"Harry Potter to narzędzie szatana, a jogę wymyśliły demony". Historia "guru od diabłów"
"Nawet w Watykanie nie był kochany - egzorcysta w strukturach kościelnych to jak hydraulik w filharmonii. Potrzebny, ale lepiej, żeby nie było słychać jego narzędzi. Zresztą sam pisał, że proboszczowie nie chcą go mieć w parafii, bo opętani krzyczą. A on się uparł: każda diecezja powinna mieć swojego egzorcystę - jak weterynarza, tyle że do dusz". Jednym z bohaterów książki Artura Nowaka i Stanisława Obirka "Skandale Watykanu. Władza, sekrety i upadek papieskiego dworu" jest o. Gabriele Amorth.
Poniższy fragment pochodzi z książki autorstwa Artura Nowaka i Stanisława Obirka pt. "Skandale Watykanu. Władza, sekrety i upadek papieskiego dworu", która ukaże się 11 sierpnia 2026 roku nakładem wydawnictwa Prószyński Media.
(...) Żył dziewięćdziesiąt jeden lat. Zmarł w 2016 roku. To postać jakby żywcem wyjęta ze średniowiecza. W trakcie wywiadów opowiadał nieprawdopodobne absurdy. Aż dziw bierze, jak wiele osób zwiodły. Na spotkania przychodził obwieszony atrybutami swojej dziwacznej sławy - skórzaną torbą, w której trzymał nie tylko książki przetłumaczone rzekomo na dziesiątki języków, ale też osobliwą kolekcję: gwoździe, śrubki, kawałki metalu i szkła. Twierdził, że wszystkie te rzeczy zostały wyplute albo wydalone przez osoby opętane podczas odprawianych przez niego egzorcyzmów. Lubił liczyć - wszystko musiało być skatalogowane i nazwane: liczba demonów, które "wypędził", liczba artykułów na jego temat, kilogramy złomu "pozyskanego" podczas seansów. Utrzymywał, że niektóre metalowe fragmenty pojawiały się dosłownie znikąd nagle przy ustach lub w okolicach odbytu bez krwi, śliny i innych śladów obecności w ciele. Według niego medyczne prześwietlenia nic by nie wykazały, bo "materia" zjawiała się dopiero w momencie "wyjścia". Ludzie, których "oczyszczał", mieli skarżyć się na ból w jelitach, który jakoby poprzedzał te cudowne zjawiska.
Nazwać go zwykłym atencjuszem to jak nie powiedzieć nic. To właśnie z ducha Amortha - jego sławy, obsesji i medialnej buty - wyrosła cała szkoła nowoczesnych egzorcystów, zwłaszcza w Polsce. Tu jego dziedzictwo ma się świetnie. Oto egzorcysta z Bydgoszczy ksiądz Gutmajer, który wypędzał demona skarpetką Jana Pawła II. Według relacji "Gazety Krakowskiej" szatan miał wykrzyknąć: "Weź tego Janka, śmierdzi!". W Radecznicy nad sześciomiesięcznym dzieckiem odprawiano egzorcyzmy - jego płacz przypisano działaniu czarownicy. W Gdańsku spalono maski z Afryki i parasolki z Hello Kitty, bo ksiądz Jarosiewicz uznał, że były one "furtką dla złego ducha". Ale w Polsce egzorcyzmowano nie tylko ludzi, także fidget spinnery. Ostrzegano przed tatuażami jako kanałem "paktu z diabłem". Demon miał nawet czaić się w psychoterapii. Według niektórych egzorcystów kobiety stanowią dziewięćdziesiąt procent opętanych.
To wszystko - bez większego zaskoczenia - łączy się z postacią Gabriele Amortha. To on stworzył mitologię nowoczesnego egzorcysty jako wojownika zła, posłańca piekielnych struktur i samozwańczego rzecznika diabła. W jego teologii nie było miejsca na metaforę - szatan miał hierarchię, rekwizyty i plan działania. Diabeł nie był już symbolem zła, ale realnym bytem, który psuje elektronikę, uszkadza kserokopiarki i dręczy świętych kijem.
