jako formy życia dla katolików pozostaje moralnie niedopuszczalny - jest grzechem (…) Tzw. związki partnerskie, bez względu na to, czy zyskają pewne umocowanie w prawie państwowym, czy też nie, z punktu widzenia Kościoła pozostają sytuacją nieuregulowaną i jako wybór formy życia są błędem moralnym (…) Wierni świeccy, których zadaniem jest m. in. udział w życiu politycznym i tworzenie prawa, mając świadomość jasnego stanowiska Kościoła dotyczącego tzw. związków partnerskich, powinni dążyć do wypracowania możliwie jak najlepszego prawodawstwa w tej sprawie'.

- Czyli najpierw zapowiedział, że Kościół nie będzie wtrącał się w związki partnerskie, bo ludziom w nim żyjącym należy się 'jakaś tolerancja'. A teraz nie tylko się wtrąca, ale jeszcze naciska na polityków-katolików, czyli Kosiniaków-Kamyszów. Przypomina im, że Iwona i ja żyjemy w 'grzechu', że to 'niedopuszczalne' i 'błąd moralny'. Przecież wprost im mówi, jak mają głosować! - podkreśla Sylwia.

Moja rozmówczyni wspomniała o Władysławie Kosiniaku-Kamyszu, bo to jego partia PSL - jako jedyna w koalicji rządowej - sprzeciwia się projektowi ustawy o związkach partnerskich. Ministra ds. równości Katarzyna Kotula próbowała zdobyć przychylność ludowców, wykreślając z projektu możliwość przysposobienia dziecka partnera, a nawet zorganizowania uroczystej ceremonii w urzędzie stanu cywilnego. Jednak dla polityków PSL to dalej zbyt wiele. Nie chcą, by pary zawierały takie związki w urzędzie, tylko u notariusza. Ani by partnerzy mogli nosić wspólne nazwisko. Ludowcy zapowiadają swój projekt ustawy o statusie osoby najbliższej.

- A zauważyłaś, jak rzecznik Nycza dystansuje się od sformułowania 'związki partnerskie'? Dał je w cudzysłowie i jeszcze poprzedzili określeniem 'tak zwane'. Czyli w kurii traktują je jak g..no, które ktoś im podrzucił na wycieraczkę. Trzeba nie tylko wrzucić je do worka, ale jeszcze jego ucho chwycić patykiem. Tak to śmierdzi - łapie się za głowę Iwona.

'Manipulacje' kardynała Nycza. 'Typ kładzie rękę na moim związku'

Mimo oburzenia Sylwia Kołodziejska odnosi się do wcześniejszych słów kardynała. Nycz w nich zalicza ją do 'kręgu ludzi, dla których nawet tzw. kontrakt cywilny w urzędzie stanu cywilnego to za dużo', dlatego 'chcieliby związku łatwiej zawieralnego i rozwiązywalnego'. - Brzmi to, jakbyśmy dostali już tyle praw, że teraz wybrzydzamy. To idiotyzm wygłoszony z zatroskaną miną. Czyli taki, po którym najdłużej trzeba się wstydzić - wzdycha moja rozmówczyni.

Przypomina, że w polskich urzędach pary homoseksualne nie mogą zawierać małżeństw - czy, jak chce kardynał: kontraktów - ani nie mają żadnych praw z tego wynikających. - Nawet gdybym chciała, nie mam w czym wybrzydzać. 'Łatwiej zawieralne i rozwiązywalne' związki to bieda-propozycja minstry Kotuli, która pojawiła się tylko dlatego, że Kościół i idący za nim politycy od zawsze zabraniali nam poważnych form związków w urzędach. Teraz nawet do tych bieda-związków nie chcą nas dopuścić. Nycz nas wyśmiewa, sugerując, że nie umiemy być ze sobą na poważnie. Że chcemy łatwo się rozstawać i skakać z kwiatka na kwiatek. Większej manipulacji nie widziałam - tłumaczy.

