"Boimy się okrucieństwa Rosjan bardziej niż katastrofy nuklearnej". O Ukraińcach, którzy nie mają prawa do radości
- W poniedziałek przez nasz Facebook przeszła fala radości - tak Lesia Vakuliuk mówiła w TOK FM o reakcjach Ukraińców na doniesienia o odbiciu z rąk Rosjan część obwodu chersońskiego. Dziennikarka telewizji Ukraina24 zaraz jednak dodała, że radość nie trwała długo, bo - jak się okazało - nawet w takich momentach Ukraińcy nie mają prawa do szczęścia.
- Ludzie, którzy znają się na sprawach wojskowych, zaczęli nas przekonywać, byśmy nie mówili o tym zwycięstwie tak głośno i tak dużo. Chodzi o to, by wróg nie zdobywał za wiele informacji. Poza tym ludzie z sił zbrojnych mówią, że takie zwycięstwa to z jednej strony radość, a z drugiej - smutek. Bo w czasie takich operacji wojskowych tracimy więcej naszych ludzi. A każdy z nich jest dla nas bardzo ważny. Nie jesteśmy w tym podobni do Rosjan - podkreśliła w rozmowie z Wojciechem Muzalem.
Jak dodała, trudność położenia zwykłych Ukraińców polega na tym, że są zmęczeni wojną, czekają na sukcesy swoich żołnierzy, ale z drugiej muszą być powściągliwi w radości. - Ludzie oglądają telewizję i śledzą serwisy internetowe, czekając na dobre wiadomości z frontu. Chcą usłyszeć, że udało się naszym siłom zbrojnym odbić wsie czy miasteczka. Że udało się zrobić tak, by wróg nie wszedł głębiej na terytorium Ukrainy. Chcemy zobaczyć coś pozytywnego. A z drugiej strony słyszymy, że powinniśmy swój optymizm trochę zmniejszyć - tłumaczyła Vakuliuk.
Relacjonowała, że ludzie na terenach okupowanych z wytęsknieniem czekają na ukraińskie wojsko. - Bo mówią, że pod Rosjanami życie przypomina to, które znają z lat 90., kiedy bandyci rządzili na ulicach. Na przykład w Chersoniu już w południe życie zamiera. Ludzie uciekają do domów, żeby nie wpaść w ręce okupantów, którzy gwałcą i mordują. Gdy te tereny zostaną do końca wyzwolone, to zobaczymy, co tam się działo - powiedziała gościni TOK FM.
Zdaniem dziennikarki nie można wykluczyć, że także tam mogło dojść do zbrodni, jakie wczesną wiosną ujawniono w Buczy czy Irpieniu. - Dlatego ludzie modlą się za naszych żołnierzy. Modlą się, żeby znowu zobaczyć w Chersoniu flagę ukraińską! - opowiadała Lesia Vakuliuk.
"Boją się okrucieństwa Rosjan może bardziej niż katastrofy nuklearnej"
Dziennikarka mówiła również, że gdy Ukraińcy dostają każdego dnia wiadomości o okrucieństwie Rosjan, narasta w nich strach. - On jest nawet większy niż ten przed katastrofą nuklearną - tłumaczyła, odnosząc się do napiętej sytuacji wokół elektrowni jądrowej w Zaporożu, która od miesięcy jest okupowana przez Rosjan. I praktycznie stale z terenu elektrowni dobiegają odgłosy strzałów oraz wybuchów. - Stamtąd też przychodzą okropne i straszne wiadomości. Wiemy o mordach, jakich Rosjanie dopuszczają się na pracownikach tej elektrowni. Chodzi o to, żeby już nic nie powiedzieli ekspertom Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, którzy mają tam przybyć - podkreśliła.
Vakuliuk wyznała też, że do niej i innych Ukraińców codziennie dochodzą wiadomości o krzywdzie kobiet, które padają ofiarami Rosjan w Enerhodarze, czyli w mieście, gdzie znajduje się elektrownia jądrowa.
- Słyszymy, że oni je gwałcą. Kilka dni temu dziennikarz mówił, że napisała do niego jedna z widzek, która oglądała go w telewizji. Pisała, że udało się jej wyjechać z Enerhodaru. Została tam zgwałcona przez Rosjan. Chce teraz jechać na rehabilitację do Europy. Ale wcześniej zależało jej na tym, by temu dziennikarzowi i wszystkim jego widzom opowiedzieć, co ją spotkało - podkreśliła. Jak mówiła, w szpitalu w Enerhodarze cały oddział jest zapełniony zgwałconymi przez Rosjan kobietami.
- Trafiają tam non stop od marca, kiedy to miasto zostało zajęte przez wroga. Te kobiety zachodzą w ciąże po gwałtach i próbują odebrać sobie życie. Dlatego Ukraińcy, którzy o tym słyszą, boją się okrucieństwa Rosjan może nawet bardziej niż katastrofy nuklearnej - zakończyła gościni TOK FM.
Zełenski: Nadszedł czas, by rosyjscy żołnierze uciekali, jeśli przeżyją