"W imię Boże na bruk". Co będzie z mieszkańcami działek od kurii?
- Wraz ze wzrostem intensywności działań prowadzonych przez firmę rozbiórkową, niepokój mieszkańców Osiedla Maltańskiego w Poznaniu narasta;
- Zarządca terenu przekazał, że "osoby, które podjęły dialog z zarządcą i złożyły wnioski o przyznanie mieszkań od miasta, objęte są szczególnymi porozumieniami". Zapewnia, że lokatorzy mogą pozostać na terenie osiedla do czasu otrzymania kluczy do nowego lokalu;
- Nie wszyscy mieszkańcy zdecydowali się jednak na kontakt z zarządcą. - Ja osobiście nie miałem okazji. Tak naprawdę czekamy na najgorsze - mówił jeden z rozmówców TOK FM, pan Piotr.
- Wieczorem, w sobotę 11 stycznia, mieszkańcy spotykają się ze swoim adwokatem.
O trudnej sytuacji mieszkańców Osiedla Maltańskiego w Poznaniu mówi się od miesięcy, ale w stolicy Wielkopolski ta sytuacja znana jest od kilkudziesięciu lat. Przez te wszystkie lata na samych działkach zmieniło się całkiem sporo. Obok pięknych zadbanych domów są mniejsze, zaniedbane i opuszczone działkowe altanki. Pustostanów jest stosunkowo niewiele. W piątkowy styczniowy poranek, przy temperaturze kilku stopni i zacinającym deszczu ze śniegiem, trudno mówić o walorach tego miejsca. Ot, zamieszkane od lat działki nad jeziorem w mieście. Można do nich dojechać tramwajem, drogą rowerową czy komunikacyjną ramą, a więc dawną wylotówką na Warszawę. Moją uwagę zwróciło jednak kilka spraw.
Po pierwsze, na większości płotów są plakaty. Na niektórych zarzuca się chciwość kurii, na innych można przeczytać o opieszałości i niemocy miasta, a jeszcze dalej o tym, że "Maltańskie Zostaje". Wąskie, błotniste alejki akurat były zastawione kubłami na odpady. Faktycznie po grząskich dróżkach poruszała się powolutku śmieciarka i zbierała z pojemników to, co do koszy na śmieci wyrzucili mieszkańcy. Pojazd do wywozu odpadów niemal w każdej alejce mijał znaki wykonane przez lokatorów, którzy bronią tego terenu. Takich znaków nie znajdziemy jednak w kodeksie ruchu drogowego. To ręcznie wykonane zakazy ruchu koparek, które regularnie pojawiają się w tym fyrtlu (tak w Poznaniu mówimy, o jakiejś części miasta), aby szybko zlikwidować opuszczone domy czy altany po mieszkańcach, których już nad Maltą nie ma.
Kobiety 'na celowniku'. 'Pytanie nie brzmi, czy zostaniemy zgwałcone, tylko ile razy'
Wiara w ludziach wciąż jest
Pana Jana, który od ponad trzydziestu lat mieszka w domu na działce na Osiedlu Maltańskim, spotkałem w trakcie prac w obejściu. Dokładnie mówiąc, najpierw usłyszałem, że ktoś w sąsiedniej alejce tnie drzewo i poszedłem poszukać źródła tego dźwięku. Po zakończeniu cięcia pan Jan powiedział mi wprost, że o swój dom będzie walczył, bo wyprowadzić się nie ma gdzie ani za co.
Kościół siń uparł, ludzie muszą się wynieść. 'Nie bę dziemy organizować pomocy dla wszystkich'
- Mam 1900 złotych emerytury, to gdzie ja pójdę - przekazał. - Sprawa jest w sądzie i nie wiadomo co będzie dalej. Walczymy - dodał zdecydowanie. Dopytywany, czy sobotnie spotkanie z adwokatem może przynieść przełom, odpowiedział z rezerwą. - Jak chcą nas wysiedlić, no to powinni dać jakieś mieszkanie, tak? A ja nie mam pieniędzy, żeby pójść mieszkanie kupić. Gdzie ja pójdę? Albo w rury albo do piachu - dodał.
W sąsiedniej alejce spotkałem pana Piotra. Tu rozmowa miała trochę inny charakter, bo mój kolejny rozmówca był z innego, młodszego, pokolenia.
Kościół chce wyrzucić kilkaset osób na bruk. 'Sprawa jest na ostrzu noża'
- Panie Piotrze, sytuacja jest coraz trudniejsza, bo tu obok pana niedawno rozbiórka się chyba zaczęła? - zagaiłem.
- Tutaj właściciel tego budynku już jakiś czas temu tak naprawdę się wyprowadził. Ten dom stoi pusty już dłuższy czas, no i jakiś czas temu władze administracyjne zajęły się jego rozbiórką. Ogrodziły cały teren no i zaczęło się - wskazał mieszkaniec działek.