- Żyję z Sylwią od 11 lat i chciałabym z nią pozostać do śmierci. Najlepiej w małżeństwie, bo ono w świeckim państwie nie powinno być zarezerwowane tylko dla wierzących. To Nycz i jego koledzy w sutannach je zawłaszczyli. Dlaczego typ kładzie rękę na moim związku i dyktuje mi, jak mam żyć z partnerką? - denerwuje się Iwona Migalska.

'Małżeństwo jest kościółkowe. Zabija sex appeal związku'

- Może to o nas Nyczowi chodziło? - zastanawia się Łukasz Brzeziński, któremu też pokazuję wywiad z metropolitą warszawskim. Dorzucam również późniejsze oświadczenie jego rzecznika, żeby był komplet. Łukasz analizuje je z partnerką Sylwią, z którą jest od sześciu lat.

- Ale jak to, o nas? To Kościół dalej mówi o życiu bez ślubu 'grzech' i 'moralnie niedopuszczalne'? Nie, chyba jednak Nycz chciał uderzyć w osoby LGBT - przekonuje Sylwia.

- Widać, że dawno na mszy nie byłaś. Ja niby też, ale przecież ktoś tam jeszcze chodzi, potem to wycieka do mediów i czytam, co mówią księża. Dziwne tylko, że Nycz nazywa nas 'kręgiem ludzi'. Chyba całkiem nas dużo jak na krąg - dziwi się Łukasz.

To prawda. Z ostatniego Spisu Powszechnego, który został przeprowadzony w 2021 roku, wynika, że w Polsce było 553 tys. związków nieformalnych, czyli prawie dwa razy więcej niż w poprzednim spisie z 2011 roku. Co druga nieformalna para stanowi rodzinę z dziećmi. Także dla nich jest zaprojektowana ustawa o związkach partnerskich.

- Gdyby została przegłosowana, to pójdziemy do notariusza i zrobimy związek partnerski? - pyta Łukasz, a Sylwia bez wahania potwierdza skinieniem głowy.

- Dlaczego nie weźmiecie ślubu w urzędzie? - dociekam.

- Nie chcę nikogo urazić, po prostu powiem za siebie: małżeństwo kojarzy mi się z drętwotą, rutyną i katolicyzmem. Wiem, że można wziąć ślub cywilny i księżom nic do tego, ale już samo słowo jest trochę kościółkowe. Zabija sex appeal związku. Miłości nie gwarantuje, od zdrady nie chroni, a chyba wykańcza dyskusje o tym, jak codziennie starać się o siebie - odpowiada Łukasz.

- Ceremonie ślubne mnie nie kręcą. Nie chcę się też bawić w konwenanse. To już nie te czasy, kiedy dopiero małżeństwo robiło z kobiety pełnego człowieka. Chcę tylko kilku udogodnień, które może mi dać za jednym zamachem związek partnerski: prawo do informacji medycznej, wspólnego rozliczania się, a potem dziedziczenia itd. - dodaje Sylwia.

- Czyli rację ma kardynał Nycz, gdy mówi, że chcielibyście 'związku łatwiej zawieralnego i rozwiązywalnego' i że wszystko przesuwa się w 'kierunku tymczasowości'? - pytam.

- Gdyby miał rację, to nie brałabym z Łukaszem kredytu hipotecznego. Wymiksowanie się z niego to pewnie tyle samo zachodu co załatwienie rozwodu. Dlatego tu nie chodzi o żadną tymczasowość. Zresztą przecież i tak jedna trzecia małżeństw się rozwodzi. Więc co to za gwarancja stałości? Niech kardynał nie będzie śmieszny i nie wypowiada się na temat związków, bo sam o nich nic nie wie. Jeszcze bardziej absurdalne jest to, że zawsze jakiś PSL słucha się takich kościelnych 'autorytetów'. Moim zdaniem zatopią związki partnerskie - podsumowuje moja rozmówczyni.