Sąd w Poznaniu wydał wyrok na osiedlowe boisko. Wśród mieszkańców zawrzało. "Kuriozalna sprawa"
Strzeszyn to peryferyjne osiedle w Poznaniu, które jeszcze kilkanaście lat temu przypominało urokliwą podmiejską wieś. Teraz to już liczące blisko 20 tysięcy mieszkańców nowoczesne osiedle, zmagające się z tymi samymi problemami, co większość podobnych terenów. Niewiele jest tu sportowych boisk czy placów zabaw, a mieszkańców wciąż przybywa. Dlatego wszystkie obiekty, na których można pograć w piłkę nożną czy koszykówkę, są tu na wagę złota.
1 sierpnia na część mieszkańców willowej części osiedla padł blady strach. Tego dnia Sąd Rejonowy Poznań-Grunwald ogłosił wyrok w sprawie boiska, które znajduje się na terenie rekreacyjno-sportowym należącym do miasta. Co ważne - przeznaczenie tego terenu zostało ujęte w miejskich planach zagospodarowania przestrzennego i to miasto kilka lat później pobudowało tu plac do gier. Zrobiło to zresztą na skutek decyzji kilku tysięcy mieszkańców osiedla, którzy wybrali ten projekt w Poznańskim Budżecie Obywatelskim.
Jednak grupa osób, której przeszkadzały hałasy dochodzące z placu, skierowała sprawę do sądu. Wszystko ciągnęło się przez dwa lata. Ostatecznie sąd boisko kazał usunąć.
"Sąd nakazuje pozwanemu likwidację boiska położonego przy ulicy Jacka Kaczmarskiego w Poznaniu przez nakazanie pozwanemu demontażu koszy do gry w koszykówkę, bramek do gry w piłkę nożną, nawierzchni boiska, a także ogrodzenia i oświetlenia oraz umieszczenia tam informacji o zakazie gry w piłkę" - odczytała na spotkaniu radna Dominika Zenka-Podlaszewska.
Co na to mieszkańcy?
Decyzja sądu wywołała oburzenie części mieszkańców. Jak mówili, nie wyobrażają sobie wyburzenia tego, na co jeszcze niedawno głosowali w budżecie obywatelskim.
- Czy pana zdaniem na boisku mamy ćwiczyć jogę? Gdzie ta młodzież ma iść, na ulicę? Jestem za tym, żeby budować, a nie burzyć - mówił pan Zbigniew, który mieszka 100 metrów od spornego placu.
- Boisko zostało wybudowane zgodnie z prawem, według istniejącego planu zagospodarowania przestrzennego - podkreślała z kolei Małgorzata Bogusławska. Radna osiedla Strzeszyn wspominała też, że realizowano wszelkie działania, aby ograniczyć hałas z boiska. - Prowadziliśmy rozmowy z grupą osób, która nie chce tego obiektu w swoim sąsiedztwie. Posadziliśmy wokół sporo drzew. Zmieniliśmy regulamin i pilnujemy, aby w czasie ciszy nocnej pojawiała się tu straż miejska. Ta zresztą nie interweniowała tu nigdy w związku z hałasami, bo rada osiedla natychmiast byłaby o tym powiadomiona - dodała.
Pełnomocnik grupy osób, która pozwała miasto, mówi jednoznacznie, że o wyroku sądu zdecydowały ekspertyzy biegłych sądowych. - Na początku sierpnia doszło do wydania wyroku nakazującego likwidację boiska przy ulicy Kaczmarskiego w Poznaniu. Sąd podzielił argumentację właścicieli sąsiednich nieruchomości, uznając, że dochodzi do rażącego przekroczenia dopuszczalnych poziomów hałasu. Poparł swoje orzeczenie na badaniach wydanych przed dwóch biegłych sądowych. Wyrok odbierany jest pozytywnie, jednak jest nieprawomocny, oczekuje na uzasadnienie pisemne - poinformował Jakub Ceranek.
Mieszkańcy broniący boiska mówią o trzeciej ekspertyzie poziomu hałasu, która miała być wykonana już nie na zlecenie sądu. Wskazują, że badanie przeprowadzono w pierwszy dzień wakacji. - Wtedy wiadomo, że cicho nie będzie. Dajmy ludziom żyć, dajmy żyć młodzieży i dzieciom. To jest tak kuriozalna sprawa, że ręce opadają. Nie wiem, co mam powiedzieć więcej - mówił mi jeden z mieszkańców, który mieszka obok boiska. Jak podkreślał, widzi wręcz kolejki, które ustawiają się, by z niego skorzystać.
Spora grupa mieszkańców jednoczy się w obronie boiska. Osiedlowi radni proszę o pomoc prezydenta miasta i apelują, by ten odwołał się od wyroku. Obie strony oczekują też na uzasadnienie nieprawomocnego orzeczenia, którego wydanie może potrwać kilka tygodni.