Urokowi włoskiego egzorcysty uległ sam Dominik Tarczyński. Tak, tak. Ten sam Tarczyński, który na widok Madonny reaguje jak średniowieczny mnich na sabat czarownic: spazmami moralnej histerii, modlitwą do świętego Michała Archanioła i obowiązkowym zrywem homofobicznego kazania w stylu "kiedyś to byli papieże, a dziś to drag queen w katedrze!". Do historii przeszedł jego popis na platformie X, kiedy stanął w obronie Trumpa, którego skrytykowała piosenkarka: "Idź się pie*****ć, tak jak robisz to na scenie dla pieniędzy". W wywiadzie z 2012 roku, który wygląda jak połączenie notatnika siódmego księdza z prawego końca ławki z forum o UFO, Tarczyński deklaruje z powagą, że jego film o ojcu Amorcie to nie "tania sensacja". Nie, to misja. Oczywiście. Bo jak ktoś wierzy, że szatan siedzi w windzie i robi blackouty w Watykanie, to nie kręci filmów - on prowadzi duchową walkę.
Powiedzmy więc to głośno: Tarczyński, bojownik o moralność publiczną, tropiciel Madonny i tęczowego lobby, sam uległ kultowi gościa, który twierdził, że Harry Potter to narzędzie szatana, a jogę wymyśliły demony. Człowiek walczący z "lewacką ideologią" i "neomarksizmem kulturowym" padł na kolana przed włoskim egzorcystą, który rozmawia z Lucyferem przez magnetofon.
Amorth, guru od diabłów, za życia napisał szereg książek na temat rzekomych wpływów złego ducha. Uwielbiający kamery, wywiady i splendor, zbudował na diable prawdziwą karierę. Międzynarodowe Stowarzyszenie Egzorcystów, którego był współzałożycielem, to legendarna kuźnia kadr dla wybranych, by w tajemnej sztuce walki z diabłem nie ulegli pokusom.
W czasach, gdy Kościół tonął w papierologii, on rozmawiał z demonami jak z dawnymi kolegami z seminarium. W Wyznaniach egzorcysty pisał: "To nie Bóg stworzył piekło. My sami je uczyniliśmy. On o nim nawet nie pomyślał". Amorth nie był zdumiony. On już wiedział, że piekło ma własny PR, a demony to nie bezkształtne masy ciemności, tylko hierarchiczna struktura z Tronu, Zwierzchności i Panowań. Dosłownie: diabelska korporacja z działem zarządzania duszami. Jako ksiądz nie znosił nudy. Wierzył, że jego misja to nie tylko duszpasterstwo, ale prawdziwa wojna - nie metaforyczna. Opętani krzyczeli, rzucali przedmiotami, mówili językami, których nigdy się nie uczyli, a on to wszystko notował z cierpliwością kronikarza oblężonej Jerozolimy. "Czasem zmusza się do uklęknięcia także opętanego" - pisał spokojnie o sztuczkach szatana.
Był uczniem legendarnego egzorcysty Candida Amantiniego, który przez trzydzieści sześć lat walczył z diabłem w Rzymie i przyjmował od sześćdziesięciu do osiemdziesięciu osób dziennie. Amorth uczył się od niego jak terminator u zakonnika Jedi. A potem przejął pałeczkę - a raczej kropidło. Jego gabinet przypominał biuro interwencji duchowych. Pisał, że odwiedzali go ludzie z Niemiec, Hiszpanii, Anglii, bo u siebie nie mogli znaleźć egzorcysty. Czyli klasyczny import usługi - jak z czosnkiem czy fryzjerem, tylko że duchowym. Był głęboko przekonany, że złe duchy napadają też na przedmioty, domy i zwierzęta. "Napady diabelskie" - nazywał to. W świecie Amortha szatan nie tylko szeptał do ucha. On potrafił uszkodzić odkurzacz albo rozdrażnić kota.
Jego książki były relacjami z frontu. Dla jednych naiwne, dla innych fascynujące. W Polsce tłumaczono je z nabożną powagą, choć - nie oszukujmy się - miejscami przypominały skrypt do spin-offu Egzorcysty z Willem Smithem w roli papieża. Miał obsesję na punkcie opętania. Jeśli nie działały leki - działała woda święcona. Gdy psychiatrzy mówili "nerwica", Amorth słyszał "diabeł". Freud? Dla niego to tylko "hierofant świata niewierzących", a prawdziwe źródła zła były duchowe, nie neurochemiczne. "Szatan działa przez bałwochwalczy kult seksu" - pisał.
Diabeł miał według niego nie tylko strategię, ale też gust liturgiczny: parodiował sakramenty, zakładał własne świątynie i zawierał "przymierza krwi" z czcicielami. W głowie Amortha nie było miejsca na przypadek - wszystko miało swojego ducha: anioła albo demona. Świat był polem walki. A on - dobrze umocowanym reporterem z linii frontu.
Nie wszyscy traktowali go poważnie. Nawet w Watykanie nie był kochany - egzorcysta w strukturach kościelnych to jak hydraulik w filharmonii. Potrzebny, ale lepiej, żeby nie było słychać jego narzędzi. Zresztą sam pisał, że proboszczowie nie chcą go mieć w parafii, bo opętani krzyczą. A on się uparł: każda diecezja powinna mieć swojego egzorcystę - jak weterynarza, tyle że do dusz.
