,
Obserwuj
Świat

Putin ma kłopot. "Rosjanie zaczynają powoli łączyć kropki"

2 min. czytania
29.07.2026 18:06

Coraz głośniej mówi się o nowej odsłonie mobilizacji w Rosji. Ale - jak mówiła w TOK FM Maria Domańska - "Rosjanie nie spieszą się, by iść na front". - Dodatkowo coraz więcej Rosjan chciałoby zakończenia wojny. Już nawet niekoniecznie na rosyjskich warunkach - powiedziała ekspertka z Ośrodka Studiów Wschodnich. 

Władimir Putin
Władimir Putin
fot. PAVEL BEDNYAKOV/AFP/East News
  • W Rosji widać oznaki przygotowań do możliwej mobilizacji;
  • Deficyt benzyny i rosnące ceny żywności to przyczyna niezbyt dobrych nastrojów obywateli;
  • Rosjanie zaczynają szukać opcji wyjazdu z kraju.

Były prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew oświadczył na Telegramie, że w Rosji nie ma teraz potrzeby ogłaszania nowej oficjalnej fali mobilizacji. Zapewnił, że pojawiające się na ten temat informacje, to kłamstwa, prowokacje i element ukraińskiej wojny informacyjnej. Poinformował też, że tylko w pierwszym półroczu tego roku kontrakty z armią podpisało około 200 tys. ochotników. 

- Im częściej i mocniej władze rosyjskie coś dementują, tym możemy uznać to za bardziej prawdopodobne. To trochę teoria spiskowa, ale sprawdza się w praktyce - komentowała w TOK FM Maria Domańska. Ekspertka z Ośrodka Studiów Wschodnich dodała, że w Rosji widać już oznaki przygotowań do możliwej mobilizacji. Bo o 20-30 proc. spada liczba chętnych, którzy chcą podpisywać kontrakty. 

- Ewidentnie jest problem z naborem, mimo tego, że władze stosują nie tylko szereg przymusowych metod, ale też różnych zachęt, także  finansowych. Rosną w niektórych regionach "opłaty" za podpisanie kontraktu. Próbują szukać wszelkich metod - podkreśliła w rozmowie z Anną Piekutowską. 

"Rosjanie powoli zaczynają łączyć kropki"

W ocenie gościni TOK nie znaczy to jednak, że mobilizacja zostanie ogłoszona ("koniecznie w październiku, czyli zaraz po tzw. wyborach parlamentarnych, bo to najczęstsza wersja"). Przede wszystkim dlatego, że mobilizacja jest w społeczeństwie rosyjskim bardzo niepopularna. Więc jej ogłoszenie, "to ryzyko polityczne". - Rosja zabrnęła w ślepą uliczkę i bez znaczącego zwiększenia liczby żołnierzy nie ma szans, na jakiekolwiek przełom (na froncie) - oceniła ekspertka z OSW.

- Rosjanie powoli zaczynają łączyć kropki. Widzą, że wojna, która miała być tylko w telewizorze, realnie puka do ich drzwi. Nie wszyscy jednak łączą skutek z przyczyną, czyli to, co się dzieje teraz z decyzją Putina sprzed kilku lat o rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji. Coraz dotkliwiej odczuwają jednak skutki wojny - wyjaśniła. 

A jakie są teraz największe obawy, które kształtują nastroje społeczne? To - wyliczyła Maria Domańska - ukraińskie ataki dronowe, kryzys paliwowy, bo niemal w całej Rosji jest deficyt benzyny, rosnące ceny przede wszystkim żywności i ogólne poczucie niestabilności i braku bezpieczeństwa.

W efekcie coraz więcej Rosjan próbuje sobie załatwić paszport. - Szukają opcji wyjazdu z kraju, ale nie wiemy, czy to się przełoży na dużą falę emigracji. Tak, jak miało to miejsce w 2022 roku (po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny z Ukrainą). Ewidentnie jednak Rosjanie nie spieszą się, by iść na front. Dodatkowo coraz więcej Rosjan chciałoby zakończenia wojny. Już nawet niekoniecznie na rosyjskich warunkach - podsumowała gościni "Zapytam inaczej". 

Źródło: TOK FM 

Redakcja poleca