Co by się stało, gdyby Putin użył w Ukrainie broni atomowej? Gen. Koziej kreśli zimnowojenny scenariusz
W "Pierwszym Śniadaniu" w TOK-u Piotr Maślak zastanawiał się, co by się wydarzyło, gdyby Rosja użyła w wojnie z Ukrainą taktycznej broni jądrowej. Jak tłumaczył prof. gen. Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, zgodnie z rosyjską doktryną wojskową, zostałoby najpierw wykonane uderzenie ostrzegawcze. Polegałoby ono na dokonaniu wybuchu nuklearnego o niewielkiej mocy nad niezaludnionym terenem, np. nad morzem. - Nie po to by wywołać dramatyczne szkody po drugiej stronie, ale by dać sygnał, że oto 'kończymy wojnę na naszych warunkach, bo już jesteśmy na progu wojny nuklearnej'. Następne kroki to już byłoby przejście do wojny nuklearnej - tłumaczył.
Dodał, że "świat zachodni nie ma dobrze przygotowanej odpowiedzi na tę rosyjską doktrynę". - Na ten szantaż, na to straszenie - wyjaśniła. Wskazał, że wyzwanie, przed którym stoimy przede wszystkim NATO dotyczy tego, "jaką zaprezentować własną doktrynę, która by minimalizowała ryzyko zastosowania przez Rosję jej doktryny". - Bo tu cały czas obracamy się nie tyle w sferze ewentualnych faktów, co w sferze szantażowania, zastraszania, głównie opinii publicznej, a przez opinię publiczną rządów, po to aby coś wymusić - podkreślił.
Jaka mogłaby być odpowiedź NATO?
Zdaniem generała - gdyby Władimir Putin zdecydował się na użycie broni jądrowej w konflikcie z Ukrainą - nie można spodziewać się równoważnej odpowiedzi po stronie państw NATO. - Trudno sobie wyobrazić, by ktoś w NATO chciał zaatakować bronią nuklearną Rosję i wywołać na siebie uderzenia atomowe (...). Być może mogłaby być również taka zdecydowana odpowiedź ostrzegawcza ze strony Zachodu, polegająca na dokonaniu jakiejś próby atomowej - wyjaśniał. Wskazał, że byłby to sygnał: "nie idź dalej, bo właśnie przekraczasz próg - ryzykujesz, że wywołasz wojnę samozagłady".
Ekspert podkreślił, że o broni nuklearnej nie da się racjonalnie mówić w kategoriach prowadzenia wojny. - Bo wojna nuklearna nie jest racjonalna. (...) Ona jest samobójstwem strategicznym - zaznaczył.
Rosja wykonuje uderzenie ostrzegawcze - i co dalej?
Co by się stało, gdyby Rosja zdecydowała się na wykonanie uderzenia ostrzegawczego np. nad Morzem Azowskim? Według gościa TOK FM doszłoby do kapitulacji Kijowa. - Jakie może być wyjście? Ukraina nie ma broni nuklearnej. Nie odstraszy Rosji - zauważył ekspert Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego.
Czy na przeszkodzie nie stanęłaby pozycja Rosji w stosunkach międzynarodowych? Według gen. Kozieja, choć takie działanie na pewno nie pomogłoby w nich Federacji Rosyjskiej, nie można go wykluczyć. - Jak wiemy, Putin niekoniecznie kieruje się dalekosiężnymi losami Rosji, interesuje go dzisiaj - zauważył gość Piotra Maślaka.
Ekspert zaznaczył jednak, że nie wyobraża sobie, by po ewentualnej kapitulacji Ukrainy w wyniku nuklearnego zastraszenia, Rosja zaatakowała któreś z państw NATO. - Z Ukrainą ma szanse wygrać. Wszystko wskazywało na to, że wojnę z Ukrainą wygra [przed inwazją - red.]. Z NATO z góry wiadomo, że nie wygra - podkreślił specjalista.
Rozpoczęłaby się jednak - jak wskazał - "bardzo niebezpieczna druga zimna wojna" między Rosją a sygnatariuszami Paktu Północnoatlantyckiego, "w której Rosja miałaby ogromną przewagę argumentów straszenia NATO właśnie użyciem broni nuklearnej". - Tym scenariuszem, że my w podobny sposób możemy także przecież napaść np. na kraj bałtycki i później zatrzymać tę wojnę przy użyciu broni nuklearnej. NATO byłoby w ogromnie niekorzystnej sytuacji. Bylibyśmy szantażowani mocno przez Rosję i przegrywalibyśmy tę drugą zimną wojnę - ocenił.
- Dlatego tak ważne jest, by do tego nie dopuścić. By zawczasu Rosję zatrzymać w tej jej eskalacji jeszcze w Ukrainie. Po to, by nie wygrała tej wojny przy przejściu do broni masowego rażenia, bo by nas mogła bardzo mocno i łatwo szantażować w zimnej wojnie, niekoniecznie przechodząc do wojny gorącej, którą by musiała przegrać - podsumował generał.
Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj ->