Tłumaczył, że robienie nagich zdjęć dzieciom to "forma terapii". Sprawa Andrzeja Samsona
"Wiedziała, że wkrótce zostanie znów wezwana na komisariat na tak zwane okazanie. Najpierw spośród zabezpieczonych zdjęć policjanci wytypują te, na których ich zdaniem prawdopodobnie jest Kuba. Później ona dokona identyfikacji, czy rzeczywiście to jej syn. Próby zaklinania rzeczywistości i oczekiwanie na odpowiedź, czy Samson krzywdził jej dziecko, były męką nie do zniesienia". Publikujemy fragment reportażu Edyty Krześniak pt. "Psycholog". Sprawa Andrzeja Samsona.
Poniższe fragmenty pochodzą z książki Edyty Krześniak pt. "Psycholog. Sprawa Andrzej Samsona", która ukazała się 20 maja 2026 roku nakładem Wydawnictwa Otwartego.
Prawda zmodyfikowana
Śledczy intensywnie pracują. Segregują pornografię, próbując zidentyfikować ofiary.
Trzy dni po zatrzymaniu Andrzej Samson decyduje, że chce złożyć oświadczenie w formie samooceny swojego dotychczasowego życia i postępowania. Będzie to ułatwienie dla prokuratora oraz biegłych, którzy będą go badać.
Samson podtrzymał wcześniejsze wyjaśnienia i zadeklarował, że nie zamierza w tej sprawie mataczyć, chce podać personalia dzieci. Przyznał, że rozebranych pacjentów fotografował Polaroidem, a ubranych aparatem Praktica. Wywoływał je w pawilonie obok optyka przy ulicy Wołoskiej. Właścicielka tego punktu wiedziała, że psycholog fotografuje dzieci, na przykład zmoczone lub chore, w celach naukowych.
Andrzej Samson odniósł się też do stanu swojego zdrowia, określając je jako znośne. Mówił o marskości wątroby, leczeniu na oddziale hepatologii w szpitalu MSWiA. Opowiadał o kupnie nowego mieszkania przy ulicy Dąbrowskiego, w którym obecnie mieszka jego przyjaciel socjolog, podał jego dane personalne i poprosił o przekazanie córce lub żonie kluczy do mieszkania, które są w depozycie w areszcie.
Dzień później (1 lipca 2004 roku) śledczy kontynuowali opisywanie zdjęć i przesłuchanie podejrzanego, który współpracował i podawał personalia dzieci z konkretnych fotografii. Andrzej Samson tłumaczył cel swojej fotograficznej działalności względem nieletnich pacjentów. Argumentował między innymi, że zdjęcia były formą terapii i próbą regresji - ukształtowania dziecka od początku, stąd stosowanie rajstop czy pieluch. (...)
Podczas trzyipółgodzinnego przesłuchania pierwszy i jedyny raz w czasie zeznań powiedział, że wiedział o tym, iż robi coś bardzo złego. Przyznał, że molestowanie przez niego dzieci zaczęło się jakieś pięć lat temu i dotyczyło jedynie trójki dzieci, podał zmienione ich imiona. (...)
Album terapeuty
Mama Kuby była już po pierwszej rozmowie na komisariacie, gdzie odpowiadała na pytania, jak długo zna Samsona, jak do niego trafiła, o czym syn opowiadał po sesjach, czy coś ją niepokoiło, czy wie, że psycholog robił zdjęcia. Zadeklarowała, że dostarczy fotografie syna z czasów terapii u Andrzeja Samsona. Chodziło o zdjęcia robione w domu, podczas zabawy, z rodziną albo na spacerze, takie, na których widać jego twarz. Przyniosła kilka zdjęć. Poproszono, żeby je zostawiła i przy okazji pouczono, żeby z nikim nie rozmawiała o sprawie, zwłaszcza z dziennikarzami.
