advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Świat

"Lęk przed śmiercią w kiblu" i porwaniem. Parafianowicz o pracy korespondenta wojennego

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
4 min. czytania
26.04.2026 18:19

Afganistan nie obfitował w masowe strzały artyleryjskie, czy użycie dużej ilości sprzętu ciężkiego, w takie natężenie przemocy i nasycenie śmiercią. (W Ukrainie - red.) trupa było więcej i tego wszechobecnego trupiego smrodu, szczególnie na początku wojny, kiedy ofiar było najwięcej. I w tym sensie to inna wojna - mówił w "Punkcie Zwrotnym" dziennikarz i korespondent wojenny Zbigniew Parafianowicz.

Zbigniew Parafianowicz
Zbigniew Parafianowicz
fot. Artur Barbarowski/East News
  • Zbigniew Parafianowicz w "Punkcie Zwrotnym" opowiadał m.in. o początkach swojej kariery korespondenta wojennego. "Najłatwiej było zostać porwanym przez zwykłych kryminalistów w Afganistanie, którzy potem tego 'białasa' odsprzedawali komuś bardziej zaawansowanemu w sztuce negocjacyjnej" - opowiadał dziennikarz;
  • Mimo wszystko bardziej intensywnym wydarzeniem dla dziennikarza była Pomarańczowa Rewolucja w Ukrainie. "Polacy przyjeżdżali na Majdan i byłem świadkiem takiej woli przeżycia przez nasze pokolenie czegoś na wzór Solidarności" - wspominał rozmówca Karoliny Oponowicz.
  • Parafianowicz zapamiętał wydarzenia z Afganistanu również jako dużo mniej krwawe niż pełnoskalowa agresja Rosji w Ukrainie. "A jesteśmy w sytuacji, w której ta wojna jest kompletnie nieważna dla znacznej części świata" - zauważył gość tokfm.pl.

"Nudziarski" Afganistan i "fascynująca" Pomarańczowa Rewolucja

Pierwszym konfliktem zbrojnym, który relacjonował w swojej karierze Zbigniew Parafianowicz, był ten w Afganistanie. Dziennikarz trafił tam w 2007 roku. - To był moment, w którym Polska z misji logistyczno-rozpoznawczej pod Hindukuszem przechodziła w realną misję bojową. Oficjalne państwo afgańskie było państwem fantomowym, w przeciwieństwie do talibskiego państwa podziemnego, które miało własne sądy, system podatkowy, prawodawstwo, duchownych, armię. To funkcjonowało równolegle do świata, który stworzyli współpracujący z Amerykanami Afgańczycy - wspominał dziennikarz w podcaście tokfm.pl "Punkt Zwrotny".

Z dzisiejszej perspektywy konflikt w Afganistanie wydaje się Parafianowiczowi wręcz - jak powiedział - "dziadersko-nudziarski". - Choć były to pozory, bo to państwo podziemne bulgotało gdzieś tam pod powierzchnią. (...) Ta wojna była o tyle dziwna, że w zasadzie dziennikarza w żaden sposób nie dotykała. Można było wybuchnąć na improwizowanym ładunku wybuchowym, ale wtedy nie były to częste przypadki. Oczywiście pobytowi w Afganistanie i w Iraku towarzyszył strach przede wszystkim przed zagrożeniami niewidzialnymi albo takimi, które zna się z opowieści na stołówce wojskowej. To przede wszystkim jest legendarny lęk przed śmiercią w kiblu, czyli przy ostrzale na bazę, co było fobią każdego, kto w takiej bazie przebywał - opisywał gość Karoliny Oponowicz.

Do tego dochodził strach przed porwaniem. - Szczególnie dziennikarza, który poruszał się po mieście. W praktyce okazywało się, że najłatwiej było zostać porwanym przez zwykłych kryminalistów w Afganistanie, którzy potem tego "białasa" odsprzedawali komuś bardziej zaawansowanemu w sztuce negocjacyjnej, na przykład talibom, którzy negocjowali później z NATO jakieś ustępstwa - uwolnienie swoich pobratymców albo pieniądze. Oczywiście NATO nigdy talibom nie płaciło. Natomiast umówmy się - to nie były zagrożenia powszechne, codzienne i na masową skalę - podkreślił korespondent wojenny.