Wierzył, że szatan dręczy nawet świętych. Święty Proboszcz z Ars, święty Paweł od Krzyża, ojciec Pio - według Amortha wszyscy byli bici kijami przez demony. Tak, dokładnie: biczowani przez duchy. Jego teologia cierpienia miała fizyczne obrazy: kij, rany, szarpanina. Nie metafory, ale realne bójki z piekłem.
Oczywiście kiedy jeszcze Amorth żył, nie było skuteczniejszego pogromcy demonów. To rekordzista. Jak on liczył te wszystkie diabły, które wypędzał? Liczba odprawionych przez niego rytuałów rosła w przerażającym tempie. W pewnym momencie osiągnęła sto sześćdziesiąt tysięcy egzorcyzmów. Wcześniej, kiedy doszedł do trzydziestu tysięcy, profesor prawa kanonicznego Edward Peters wyraził zdziwienie, czy to aby w ogóle jest możliwe ze względu na czas do tego potrzebny. No, ale Amorth sprytnie to wyjaśnił. Stwierdził, że jedna osoba może być opętana przez tysiąc demonów, co upraszcza walkę z siłami nieczystymi.
No i oczywiście zapisał się szeregiem błyskotliwych stwierdzeń. Jego zdaniem na przykład przypadki wykorzystywania seksualnego w Kościele katolickim były wynikiem działania demonów na księży, którzy "nie byli opętani, ale raczej kuszeni przez diabła". No jasne. Pewnie te wszystkie wyrachowane dzieci, które wpadły w ręce tych biednych kapłanów, dokonały na nich wręcz gwałtu. Twierdził też, że Halloween "to oddawanie hosanny diabłu: jeśli jest czczony, nawet jeśli tylko przez jedną noc, myśli, że ma prawa do osoby". No i oczywiście potępił modę na Orient. "Pozornie nieszkodliwe orientalne praktyki, takie jak joga, są podstępne i niebezpieczne. Myślisz, że robisz je w celach kojących, ale prowadzą one do hinduizmu". Wszystkie religie Wschodu opierają się na fałszywej wierze w reinkarnację.
Według egzorcysty nie tylko Hitler i Stalin byli opętani przez diabła, ale i niektórzy kardynałowie nie wierzą w Jezusa. Ponoć są związani z demonem. Twierdził też, że homoseksualizm nastał z rozwojem internetu i telewizji. Amorth uwielbiał występować w roli biegłego od diabłów. Wyjaśnił pochód złego ducha, który napada na bogu ducha winnego katolika. To opętanie, czyli moment, w którym szatan "przenika do ciała opętanego". Opętany posługuje się mocą złego ducha, zna przyszłość, ma wiedzę tajemną i posiada nadludzką siłę. Ale Amorth daje radę. Mówi, że czasami potrzebuje pomocy nawet pięciu osób, aby utrzymać opętanego.
Twierdził, że mniejsze zło, które może nas spotkać, to dręczenie. To sytuacja, kiedy diabeł nie wchodzi bezpośrednio w ciało człowieka, ale niepokoi go z zewnątrz. No i podaje przykład ojca Pio, którego diabeł nawet z łóżka rzekomo wyrzucał i nie dawał biedakowi spać. Nieco bardziej subtelne jest kuszenie: diabeł sprawia, że ludzie mają problemy w pracy, w miłości. Wreszcie czwarty typ nękania to atak diabła na przedmioty, domy, a nawet zwierzęta. (...)
Quiz: Trudny quiz o wydarzeniach mijającego tygodnia. Sprawdź, czy śledzisz newsy uważnie!
Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!
Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.
Promocje nie łączą się.
Posłuchaj:
Polska jest światową potęgą, jeśli chodzi o wypędzanie szatana. Wyprzedzają nas tylko Włosi. A zawdzięczamy to nie komu innemu jak papieżowi Janowi Pawłowi II. Po jego słowach wypowiedzianych pod koniec lat 90., że w każdej diecezji powinno być kilku egzorcystów, Polska nagle stała się masowo opętana przez demona. Bo taki chyba wniosek należy wysnuć z faktu, że w ostatnich dekadach egzorcystów przybyło w naszym kraju lawinowo. Gościem Marty Zdanowskiej w "Tajemnicach Kościoła" być Szymon Piegza, dziennikarz i autor reportażu "Mieli nas za opętanych. Historia nadużyć egzorcystów".