Można powiedzieć, że szczęśliwym zbiegiem okoliczności taką rozmowę miała właśnie za sobą, bo poprzedniego dnia rozmawiała z Katarzyną, dziennikarką, która poleciła jej Samsona jako terapeutę. Rozmawiały o sprawie, o teoriach dotyczących wyrzucenia zdjęć, o powodach rozwodu Samsona, których Katarzyna nigdy nie poznała, chociaż przyjaźniła się z jego żoną od lat. To ona po wybuchu afery została poproszona przez jego żonę o pomoc w znalezieniu dla niego adwokata. Mówiła, że nikt nie chciał wziąć tej sprawy. Udało się jej natomiast skontaktować ze znajomym notariuszem, który pomógł byłej żonie Samsona zabezpieczyć jego majątek. Samson podpisał w areszcie pełnomocnictwa do dysponowania nim. Opowiadała też o grupie znajomych, którzy szukają materiałów naukowych, aby uzasadnić i usprawiedliwić czyny Samsona. To od niej po raz pierwszy usłyszała o linii obrony polegającej na leczeniu chorych na autyzm dzieci poprzez stymulację seksualną.
Była zszokowana i zaskoczona. Dużo wiedziała o metodach leczenia autyzmu, ale podobne bzdury słyszała po raz pierwszy.
Funkcjonariusz podziękował jej za dostarczenie zdjęć i uprzedził, że zostanie jeszcze wezwana na przesłuchanie. Wychodząc z komisariatu, natknęła się na znajomą policjantkę. Zamieniły kilka słów.
- Co pani tu robi? - ucieszyła się na jej widok policjantka.
- Wezwano mnie w sprawie psychologa Andrzeja S. Mój syn był jego pacjentem.
Wyraz twarzy znajomej się zmienił, zaprosiła ją do swojego obskurnego gabinetu.
- Muszę pani to powiedzieć, bo ja też mam dzieci i wnuka. Miałam służbę, gdy w mieszkaniu, w jego gabinecie zabezpieczaliśmy materiały dowodowe. Widziałam te zdjęcia, były... - Grymas twarzy i zaszklone oczy powiedziały więcej niż jakiekolwiek słowa. - Z szuflady jego biurka wysypały się wibratory. Dużo wibratorów. Zapytałam go, po co mu to. Odpowiedział mi: "A czy ja się pytam, czym pani się zaspokaja?", i cały czas się uśmiechał. Długo pracuję w policji, dużo widziałam, ale te zdjęcia to było coś obrzydliwego. I ta jego pewność siebie, ta buta. Przepraszam, ale uznałam, że powinna pani o tym wiedzieć.
- Dziękuję - ledwo z siebie wydusiła mama Kuby.
Rozmowa z policjantką uzmysłowiła jej, że to jest prawda, że nie ma miejsca na złudzenia, a to, że psycholog jest w areszcie, to nie przypadek.
Czekała na rozstrzygnięcie, czy na podstawie dostarczonych przez nią zdjęć śledczy wśród setek fotografii znalezionych na śmietniku zidentyfikują zdjęcia jej Kubusia. Wiedziała, że wkrótce zostanie znów wezwana na komisariat na tak zwane okazanie. Najpierw spośród zabezpieczonych zdjęć policjanci wytypują te, na których ich zdaniem prawdopodobnie jest Kuba. Później ona dokona identyfikacji, czy rzeczywiście to jej syn.
Próby zaklinania rzeczywistości i oczekiwanie na odpowiedź, czy Samson krzywdził jej dziecko, były męką nie do zniesienia. Po kilku dniach zadzwoniono z Malczewskiego. Była przerażona, policjantka, z którą rozmawiała przez telefon, chyba to wyczuła.
- Identyfikacji może dokonać ktoś inny. Może to być ojciec, może nawet lepiej, żeby to był on - powiedziała, kończąc rozmowę.
W desperacji mama Kuby zadzwoniła do byłego męża. Byli bardzo skonfliktowani, sprawa rozwodowa była jeszcze w toku, alimentacyjna też, ale tak bardzo bała się tego, że zobaczy na zdjęciach syna, że poprosiła męża o pomoc. Poprosiła go, by dokonał identyfikacji.