Dla Parafianowicza - paradoksalnie "o wiele bardziej wojną" niż wydarzenia z Afganistanu była Pomarańczowa Rewolucja (2004-2005), fala masowych demonstracji i strajków na Ukrainie, których przyczyną były nieprawidłowości i fałszerstwa wyborcze, przypisywane obozowi prorosyjskiego kandydata Wiktora Janukowycza. - To był żywioł, jeśli chodzi o pracę reporterską. Ten zryw Ukraińców, ta nieprzewidywalność polityki ukraińskiej, otrucie Juszczenki i uwaga świata, która wtedy była skupiona na Ukrainie, to wszystko było fascynujące. (...) Do Pomarańczowej Rewolucji o obywatelach państw, które nie były państwami bałtyckimi, za naszą wschodnią granicą, mówiło się "ruscy", niezależnie od tego, czy to byli Litwini, Białorusini, Rosjanie czy Ukraińcy. A tu się okazało, że mamy podmiotowe społeczeństwo, które ma swoje wymagania, dokonuje pewnego moralnego wyboru. Polacy przyjeżdżali na Majdan i byłem świadkiem takiej woli przeżycia przez nasze pokolenie czegoś na wzór Solidarności, zaliczenia wydarzenia, które naznaczyłoby nasze pokolenie - mówił gość "Punktu zwrotnego".

Redakcja poleca

Wojna w Ukrainie "nudą zatopioną w błocie okopów na Donbasie"

Jednocześnie konflikt zbrojny w Afganistanie - w ocenie korespondenta wojennego - przebiegał "absolutnie spokojnie" w porównaniu do tego, co dzieje się za naszą wschodnią granicą od 24 lutego 2022 roku. - Afganistan nie obfitował w masowe strzały artyleryjskie, czy użycie dużej ilości sprzętu ciężkiego, w takie natężenie przemocy i nasycenie śmiercią. (...) (W Ukrainie - red.) trupa było więcej i tego wszechobecnego trupiego smrodu, szczególnie na początku wojny, kiedy ofiar było najwięcej. I w tym sensie to inna wojna - porównał Parafianowicz.

W dniu rosyjskiej inwazji na Ukrainę Zbigniew Parafianowicz był w Kijowie. - Prawda jest taka, że jeśli ta wojna miała wybuchnąć, to tylko wtedy, po finale igrzysk zimowych (w Pekinie - red.). Putin tak ma, że działa według pewnych paradygmatów. Kupiłem bilet, wylot był we wtorek, a w czwartek wybuchła wojna - powiedział dziennikarz.

Minęły już ponad cztery lata. Według gościa "Punktu Zwrotnego" - najbardziej "dojmującym" elementem wojny w Ukrainie jest... nuda. - Ta wojna drenuje całe pokolenie Ukraińców. Poginęli najprawdopodobniej najbardziej wartościowi przedstawiciele tego narodu. A jesteśmy w sytuacji, w której ta wojna jest kompletnie nieważna dla znacznej części świata. Jest nudą zatopioną w błocie okopów na Donbasie. To nuda zalana w hazard online, który jest powszechnym zajęciem żołnierzy, którzy po zjechaniu z pozycji mają trochę wolnego. To nuda przerywana aplikowaniem sobie testosteronu przez żołnierzy, którzy chodzą po 15 km w pełnym rynsztunku, a są po 40-stce i nie mają już tyle siły. Każda wojna w końcu przechodzi w fazę nudy - mówił Zbigniew Parafianowicz.

Co będzie po wojnie? - Tak jak pisze Szczepan Twardoch w "Null" - najbardziej wartościowi synowie i córki tego narodu zginęli i już nie będą mogli budować tego państwa. Zbudują je - dokładnie tak jak pisze Twardoch - uchylanci, którzy jeżdżą Mercedesami klasy G po Alei Niepodległości w Warszawie - stwierdził Parafianowicz, podkreślając jednak, że "nie ma prawa wyciągać zbyt pochopnych wniosków na temat postaw tych ludzi".

Na koniec rozmowy w tokfm.pl. Karolina Oponowicz spytała swojego rozmówcę, czy spakował już plecak ewakuacyjny. - Nie zamierzam się ewakuować. Nie przewiduję takiego scenariusza - odpowiedział Zbigniew Parafianowicz.

Źródło: tokfm.pl