Opisał też sytuację, w której znalazła się większość lokatorów. - Strach to jest mało powiedziane. Tak naprawdę większość mieszkańców ma teraz dramatyczną sytuację z uwagi na to, że w tym momencie miasto nie jest w stanie zagwarantować żadnego lokum zastępczego. Część osób dostała wypowiedzenie dzierżawy już w ubiegłym roku. Natomiast część z tych osób, w tym roku, bo już we wrześniu będzie musiała się stąd wyprowadzić. Nie mają się gdzie podziać. I nie chcą też zostawiać tego, co przez wiele lat budowali - dodał mój rozmówca.
- Tyle pieniędzy, ile tutaj mieszkańcy włożyli w to, co pobudowali... Ile tutaj czasu mieszkają... To, co się dzieje teraz, to jest dramat - przyznał pan Piotr.
Jest jakaś komunikacja z tym nowym zarządcą? - dopytałem.
- Ja osobiście nie miałem okazji się komunikować. Tak naprawdę czekamy na najgorsze. Czekamy na rozwój sytuacji, czy ewentualnie miasto bądź kler cokolwiek zrobi, żeby nas ratować przed tym, co nastąpi - zakończył.
Inny mieszkaniec działek, pan Marek, miał dla mnie dosłownie minutę, bo złapałem go w trakcie wyjazdu do roboty. Do radiowego mikrofonu rzucił tylko jedno zdanie. - Tu jest taka siła ludzi, że nie zdajesz sobie sprawy. To jest nie pięć czy dziesięć osób. To jest 700 osób i jesteśmy naprawdę zdeterminowani - wskazał rozmówca.
Podczas wizyty na działkach spotkałem trzy osoby, które nie chciały rozmawiać o sytuacji. Na pytanie, dlaczego, odpowiadały, że nie czują się uprawnione, bo tylko wynajmują tu mieszkania. Wielu lokatorów, ze względu na niskie ceny dzierżawy gruntu od parafii, pobudowała domy.
Codzienne przyjazdy policji?
Niepokój mieszkańców narasta w ramach wzrostu intensywności działań prowadzonych przez firmę rozbiórkową. Regularnie na miejscu pojawia się policja, aby nie doszło do gwałtownych wydarzeń.
Afera w Poznaniu. Oburzeni decyzją parafii. 'Gdzie mam umrzeć?'
Emocje rosną, choć spółka Komandoria, która z ramienia właściciela terenu (czyli poznańskiej kurii) zarządza tym terenem, wskazuje, że rozbiórki dotyczą jedynie pustostanów, które nie są objęte żadnymi umowami najmu czy dzierżawy. W przesłanym do naszej redakcji oświadczeniu zarządca informuje, że zgodnie z prawem wszystkie zabudowania na terenie osiedla są samowolami budowlanymi.
"Prace na terenie Osiedla Maltańskiego prowadzone są wyłącznie na działkach niezamieszkałych i opuszczonych. Wszystkie prace rozbiórkowe są prowadzone na podstawie stosownego zaświadczenia wydanego przez Wydział Urbanistyki i Architektury Urzędu Miasta Poznania. Dotyczą one jedynie pustostanów, które - jak wszystkie zabudowania na terenie osiedla - stanowią samowole budowlane i nie są objęte żadnymi umowami najmu czy dzierżawy. Parcele te nie są objęte żadnym postepowaniem w tym względzie - czytamy w oświadczeniu nadesłanym do naszej redakcji. Przypomnijmy, że teren osiedla przeznaczony jest w miejskich planach zagospodarowania pod zabudowę wielorodzinną.
Zarządca terenu przekazał, że "prowadzi konsekwentną politykę wobec przebywających na terenie osiedla. Osoby, które podjęły dialog z zarządcą i złożyły wnioski o przyznanie mieszkań od miasta, objęte są szczególnymi porozumieniami".
W oświadczeniu spółki podano, że na mocy tych porozumień lokatorzy mogą pozostać na terenie osiedla do czasu otrzymania kluczy do nowego lokalu. W czasie trwania procedury rozpatrywania wniosków zarządca nie będzie prowadził wobec tych mieszkańców żadnych działań.
Spółka Komandoria odniosła się też do emocji i czynów, które mają towarzyszyć pracom rozbiórkowym. "Pragniemy jednocześnie wskazać na fakty godne ubolewania w postaci eskalujących czynów niszczenia mienia firmy prowadzącej te prace przez osoby przebywające na działkach oraz fizyczne napaści na pracowników tej firmy. Są to czyny natury kryminalnej i tak też będą przez nas oceniane i zwalczane" - czytamy w oświadczeniu.
Dziś, czyli w sobotę 11 stycznia, w działkowej świetlicy mieszkańcy Osiedla Maltańskiego spotykają się wieczorem ze swoim adwokatem.