Nauczyciele będą protestować. Lepper: Naszym celem jest wymuszenie na rządzących, aby dotrzymali słowa
- Zdaniem Związku Nauczycielstwa Polskiego rząd nie robi nic, by poprawić warunki pracy nauczycieli;
- Związkowcy domagają się dziesięcioprocentowych podwyżek od września, a potem także uzależnienia wynagrodzeń od średniej pensji w kraju;
- Wśród możliwych form protestu wymieniają m.in. demonstrację w Warszawie.
24 czerwca Zarząd Główny Związku Nauczycielstwa Polskiego podejmie decyzję o rozpoczęciu akcji protestacyjnej. Powodem są niezadowalające działania rządu w sprawie poprawy warunków pracy nauczycieli, w tym wynagrodzeń i nowelizacji Karty Nauczyciela.
Chodzi o dotrzymanie słowa
- Najprawdopodobniej może to być pikieta bądź demonstracja w Warszawie, ale nie wykluczamy różnego rodzaju innych form protestu, również w mediach społecznościowych czy przestrzeni wirtualnej - mówił w "Wywiadówce" Szymon Lepper, nauczyciel języka angielskiego i historii oraz członek zarządu ZNP z okręgu pomorskiego.
Krzysztof Horwat dopytywał, czy forma protestu nie zagrozi pracy szkół i nie odbije się na uczniach. - Protest nie jest prostą rzeczą. Naszym celem nigdy nie jest zaburzanie tego, jak placówka pracuje, ale wymuszenie na rządzących, aby dotrzymali słowa. O to tutaj chodzi - podkreślił Lepper.
- Mam wrażenie, że niezmiennie, odkąd jestem nauczycielem, a jestem od roku 2011, mamy problem z szacunkiem do nauczycieli od rządzących, niezależnie od tego, z jakich partii pochodzą - stwierdził gość TOK FM.
Nie rozmawiać o zarobkach
Nauczyciele się buntują, bo jak twierdzą, resort edukacji nie realizuje obietnic. Związkowcy domagają się dziesięcioprocentowych podwyżek od września, a potem także uzależnienia wynagrodzeń od średniej pensji w kraju. Walczą też o uregulowanie kwestii zapłaty za godziny nadliczbowe, w tym udział w wycieczkach.
- Najważniejszą sprawą, która wymaga pilnego rozwiązania jest kwestia zarobków nauczycieli - podkreślił Lepper. Dodał, że projekt obywatelski "Godne płace", który jest już w Sejmie, nie jest procedowany. - Cały pomysł polega na tym, abyśmy więcej w przyszłości nie rozmawiali o zarobkach nauczycieli, ale żeby były one stabilnie powiązane ze średnią pensją. To rozwiązanie możliwe do wprowadzenia - dodał.