Afera w poznańskim zoo. Ewa Zgrabczyńska miała złamać prokuratorski zakaz
- Jestem osobą niewygodną dla wielu: dla polityków w mieście, dla futrzarzy, dla myśliwych, dla wszystkich osób, które krzywdzą zwierzęta, a najbardziej dla tych, którzy mają tutaj swoje układy. Chodzi o to, żebym przestała być dyrektorem zoo w okresie przedwyborczym - powiedziała Ewa Zgrabczyńska (zgodziła się na podawanie wizerunku).
Popularna dyrektorka poznańskiego ogrodu zoologicznego usłyszała zarzuty prokuratorskie, o czym pisaliśmy tu. Śledczy zarzucają jej m.in. przekroczenie uprawnień funkcjonariusza publicznego i działanie na szkodę miasta. Dyrektorka w poniedziałek została zatrzymana. Poinformowała, że w kajdankach doprowadzono ją do prokuratury. Wcześniej - jak mówiła - nie pozwolono jej się umyć, przebrać, zabrać leków czy skorzystać z toalety. W jej opinii nic nie uzasadniało takich działań.
- Naruszono moje prawa człowieka. Oczywiście zostanie złożona skarga na tego typu postępowanie (...). Byłam i jestem w pełni dostępna nie tylko pod telefonem, w pracy, w miejscu zamieszkania. Przyjechano po mnie w momencie, kiedy byłam na zwolnieniu lekarskim, o czym urząd miasta był powiadomiony. Byłam w trakcie sprzątania moim zwierzakom: brudna, umorusana, cuchnąca zwierzęcymi odchodami - powiedziała.
Ewa Zgrabczyńska nie zgadza się z zarzutami
Ewa Zgbraczyńska ze stawianymi jej zarzutami się nie zgadza. - Są nieprawdziwe, chybione. Nie są oparte na faktach i będę tego starała się dowodzić. Jestem spokojna i będę pozwalała prokuraturze na spokojną pracę - powiedziała. - Nie przyjęłam jakichkolwiek pieniędzy, jakichkolwiek korzyści majątkowych. Nie jestem też Robin Hoodem: nie zabieram zwierzętom, żeby dać zwierzętom. Nie zabieram bogatemu miastu Poznań, żeby dać ubogiemu azylowi Ewy Zgrabczyńskiej - przekonywała dalej.
Ewa Zgrabczyńska potwierdziła też, że we wtorek próbowano jej wręczyć wypowiedzenie, mimo że urząd był powiadomiony, że jest na zwolnieniu lekarskim. Powiedziała, że gdy po jej powrocie do zdrowia prezydent miasta nadal będzie chciał ją zwolnić, to przyjmie wypowiedzenie.
PiS pokazał kandydata w Poznaniu. Jaśkowiak pokpiwa. 'Dzwonią i pytają, kto to jest'
Ewa Zgrabczyńska. Jakie zarzuty?
Według ustaleń śledczych Zgrabczyńska nadużyła swoich uprawień i doprowadziła samorząd Poznania do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w łącznej kwocie co najmniej 100 tys. zł. Podejrzana miała potwierdzić wykonanie na rzecz zoo usług, które nigdy nie zostały zrealizowane. Miała korzystać ze służbowego samochodu dla celów prywatnych. Kupioną na potrzeby zoo karmę, szczepionki i lekarstwa przeznaczała dla będących jej własnością zwierząt. Miała zlecać zatrudnionemu w ogrodzie zoologicznym weterynarzowi przeprowadzenie zabiegów medycznych jej czterech szopów i dwóch psów.
Śledczy ustalili, że dyrektorka dwukrotnie poświadczyła nieprawdę w dokumentacji ogrodu zoologicznego. Miała też działać na szkodę swoich wierzycieli, ukrywając na rachunku bankowym innej osoby zagrożone zajęciem komorniczym pieniądze z utworów literackich. Ponadto miała polecić pracownikowi zoo złożenie nieprawdziwych zeznań i zatajenie prawdy o znanych mu nieprawidłowościach.
Śledztwo cały czas trwa. - Wiem od pani prokurator, że nie wyklucza możliwości rozszerzenia zarzutów stawianych pani dyrektor. Cały czas gromadzone są dowody - powiedział prokurator Łukasz Wawrzyniak. - Będziemy też oczywiście weryfikowali to, co w swoich obszernych wyjaśnieniach podejrzana nam przekazała - dodał.
Poznań. Plac zabaw za miliony regularnie stoi w wodzie. Wreszcie jest szansa na naprawę
Złamała policyjny zakaz?
Poznańska "Wyborcza" podała, że Ewa Zgrabczyńska - mimo zakazu - telefonowała do pracowników zoo. Jeden z nich miał poinformować o tym policję. Informację tę potwierdził młodszy inspektor Andrzej Borowiak, rzecznik prasowy wielkopolskiej policji. - Mamy to udokumentowane. Przekażemy nasze ustalenia prokuraturze - powiedział.
- Nie dzwonię do świadków. Nie wiem nawet, kto jest świadkiem, bo nie widziałam akt. Do pracowników też nie dzwonię. To pracownicy dzwonią do mnie - skomentowała tę sprawę Zgrabczyńska.
Co na to władze Poznania?
Poznański magistrat poinformował, że po otrzymaniu szczegółowej treści postawionych przez prokuraturę zarzutów prezydent Poznania zdecydował o rozpoczęciu procedury rozwiązania umowy o pracę z dyrektorką ogrodu zoologicznego. Bezpośrednią przyczyną jest utrata zaufania do pracowniczki, jego powodem są postawione zarzuty - tak poważne, że ich skala nie pozwala na oczekiwanie na zakończenie postępowania przez prokuraturę. Miasto podkreśliło ponadto, że zoo było w ostatnich latach najczęściej kontrolowaną jednostką miejską.
Cała sprawa stała się przy okazji tematem trwającej kampanii wyborczej. Kandydat Zjednoczonej Prawicy na prezydenta miasta Zbigniew Czerwiński powiedział w środę PAP, że pozostawienie Zgrabczyńskiej na stanowisku, mimo coraz większej liczby pojawiających się wobec niej zarzutów, świadczy o poziomie zarządzania Jaśkowiaka. Jego zdaniem prezydent ponosi polityczną odpowiedzialność za powstałą sytuację.
- To nie jest tak, że Jacek Jaśkowiak jest wyjątkowo cierpliwy i wszystkie osoby, w stosunku do których pojawiały się zarzuty, a nie były potwierdzone zarzutami prokuratorskimi, zostawiał na stanowisku. Było sporo takich osób, które zostały nakłonione do porzucenia stanowiska. Problem ogrodu zoologicznego nasz radny Michał Grześ stawiał od wielu lat. Kuriozum było doprowadzenie do tego, że nasze zoo zostało wykluczone z federacji zrzeszającej najważniejsze ogrody zoologiczne - powiedział polityk PiS.
Źródła: PAP, poznan.wyborcza.pl, własne