Zamiast dachówek - dwie płachty. Mieszkańcy domu dziecka potrzebują pomocy
- Wszędzie rozstawione są miski i wiadra, do których łapiemy wodę. Prześwity są tak duże, że aż razi słońce. To gigantyczne dziury do nieba. Staramy się tu nie wchodzić, bo każdy ruch sprawia, że dachówki się osuwają - oprowadzając po strychu opowiada reporterce TOK FM siostra Agata Wójcik.
Dom dziecka "Wiosna" prowadzony jest przez Zgromadzenie Sióstr Szkolnych de Notre Dame. To właściwie wielofunkcyjna placówka opiekuńczo-wychowawcza. Trafiają tam dzieci najmłodsze, nawet kilkudniowe. Najstarszy z podopiecznych ma 12 lat.
Sześcioletnia Sara wie, że spadające dachówki są dla niej ogromnym zagrożeniem. - Nie mogę chodzić wokół domu, nie mogę też jeździć tam na rowerze. W każdej chwili może coś spaść i zrobić mi krzywdę, na przykład rozbić głowę - opowiada dziewczynka. Dzieci nauczyły się, że zanim wyjdą z budynku muszą patrzeć w górę. - Sprawdzamy, czy nic nie leci - tłumaczą.
Na odnowienie dachu potrzeba pół miliona złotych. - Jest w tak złym stanie, że nie można go już naprawiać. Trzeba go w całości wymienić. Musimy się spieszyć i zacząć jak najszybciej. Już jedną zimę dzieci przetrwały pod dziurawym dachem. Nie możemy pozwolić, żeby to się powtórzyło - wyjaśnia siostra Agata.
W czwartek, 10 czerwca, w kościele garnizonowym we Wrocławiu dla dzieci z Krzydliny zagra Stanislaw Sojka. W sobotę w Filharmonii Wrocławskiej odbędzie się Kameralna Wielka Improwizacja Kabaretowa. Każdy bilet jest dobroczynną cegiełką, a właściwie ... dachówką dla domu dziecka w Krzydlinie Małej.