,
Obserwuj
Świat

"Sąd wybiega przed lokomotywę". Autor bloga "Ukrainiec w Polsce": Mówi się, że Ukraińcy są jak jeden mąż. Tak nie jest

3 min. czytania
24.10.2022 12:13
- Nie mamy w Ukrainie wolności przestrzeni informacyjnej. Jeżeli chodzi o procesy polityczne, biuro prezydenta wykorzystuje sytuację. Wiele osób publicznych w Ukrainie mówi wprost, że prezydent wykorzystuje stan wojenny, by zagarnąć więcej władzy - mówił w TOK FM Igor Isajew, autor strony "Ukrainiec w Polsce".
|
|
fot. Efrem Lukatsky / AP Photo

Igor Isajew to młody aktywista prowadzący na Facebooku stronę 'Ukrainiec w Polsce'. Zamieszcza na niej wpisy, będące jego prywatnym spojrzeniem na ukraińskie społeczeństwo i władzę w obliczu wojny. Wyłania się z nich obraz Ukraińców daleki od spójnego przekazu, który przedstawiają np. polskie media.

Jak mówił Igor Isajew w TOK FM, chce w ten sposób zwrócić uwagę na różnice poglądów wśród samych Ukraińców. - Mówi się, że Ukraińcy są teraz jak jeden mąż. Ale ukraińskie społeczeństwo nie jest spójne. Jest takie jedynie, jeżeli chodzi o informowanie o linii frontu i o samą napaść. W wielu innych kwestiach konsensusu nie ma - mówił w 'Pierwszym Śniadaniu w TOK-u'.

Zastrzegł też, że społeczeństwo nadal ma wiele bolączek, które były w nim obecne przez 24 lutego, czyli przed wybuchem wojny. - Procesy, które zachodzą w Ukrainie, to nie jest romantyka, to realne życie - dodał w rozmowie z Piotrem Maślakiem.

Zdrajcy narodu i "drastycznie różne konsekwencje" 

Jak wskazał w TOK FM, jedną z bolączek jest np. ukraiński system sądownictwa w czasie wojny. I tak np. w jednym z facebookowych postów Igor Isajew zestawił ze sobą dwie historie. Pierwsza dotyczy Tetiany Drobot z miasta Czerkasy. Kobieta wysłała mieszkającej w Rosji siostrze zdjęcie ogrodzenia obronnego w centrum miasta z prośbą o 'zrzucenie bomby, by tego tu nie było'. Została skazana na 10 lat więzienia, czyli dwa lata więcej niż prosił prokurator. - Typowa sowiecka zwyżka, kiedy sąd wybiega przed lokomotywę - ocenił bloger, podkreślając, że proces ten był w Ukrainie bardzo medialny. - Były na nią skierowane wszystkie kamery - dopowiedział.  

Druga to historia Ołeksandra Briuchanowa, mera miasta Jużne w obwodzie charkowskim (wybranym z ramienia partii Sługa Narodu prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego) i Ałły Duszkiny, dyrektorki szkoły w Kijowie. Briuchanow wzywał mieszkańców do współpracy z okupantami, Dyszkina z kolei  przekazywała okupantom informacje o pozycjach Sił Zbrojnych Ukrainy w zamian za tekę 'ministra edukacji'. Ich sprawy - rzadko poruszane w mediach - zakończyły się minimalnymi wyrokami i zwolnieniem za kaucją.

Jak podkreślił Igor Isajew, mimo że wszystkie trzy osoby zostały ukarane za zdradę narodu,  'konsekwencje były drastycznie różne'. - Nie kwestionuję tego, że Tetiana Drobot zrobiła coś złego, jednak jest ona bardziej osobą niezrównoważoną niż zdrajczynią. W przypadku Ołeksandra to zupełnie coś innego - stwierdził.

"W Ukrainie nie ma wolności przestrzeni informacyjnej"

- Co cię niepokoi: dysproporcja czy obawa, że prezydent Zełenski może w ten sposób budować swoją pozycję i nie do końca dbać o wymiar sprawiedliwości? - dopytywał prowadzący.

- Jedno to wymiar sprawiedliwości, drugie - polityka informacyjna - odpowiedział krótko Igor Isajew. Jak dodał, nie ma w Ukrainie wolności przestrzeni informacyjnej. - W społeczeństwie panuje konsensus, co do tego, że nie wolno podawać informacji z fontu. Natomiast jeżeli chodzi o procesy polityczne, biuro prezydenta wykorzystuje sytuację. Wiele osób publicznych w Ukrainie mówi wprost, że prezydent wykorzystuje stan wojenny, by zagarnąć więcej władzy, także w polityce informacyjnej - dopowiedział autor strony 'Ukrainiec w Polsce'.

W jego ocenie to zresztą niejedyne zagrożenie. - Obecna polityka informacyjna Ukrainy stwarza niebezpieczeństwo dla demokracji Ukrainy w dniu, w którym skończą się bezpośrednie działania wojskowe - skwitował w TOK FM.