,
Obserwuj
Polska

Jako czyściciel internetu zarabiał 6 tys. zł. Oglądał "najbardziej przerażające filmy i zdjęcia"

Koprz
2 min. czytania
27.12.2024 09:25
Marek rzucił pracę, bo obciążenie psychiczne było za duże. Przez ponad rok czyścił internet z pornografii, przemocy i treści niebezpiecznych. Jego historię opisała "Gazeta Wyborcza".
|
|
fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Wyborcza.pl

"Gazeta Wyborcza" opublikowała rozmowę z byłym "czyścicielem internetu" . Jak czytamy, Marek [imię zmienione] 'przez ponad rok pracował w firmie, która na zlecenie międzynarodowej korporacji z branży IT zajmowała się przeczesywaniem internetu pod kątem treści nielegalnych, niemoralnych i niebezpiecznych'. Jego miesięczne zarobki sięgały 6 tys. zł netto. Rzucił jednak pracę, bo obciążenie psychiczne było za duże.

Marek wspomina, że już na rozmowie kwalifikacyjnej puszczono mu pięć drastycznych filmów, m.in. rozczłonkowane ciała. Nie przeraziło go to, a to spodobało się rekruterom.

Jak mówi, później każdego dnia oglądał nawet dwieście krótkich filmów. - Wśród nich takie, których nie da się zapomnieć. Czasem już po pierwszych sekundach wiedziałem, co mnie czeka. Po ponad roku spędzonym przed ekranem mogę powiedzieć, że jako gatunek jesteśmy nieprzewidywalni, jeśli chodzi o przemoc i to, co niebezpieczne czy nielegalne. Pomyślcie sobie o najgorszych hipotetycznych sytuacjach, jakie można by obejrzeć w necie... To teraz wam powiem, że to wszystko już tam jest. Najgorsze świństwa, jakie tylko możecie sobie wyobrazić. Pomyśleliście o pornografii? Są jeszcze gorsze rzeczy. Taka była codzienność tej pracy - opisuje w dzienniku.

Przyznaje, że firma oferowała dostęp do psychologa, z którym można było porozmawiać o obciążeniach psychicznych. Raz na kwartał wizyty u niego były obowiązkowe. - Firma bardzo skrupulatnie sprawdzała, w jakiej jesteśmy kondycji psychicznej (...). Bardzo to było pomocne. Tym bardziej że w tej pracy naprawdę można oszaleć, co zresztą było widać po rotacji. Ludzie nie wytrzymywali i odchodzili, żeby nie zwariować. - stwierdza.

Praca w dziale "Shock". "Najbardziej przerażające filmy i zdjęcia"

Choć firma nazywała tę pracę "misją", to Marek nie chwalił się zatrudnieniem, zwłaszcza rodzicom. - Raczej nie przyjęliby dobrze moich opowieści o tym, co działo się w dziale "Shock", do którego trafiały najbardziej przerażające filmy i zdjęcia. Patrząc na pokawałkowane ludzkie ciała, trzeba było policzyć, ile sekund trwa ta makabra i czy człowiek, który nagrywa swoje lub czyjeś samobójstwo, wypełnia definicję przemocy. Ewentualnie, czy rozpikselował twarz albo czy nałożył blur - wspomina.

Jak dodaje, musiał też oglądać dziecięcą pornografię. Opisuje, że maluchy rozbierały się przed kamerą, po czym publikowały te nagrania. - Sporo mieliśmy takich treści z Rosji czy Ukrainy (...) Najwięcej pornografii dziecięcej było z Indonezji - wylicza.

Podkreśla, że "nie da się wyzerować głowy po takiej pracy", dlatego "z każdym dniem granica jego wrażliwości się przesuwała". Wyznał, że dziś nie chce mieć dziecka. - Znając ten sieciowy ściek i wiedząc, że nie damy rady się go pozbyć, nie mógłbym dziecku zapewnić bezpiecznego rozwoju - podsumowuje w "Gazecie Wyborczej".