,
Obserwuj
Polska

Świeccy protestują przeciwko decyzji biskupów. "Zaprzeczyli Ewangelii"

5 min. czytania
15.06.2025 07:09
- Współczuję osobom skrzywdzonym przez Kościół. Bo nie ma chyba jaśniejszego sygnału, który biskupi mogli im wysłać. Nie można było w wyraźniejszy sposób powiedzieć tym ludziom: "Dajcie nam święty spokój" - tak ostatnie decyzje Episkopatu skomentowała w tokfm.pl Monika Białkowska.
|
|
fot. Tomasz Kawka/East News

 

  • Prymas Polski abp Wojciech Polak - decyzją biskupów - zakończył działalność przy tworzeniu komisji niezależnych ekspertów ds. wykorzystania seksualnego małoletnich;
  • Przewodniczącym nowej komisji został bp Sławomir Oder;
  • "Myślę, że jest to decyzja bardzo, bardzo rozczarowująca - i dla osób skrzywdzonych przez Kościół i dla osób, które zwyczajnie upominają się o jakąś sprawiedliwość" - mówiła w tokfm.pl Monika Białkowska, dr teologii fundamentalnej, prowadząca wideopodcast "Wycinki z końca świata". Autorka książek m.in. "Siostry. O nadużyciach w żeńskich klasztorach" i "Połamany celibat";
  • Dr Białkowska jest jedną ze współorganizatorek akcji "Kamienie mówić będą", która zachęca do przynoszenia kamieni z cytatem Ewangelii i nazwiskiem biskupa pod kurie w całej Polsce. "Jeżeli biskupi nie głoszą Ewangelii, to ktoś musi ją głosić. Jeżeli oni zaprzeczyli Ewangelii, to ktoś tym bardziej musi ją głośno wykrzyczeć" - zaznaczyła.

 

Biuro prasowe Episkopatu poinformowało w czwartek, że prymas Polski abp Wojciech Polak nie będzie już odpowiedzialny za stworzenie Komisji niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystania seksualnego osób małoletnich w Kościele. Zadanie to biskupi powierzyli biskupowi gliwickiemu Sławomirowi Oderowi. Na powstanie komisji będzie więc trzeba jeszcze poczekać, choć biskupi obiecali ją w marcu 2023 roku.

Osoby skrzywdzone w Kościele nie kryją zawodu. - Wszystko wskazuje na to, że komisja w pierwotnym kształcie po prostu nie powstanie. Czuję się bardzo rozczarowany, wręcz oszukany - powiedział Jakub Pankowiak w rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną .

'Błędy mogą kosztować życie ludzi'. Ta katastrofa już w Polsce ruszyła

 

"Dostaliśmy jasny sygnał, że biskupi będą grali na czas i woli rozliczania w nich nie ma"

 

Podobne emocje towarzyszą publicystce katolickiej Monice Białkowskiej. - Myślę, że jest to decyzja bardzo, bardzo rozczarowująca - i dla osób skrzywdzonych w Kościele, i dla osób, które zwyczajnie upominają się o jakąś sprawiedliwość, o prawdę, o zadośćuczynienie dla tych, którzy zostali skrzywdzeni. Nie była to, z tego, co wiemy, decyzja abp. Polaka, który się wypisał z całej tej historii. Raczej chodziło o to, że to biskupi nie mieli woli doprowadzenia do utworzenia takiej komisji, na jakiej zależało biskupowi Polakowi. Więc myślę, że dostaliśmy bardzo jasny i czytelny sygnał, że biskupi będą nadal grali na czas i że tej woli rozliczania w nich nie ma - wskazała w rozmowie z tokfm.pl dr teologii fundamentalnej i prowadząca wideopodcast "Wycinki z końca świata".

Skrzywdzeni w Kościele chcą zawieszenia abp. Wojdy. 'Oficjalnie nie wiemy nic'

Jak dodała, najbardziej jednak w tej sytuacji współczuje osobom skrzywdzonym w Kościele. - Bo nie ma chyba jaśniejszego sygnału, który biskupi mogli im wysłać. Nie można było w wyraźniejszy sposób powiedzieć tym ludziom: "Dajcie nam święty spokój" - oceniła.

Autorka książek m.in. "Siostry. O nadużyciach w żeńskich klasztorach" i "Połamany celibat" tłumaczyła, że spór biskupów wokół komisji dotyczył tego, jak ma ona wyglądać. A przede wszystkim, jakimi latami się zajmować - czy to ma być komisja wyłącznie historyczna, czy badająca również bieżące sytuacje i to, czy dzisiaj biskupi też jakichś nadużyć nie tuszują.