- To twoja sprawa, twój problem. Mnie to nie dotyczy - usłyszała.
Nigdy nie wymaże z pamięci dnia, w którym szła na okazanie, tego przerażenia, strachu. Na policyjnym biurku leżały grube segregatory. Wiedziała, że musi się z tym zmierzyć.
Pogubiony
Monika Szymborska, ówczesna szefowa Uwagi! TVN, poprosiła mnie o przygotowanie materiału przedstawiającego sylwetkę Andrzeja Samsona. Sądziłam, że nie będzie to trudne, bo archiwa były dość pokaźne, sporo ludzi go znało, a i biografia bogata, choć powszechnie nieznana. (...) Zaczęłam od przeglądania telewizyjnych archiwów i artykułów prasowych. To, na co się natknęłam, było zatrważające. Okazało się, że Samson występował w telewizji jako ekspert pijany lub na gigantycznym kacu. Wygłaszał kontrowersyjne poglądy na temat seksualności dzieci i dość dziwne, wulgarne kwestie. Zdarzało mu się publicznie, na antenach radiowych i telewizyjnych używać wulgaryzmów i dosadnych określeń. W rozmowach w pacjentami też nie bawił się w dyplomację. Andrzej Samson słynął z ciętego języka, szorstkości, bezkompromisowości. Trudno mi pogodzić się z tym, że rynsztokowy styl emitowany był na ogólnopolskich antenach, usprawiedliwieniem jest jedynie to, że owe kwiatki pojawiały się w programach na żywo.
Przeglądając najrozmaitsze artykuły, nagrania, audycje, nie natknęłam się na jego wypowiedzi o autyzmie, a przecież uchodził za specjalistę od autyzmu właśnie zaraz po ustaleniu linii obrony. Znalazłam jego wypowiedzi na przykład o satanistach, o śmigusie-dyngusie, o reklamie, o zachowaniu mordercy, o tym, że firmy coraz częściej zatrudniają psychologów, o tym, że dzieci same powinny gospodarować swoim kieszonkowym, o miłości i doborze w pary, o meczu piłki nożnej, o przystanku Woodstock, o religii. Taki komentator od spraw wszelkich; jak to mówił jeden z moich profesorów: "specjalista od lokomotywy do prezerwatywy". Większość wypowiedzi była krótka - newsowa. Zwykle kadr nagrany w mieszkaniu psychologa przy biurku albo na tle regału, na kanapie, czasem przed blokiem. Zazwyczaj Samson ubrany był na czarno, w skórzanej kamizelce, czasem w letnim wariancie - w niebieskiej koszuli w kratę albo kremowej, czasem w T-shircie i polarze. Na ekranie można było go zobaczyć z papierosem, co było nieco dziwne w eksperckim wizerunku, który kreował. Był eksploatowany przez media, bo zawsze był do dyspozycji.
"Wódka przeszkadza w życiu towarzyskim, dlatego że spożyta właściwie w niewielkich ilościach powoduje zachowania, no, zupełnie nietowarzyskie" - taką kwestię wygłosił w stanie delirium i aż trudno uwierzyć, że nie spostrzegł tego reporter ani żaden wydawca, bo dla widza było to bardzo czytelne.
Jednak dla mnie prawdziwym hitem z perspektywy czasu okazał się fragment z programu Na każdy temat emitowany w telewizji Polsat:
Działania seksualne dorosłych skierowane na dziecko powodują przeżycia przyjemne u dziecka, jeżeli nie towarzyszy im przemoc, strach itd. To jest to przyjemne. Ponieważ dziecko jest istotą seksualną i jego ciało jest jakby przystosowane i [uśmiech] jest w stanie produkować przyjemność erotyczną czysto, prawda. Czyli nie dość jeszcze [uśmiech] dziecko przeżywa właśnie to w sposób przyjemny, to też podejmuje rozmaite... i dopiero potem dowiaduje się, że stało się coś właściwie najgorszego na świecie. Bo jest to jeden z najbardziej potępianych w naszej kulturze uczynków. (...)
Posłuchaj: