,
Obserwuj
Świat

Odsłania kulisy prac przy "dołach śmierci". "Woda nas zalewała"

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
2 min. czytania
29.07.2026 16:44

Trwają ekshumacje ofiar zbrodni wołyńskiej w Woli Ostrowieckiej i Ostrówkach. W pracach nad wydobywaniem szczątków mieszkańców nieistniejących wsi uczestniczy m.in. dr Leon Popek z lubelskiego oddziału IPN. - Trzeba było wypychać samochody, a trumienki ze szkieletami nosić po po kilkaset metrów - opowiadał w "Pierwszym programie" w TOK FM.

 Prace przy wydobyciu polskich ofiar rzezi wołyńskiej, na terenie dawnej wsi Puźniki
Prace przy wydobyciu polskich ofiar rzezi wołyńskiej, na terenie dawnej wsi Puźniki
fot. Wojciech Olkuśnik/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • dlaczego Ostrówki i Wola Ostrowiecka są jednymi z najważniejszych miejsc pamięci związanych z rzezią wołyńską;
  • czy kryzys w relacjach Warszawy z Kijowem wpłynął na współpracę polskich i ukraińskich ekspertów;
  • jakie przedmioty osobiste odnajdywane są podczas ekshumacji;
  • jak ma wyglądać ceremonia pochówku odnalezionych szczątków.

Instytut Pamięci Narodowej przedstawił we wtorek pierwszy raport z ekshumacji ofiar zbrodni wołyńskiej prowadzonych na terenie nieistniejących już wsi Ostrówek i Wola Ostrowiecka. Udział w tych pracach bierze udział gość "Pierwszego programu" dr Leon Popek z oddziału IPN w Lublinie.

Ekspert opisał, co zdarzyło się na Ostrówku i Woli Ostrowieckiej w dniu 30 sierpnia 1943 roku. Jak wskazał, mieszkańcy zostali zaatakowani nie tylko przez członków UPA, ale i "niektórych mieszkańców okolicznych wsi ukraińskich prawdopodobnie zmuszonych do tego terrorem". - No i teraz podjęliśmy szczątki z jednego dołu śmierci w Woli Ostrowieckiej, 49 osób - mówił dr Popek.

Redakcja poleca

Prowadzący audycję Szymon Kępka chciał wiedzieć, jak wygląda proces uzyskania zgody na ekshumację i co decyduje o wyborze konkretnej lokalizacji. Pytał też eksperta, jak przebiegały ekshumacje. - To jest bardzo trudna i żmudna praca. (...) Problemy były takie, że padał deszcz, woda nas zalewała, trzeba było wypychać samochody, a trumienki ze szkieletami nosić po kilkaset metrów - relacjonował ekspert z lubelskiego oddziału IPN.

Całej rozmowy Szymona Kępki z dr. Leonem Popkiem wysłuchasz tutaj:

Źródło: TOK FM