- Już przy ostatnim, marcowym, zebraniu Konferencji Episkopatu Polski doszło do takiego spięcia, które było widoczne nawet dla nas, którzy nie mamy wstępu do środka. Kiedy prymas Polak konsekwentnie mówił, że to po prostu ma być komisja, która bada te sprawy, a biskupi przez rzecznika KEP wskazywali, że to jest tylko komisja historyczna. Także Rada Prawna KEP zakwestionowała dotychczasowe prace prymasa, mówiąc m.in., że nie godzi się, żeby jakaś komisja przesłuchiwała biskupów - relacjonowała Białkowska.

- Więc wyraźnie było widać ten konflikt i taką obronę biskupów. W tej chwili wyszło na to, że jednak ta asekuracyjna większość wygrała. Prymas został od tej komisji odsunięty. Nie wiem, jak sprawdzi się w tej roli biskup Oder. Wiem, że już mówi, że nie może nakreślić horyzontu, kiedy ta komisja może powstać, że dopiero wchodzi w te prace. Poza tym nie zasłynął dotychczas jako ktoś, kto mocno konsekwentnie i głośno staje w obronie skrzywdzonych. Nie jest to więc człowiek, który był wybrany jako ktoś naturalny i najbardziej przejęty tą sprawą - stwierdziła teolożka.

Pokrętne tłumaczenia Kościoła. 'Chodzi o to, żeby nie płacić'

 

Świeccy protestują przeciwko decyzji biskupów. "Kamienie wołać będą"

 

Dr Białkowska nie chce jednak stać bezczynnie wobec tej sytuacji. - Od razu po komunikacie Konferencji Episkopatu Polski spontanicznie zrodziła się akcja, którą nazwaliśmy "Kamienie wołać będą". Zaproponowaliśmy wszystkim, dla których ta sprawa jest ważna, żeby użyć kamieni, ale nie w sensie przemocy, tylko w sensie ewangelicznym. W Ewangelii kamienie nie służą do tego, żeby rzucać nimi w kogokolwiek, ale do tego, żeby głosić i upominać się o prawdę i mówić o Bogu tam, gdzie ludzie milczą. Więc jeżeli biskupi nie zabierają głosu w obronie skrzywdzonych, jeżeli nie słuchają też naszego głosu, jeżeli wyrzucają maile ze skrzynek pocztowych i nikt się tym nie przejmuje, to chcemy, żeby zobaczyli te kamienie. Dlatego prosimy, żeby na kamieniach napisać, najlepiej w trwały sposób, słowa z Ewangelii: "Wszystko, coście uczynili jednemu z braci moich najmniejszych, mnieście uczynili" oraz imię i nazwisko biskupa - wskazała.

Kamienie te można zanieść pod kurię lub wysłać pocztą. - To może się wydawać prostym znakiem, nawet infantylnym. Ale z tym kamieniem nie ma co zrobić, tego się nie wyrzuci ze skrzynki mailowej, nie schowa w piwnicy, nie wyrzuci się na pole, bo tam jest imię biskupa. A kiedyś, to jest taka moja myśl, jak archeolodzy te kamienie znajdą i odczytają ten napis, to będzie świadectwo dla potomnych. I niech te kamienie przed kuriami leżą, niech ich będzie jak najwięcej, bo tam, gdzie milczą ludzie, tam będą wołać kamienie i kamienie, będą się upominać o prawdę i o sprawiedliwość - mówiła Białkowska.

Nie jest to jednak pierwszy raz, gdy różne osoby świeckie zwracają się w tej sprawie do biskupów. Do tej pory jednak ignorowali oni czy listy otwarte, czy akcję z bucikami wiszącymi na kurialnych bramach. Zdaniem dr Białkowskiej takie reakcje wciąż jednak mają sens. - Być może nie zmienią zachowań biskupów, ale ocalają nasze sumienie. Nie wolno być obojętnym - zaznaczyła.

Jak wyjaśniła, za tymi działaniami stoją różne grupy ludzi. - Przy każdym momencie bezradności ktoś inny nie wytrzymuje i mówi: "Dość". Kiedy w czwartek odbierałam głosy: "Ja już nie chcę", to mnie się włączyło coś przeciwnego. Jeżeli biskupi nie głoszą Ewangelii, to ktoś musi ją głosić. Jeżeli oni zaprzeczyli Ewangelii, to ktoś tym bardziej musi ją głośno wykrzyczeć. To nie jest głos, który może umrzeć w świecie, i mnie to tym bardziej mobilizuje. Jeżeli widzę, że biskupi się od Ewangelii odwracają, to ja będę tę Ewangelię przypominać. Ja, może następni, a jak nie będę miała siły, to przyjdą jeszcze następni, w to wierzę - podsumowała dr teologii fundamentalnej.