Tajemnica wielkiego wycieku danych. Ekspert stawia przynajmniej cztery hipotezy. "Sprawa robi się ciekawa"
W ubiegłym tygodniu wyciekła ponad setka ściśle tajnych dokumentów, które dotyczą głównie operacji wojskowych w Ukrainie. Pochodzą z różnych amerykańskich agencji wywiadowczych i zostały opublikowane w mediach społecznościowych oraz na forach dyskusyjnych w internecie. Pentagon ocenił, że to "bardzo poważne" zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Według BBC dokumenty dotyczą m.in. rozmieszczenia ukraińskich i rosyjskich sił przed wiosenną ofensywą Kijowa. Ze względu na wyciek Ukraińcy mieli zmienić niektóre wojskowe plany – donosi z kolei telewizja CNN.
Władze USA nie podają źródła wycieku tajnych danych. Póki co informują jedynie, że wszczęły śledztwo. - Rzecznik Rady Bezpieczeństwa USA John Kirby przyznał, że nawet nie wie, czy ten wyciek się zakończył, czy on będzie trwał. Więc nic nie wiemy, nawet czy dokumenty są prawdziwe – komentował w TOK FM płk rezerwy, dr Piotr Łukasiewicz.
Analityk "Polityki Insight" i były ambasador RP w Afganistanie wskazał jednak, że część zdjęć dokumentów została edytowana w programach graficznych i w ten sposób zmanipulowana, co sugeruje, że mamy do czynienia z akcją dezinformacyjną. W ocenie eksperta może ona 'służyć różnym aktorom'. - Gdy to rozważamy, sprawa robi się ciekawa. Bo pokazuje układ sił wokół chociażby wojny w Ukrainie – podkreślił i przedstawił hipotezy dotyczące tego, kto może stać za tą akcją.
Pierwsza wskazuje na Rosjan. - To o tyle ciekawe, że po tych zmianach w dokumentach zmniejszyła się liczba strat rosyjskich (na wojnie w Ukrainie – przyp. red.), a zwiększyła liczba strat po stronie Kijowa. To może sugerować, że dane zostały ujawnione, by Rosja mogła osiągnąć jakąś korzyść polityczną – stwierdził.
Za tą hipotezą przemawia – zdaniem byłego wojskowego – również to, że wspomniany wyciek kompromituje Stany Zjednoczone. - Bo z nich ciekną dane wywiadowcze. Rosjanie mogą to pokazać jako swoją wielką zemstę za 2021 rok, kiedy wywiad amerykański dość precyzyjnie pokazywał światu przygotowania Moskwy do wojny w 2022 roku. W ten sposób bardzo mocno zdezorganizował dowództwo rosyjskie. A to doprowadziło do chaosu w pierwszych tygodniach wojny i w efekcie do klęski rosyjskiej pod Kijowem. Teraz więc Kreml mógłby chcieć wrzucić Amerykanom taki gorący węgiel i powiedzieć: "Teraz radźcie sobie. Zobaczcie, jak to jest miło ujawniać czyjeś plany" – analizował.
Jak dodał, w ostatnich kilku dekadach za wieloma takimi tajemniczymi wyciekami danych stała właśnie Moskwa. - Było w nich widać ślady brudnych paluchów Rosjan – stwierdził gość TOK FM.
'A może ktoś zgubił dokumenty'
Według drugiej hipotezy płk. Łukasiewicza to Ukraińcy mogli zorganizować wspomnianą akcję dezinformacyjną, by zdezorientować Rosjan. Bo w ujawnionych dokumentach są np. mapy dyslokacji ukraińskich jednostek wojskowych, informacje dot. tempa zużycia pocisków artyleryjskich i rakietowych. - A także dokumenty pokazujące, że ukraińska obrona przeciwlotnicza wyczerpie się 23 maja tego roku – tłumaczył.
Trzecia hipoteza mówi o tym, że za wyciekiem zmanipulowanych danych stoją sami Amerykanie. - Są przecież sojusznikiem Ukrainy i zależy im na wygraniu tej wojny. Mogą więc chcieć wziąć udział w takiej operacji dezinformacyjnej. A przy okazji postraszyć Rosję, że tak doskonale spenetrowali jej siły zbrojne. Bo w tych dokumentach są dość precyzyjne dane nt. zgrupowania Rosjan, ich tempa zużycia amunicji itd. Jeśli władze na Kremlu przyjęłyby to na poważnie, mogłyby się zastanawiać, gdzie są ci amerykańscy szpiedzy w ich szeregach – mówił ekspert.
Wreszcie ostatnie wyjaśnienie tajemniczego wycieku dotyczy Chin, które też mogłyby być zainteresowane dezinformacją wokół wojny w Ukrainie. - A może, tu dochodzimy do sedna, ktoś sfotografował mapy i dokumenty amerykańskie, po czym po prostu je zgubił. To się zdarza – podsumował gość TOK FM.
'Rosja przecież nie zniknie'. Niemiecki dyplomata wyjaśnia, jak ułożyć świat po Putinie