Nowe informacje dotyczące słynnego lekarza Gorzowa. "Cała ta sprawa jest dziwna"
Dr Andrij Kaducha (zgadza się na podawanie nazwiska) jest rezydentem anestezjologii, pracuje w Wielospecjalistycznym Szpitalu Wojewódzkim w Gorzowie Wielkopolskim. Pochodzi z zajętego obecnie przez Rosję Mariupola, choć studia medyczne skończył w Charkowie. Już wtedy postanowił, że chce leczyć i pracować w Polsce, dlatego na piątym roku zaczął naukę języka polskiego i na rezydenturę trafił do Polski.
9 stycznia 2024 roku miał dyżur anestezjologiczny. Tego dnia operowano 86-letniego pacjenta, którego stan był bardzo ciężki. 27-letni Andrij miał przewieźć chorego z sali wybudzeń na oddział intensywnej terapii. Pacjent się "zatrzymał" - nie było oznak życia. Lekarz sprawdził parametry życiowe i uznał, że chory nie żyje, dlatego odłączył go od aparatury. Donos do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa zgłosił inny rezydent, z tego samego oddziału. Dr Andrij trafił do aresztu, wyszedł z niego w czerwcu, po interwencji Prokuratury Krajowej, co opisywaliśmy na naszym portalu.
Jednocześnie Dariusz Korneluk kazał uzupełnić materiał dowodowy o opinie biegłych "w celu ustalenia, czy decyzje podejmowane przez Andriia K. wobec pacjenta były prawidłowe, a jeśli nie, to czy zostały podjęte na skutek błędu medycznego".
Sprawa lekarza z Gorzowa. Jest nowy krok prokuratury
Lekarz wrócił do pracy, ale na wystąpienie do biegłych o sporządzenie opinii trzeba było poczekać kilka kolejnych miesięcy. Dziś wiemy, że Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wielkopolskim właśnie o nią poprosiła.
"Na obecnym etapie postępowania prokurator referent postanowił zasięgnąć wiedzy specjalistycznej z dziedziny nauk medycznych i powołał instytucję naukową w celu wydania pisemnej opinii, zakreślając termin jej złożenia do 31 marca 2025 roku" - wskazuje rzeczniczka prokuratury Mariola Wojciechowska-Grześkowiak. Nie wiadomo, która instytucja wyda opinię w tej sprawie. Wiadomo, że dokument ma być wydany w sprawie lekarza, który ma zarzut zabójstwa, ale też dwóch pielęgniarek, które też mają w tym śledztwie zarzuty.
"Celem opinii jest udzielenie odpowiedzi na sformułowane pytania, które odnoszą się do oceny prawidłowości przyjętego procesu leczenia pacjenta, jego zgodności z aktualną wiedzą medyczną, regułami sztuki i przepisami regulującymi zasady wykonywania świadczeń i procedur medycznych" - wskazuje pani prokurator.
'Cała ta sprawa jest dziwna'
- Cała ta sprawa jest dziwna. Lekarz wciąż pozostaje pod zarzutem zabójstwa, a jednocześnie od czerwca do końca października trzeba było czekać na to, by prokuratura poprosiła biegłych o opinię. A tu liczy się czas, bo mamy przecież człowieka z zarzutem zabójstwa. Wydaje mi się, że ten zarzut to gruba przesada, ale oczywiście nie mogę mówić kategorycznie, bo nie znam akt sprawy. Pytanie, czy nie powinno to być zakwalifikowane jako błąd medyczny - mówi nam jeden z doświadczonych prokuratorów (woli pozostać anonimowy).
- Mój klient nie przyznał się do winy, a teraz walczy o to, by wykazać, że jest osobą niewinną. W toku postępowania zamierzamy udowodnić nasze stanowisko - mówił TOK FM jeden z pełnomocników lekarza mec. Marcin Bręczewski. Jak wskazywał, to właśnie opinia biegłych będzie w tej sprawie kluczowa.
- Gdy m.in. z listów od moich bliskich, dowiedziałem się, że tak wiele osób chce mi pomóc, było to dla mnie duże zaskoczenie. To bez dwóch zdań poprawiło mój nastrój i dało nadzieję. I wtedy zacząłem wierzyć, że ta sprawa jednak może potoczyć się inaczej, że ktoś będzie chciał jej się przyjrzeć. Nie ma słów, które mogłyby wyrazić moją wdzięczność - mówił w rozmowie z nami dr Andrij Kaducha.
Sprawa lekarza z Gorzowa od początku budziła ogromne emocje w środowisku lekarskim, bo - zdaniem wielu specjalistów, w tym profesorów anestezjologii - stawianie lekarzowi zarzutu zabójstwa za działania podejmowane w trakcie pracy w szpitalu, jest niedopuszczalne. Argumentowali, że było to najprawdopodobniej odstąpienie od tzw. terapii daremnej, czyli uporczywego podtrzymywania życia pacjentowi, który jest w stanie agonalnym. Apelowali o zwolnienie lekarza z aresztu, pisali listy poparcia, m.in. do ministra sprawiedliwości.